HEAVEN SHALL BURN – niepokonani mistrzowie metalcore’a

Do stolicy Wielkopolski pod koniec marca przybył metalcore’owy cyrk z prawdziwego zdarzenia pod hasłem Progression Tour. Podczas miesięcznej trasy ekipa pod wodzą Heaven Shall Burn odwiedziła Wielką Brytanię, Niemcy, Francję, Czechy.

Heaven Shall Burn, Unearth, Suffokate, Neaera, Faust Again – Poznań, Eskulap, 27 marca 2012

Przyjemność otwierania przypadła Faust Again, poznańskim weteranom sceny hardcore, którzy specjalnie z tej okazji przygotowali dla fanów wyjątkowe wydanie premierowej ep-ki „Enfant Terrible”. Już wkrótce ukaże się nowy album Faustów „Illisions” więc nadarzyła się doskonała sposobność, aby zaprezentować kilka nowych, wpadających w ucho kawałków takich jak „My Favourite Masquerade” czy „My Self Portrait”. Nie zabrakło także numerów z początku działalności jak choćby „The Truth Is Absolution” z debiutu. Zespół został przyjęty szczególnie ciepło i z entuzjazmem. Ciężko byłoby o lepszy rozgrzewacz.

Po przerwie scenę zajęli imponujący produktywnością Niemcy z Neaera. W przeciągu sześciu lat wydali pięć albumów – wynik godny największych przodowników pracy. Kapela uprawiająca złowrogi i mroczny metalcore zagrała między innymi „Armamentarium”, „Let The Tempest Come”, „Where Submission Reigns” czy „In Defiance”, z ostatniej jak dotąd, wydanej rok temu płyty „Forging the Eclipse”. Kipiący dobrym humorem wokalista robił wszystko, co w jego mocy, aby publiczność dobrze się bawiła.

Zapachniało deathcorem, kiedy na dechy wyszli wydzierani od stóp do głów muzycy kalifornijskiego Suffokate. Zaserwowali kawałki z najnowszej płyty „Return to Despair” oraz poprzedniej „No Mercy, No Forgivness”. Nowoczesne brzmienie, beatdown’owe tempa, nieludzki growling, takie są teraz trendy. Wielbiciele tradycyjnego death metalu łapią się za głowy, ale zebrana w Eskulapie młodzież bawiła się,  jak należy więc nie ma co dyskutować o gustach. Suffokate to jeszcze nie Job For a Cowboy, ale mogą wkrótce osiągnąć podobną popularność.

Unearth, kolejna amerykańska kapela tego wieczora, to firma o bardzo mocno ugruntowanej pozycji na metalcore’owym rynku. Na koncie mają już pięć płyt i zastęp oddanych fanów na całym świecie. Żywiołowy i buchający energią set zaczęli od takich numerów, jak starszy „The Great Dividers”, czy najświeższych „Watch it Burn” i „Shadows in the Light”, z wydanego nakładem Metal Blade zaledwie rok temu albumu „Darkness in the Light”. Niezwykle ruchliwi i tryskający entuzjazmem gitarzyści zapewnili przyciągający uwagę ruch sceniczny. Wielki, jak dąb wokalista, nie był im dłużny, dając z siebie całe sto procent. Profesjonalny set i świetny kontakt z publicznością był kluczem do udanego występu.

Heaven Shall Burn, pionierzy europejskiego metalcore’a zza naszej zachodniej granicy, przyjechali do Polski po raz drugi w ostatnim czasie. Poprzednio gościli na Przystanku Woodstock w sierpniu 2011 roku, występując prawdopodobnie na największej imprezie w historii swojego istnienia.

niepokonani mistrzowie metalcore'a

niepokonani mistrzowie metalcore'a

W Poznaniu rozpoczęli intrem do słynnego serialu telewizyjnego „Airwolf” oraz kawałkiem „The Omen”, z wydanej dwa lata temu płyty „Invictus”, a chwilę potem chłostali już numerem „Counterweight” ze swojego najlepszego wydawnictwa „Deaf to Our Prayers”. Niemcy spotkali się z bardzo ciepłym przyjęciem, a wokalista Marcus Bischoff z przejęciem zapowiadał kolejne piosenki i rzucał się na scenie w rytm kawalkady podwójnych stóp. Świetnie wypadł krótki i przebojowy cover Edge of Sanity „Black Tears”, który wprawił całą salę w doskonały nastrój.

Chwilę później uderzyli „Endzeit” (promowany popularnym wideoklipem), w którego refrenie gardło zdzierała większość z przybyłych fanów. Potem jeszcze jeden z nowszych kawałków „Sevastopoll” oraz „Behind the Wall of Silence”, z wydanego już dekadę temu „Whatever it May Take”. Przez cały koncert temperatura utrzymywała się na wysokim poziomie, a zespół czerpał autentyczną radość z grania. W końcówce występu pojawiły się także „The Weapon They Fear” oraz „Voice of the Voiceless”.

Publika przyjmowała każdy kolejny numer Heaven Shall Burn jak błogosławieństwo. Pomimo faktu, że kapela jest aktywna od ponad piętnastu lat, nie ma mowy o żadnym wypaleniu czy braku zaangażowania. Niemcy wkładają w swoją muzykę całe serce i nie można tego nie zauważyć, kiedy widzi się ich na żywo.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski