HEROES GET REMEMBERED – Blisko…

Sezon koncertowy, jak przystało na śmierdzącego lenia, rozpocząłem dopiero w maju, udając się na recital stołecznej (a w zasadzie podstołecznej…) załogi Heroes Get Remembered, która promuje świetny nowy krążek No Mirrors, No Friends. Liczyłem na dużo, dostałem prawie dużo. Choć i tak wracałem zadowolony, bo nie padał deszcz a letnia aura nastawiła mnie pozytywnie do ciężkiego przecież życia. Ale do rzeczy.

Heroes Get Remembered, Fueling The Fire, Warszawa, Hydrozagadka, 12.05.2016r.

Praska Hydrozagadka od lat cieszy się niesłabnącą popularnością i zawsze ściąga spore grono odszczepieńców. Choć jak wiadomo, z frekwencją bywa różnie. Tym razem, jak przystało na środek tygodnia, było miernie. Zespoły zagrały dla niemrawej (pomijając ze dwóch zawodników, co próbowali tańczyć…) publiczności, miałem też wrażenie, że dość przypadkowej (bez obrazy…). Co dziwi, bo Heroes Get Remembered to nie zespół z mdk-u przy Gołębiej, tylko coraz mocniejszy zawodnik, promujący dodatkowo nową, bardzo udaną, płytę.

Czwartkowy wieczór upłynął pod znakiem shoegaze’owej ofensywy. Supporstujący HGR-owców, rybnicki Fueling The Fire zabrzmiał całkiem sensownie; widać, że mody wśród młodzieży mocno się zmieniają; już nie punk króluje ani metal, tylko psychodeliczne wyziewy, które, jak wiadomo, można zagrać na wiele sposobów. Nie powiem, że FTF to jakaś nadzieja sceny, ale słychać w tym potencjał, jest fajny klimat i dobre partie gitarowe. Indie rockowe, melancholijne granie na poziomie. Dają radę, choć zasłyszane gdzieś lewym uchem komentarze któregoś z członków grupy w stylu „eee, w Rybniku to nic się nie dzieje, to nie to co Warszawa…” trochę mnie zirytowały. Bo bardzo często właśnie małe miasteczka stają się kuźnią niezłych fermentów. A Warszawa jest dzisiaj zwyczajnie zblazowana i przeładowana. Obserwując publiczność, czuło się atmosferę pikniku i raczej nic nie zwiastowało wielkopomnego wydarzenia. Choć było blisko.HGR3

Kiedy na scenie zainstalowało się trio HGR sytuacja nie wyglądała źle, ale była daleka od ideału. Grupa ma w łapie wszystkie atuty – dobrą muzykę, sprawnych instrumentalistów i pomysł na siebie. Widać, że czują się w tym klimacie bardzo dobrze, choć faktycznie, większą energię czuło się w tych bardziej dynamicznych tematach. Numery z nowej płyty wypadają na żywca bardzo dobrze i choć zgromadzeni słuchacze nie dali się zbytnio porwać, uznaję, że grupa ze swojej strony zrobiła wszystko co mogła. Oczywiście, jeśli mam się czegoś przyczepić, muszę zauważyć, że niepotrzebne były przerwy między numerami. Taka muza aż prosi się o to, by kawałki połączyć sprzęgami, odjazdami z odrobiną szaleństwa w tle. No i brzmienie – było dobre, ale w mocniejszych momentach odczuwałem jednak brak drugiego wiosła. Jasne, to nie A Place To Bury Strangers i nikt nie wymaga od HGR ściany dźwięku niszczącego uszy, ale więcej mięsa by się przydało. Co ciekawe, doszedłem też do wniosku, że to muzyka idealna na warunki festiwalowe i mam wrażenie, że na większej scenie zespół lepiej rozwinie skrzydła, tym bardziej, że muzyczna propozycja HGR w wielu miejscach zbliża się do tego, co obecnie oferuje amerykański Nothing. Na plus należy zaliczyć klimatyczne wizualizacje, które dodawały muzyce przestrzeni i bardzo dobre zgranie. Widać i słychać, że zespół wie, co chce robić, jest ułożony i ma sporo do powiedzenia.HGR2

Tym bardziej szkoda, że troszkę zabrakło szaleństwa i zwykłego, rockowego potu. I z jednej i z drugiej strony. Zastanawiała mnie w tym przypadku zależność publika – zespół, bo ciekawy jestem, czy gdyby pod sceną kłębił się dziki tłum, na scenie działoby się lepiej? A tak atmosfera była ciut śnięta (a może ostatecznie nie kumam specyfiki takiego grania?). Co nie zmienia faktu, że zespół odegrał kawałki sprawnie, na poziomie i nadal będę uważał, że mają duże szanse przebić się wyżej. Chciałbym ich zobaczyć na większej, lepiej nagłośnionej i bardziej zaludnionej imprezie…

Foto+słowo: Arek Lerch