GORGUTS – perfekcyjny spektakl

Piękny prawie letni, ciepły wieczór witam przed klubem. Tłum maniaków w liczbie około setki niecierpliwie wypatruje otwarcia bram. Wszyscy czekają na wyjątkowy koncert jednego z ważniejszych zespołów w historii death metalu. Pierwszy koncert w dużym kraju w środku Europy. Nerwowe oczekiwanie umilają zwyczajne w takich okolicznościach przyrody dywagacje. Zagrają coś z pierwszej płyty, a może pojadą klasykami z „dwójki”? Gorączkowym pytaniom nie ma końca. Niemal czuć ulgę gdy otwierają się drzwi i powoli wraz z kolejką zbliżam się do wejścia…

Gorguts, Outre Warszawa, Progresja Noise Stage 15.06.2014r

Wyobraźnia to rzecz piękna, ale czasem potrafi płatać figle. Być może po prostu trudno jest zrozumieć dlaczego koncert zespołu tej klasy co Gorguts ściąga niewiele ponad setkę głów? Tak naprawdę to niedzielne spotkanie z klasykami death metalu rozpoczęło się zgoła inaczej. Zimna, pochmurna ni to wrześniowa ni czerwcowa aura raczej nie zachęcała do tego by opuszczać cztery kąty. Wszak zawsze można było poświęcić wieczór na obejrzenie kolejnego koncertu na youtube. Jednak jeśli „Considered Dead” uważam za jedną z najlepszych produkcji jakie wydała scena metalu śmierci a nowe, pierwsze po powrocie dzieło Gorguts za jeden z lepszych albumów ostatnich lat, nie mogłem wręcz odmówić sobie przyjemności sprawdzenia koncertowej formy tegoż zespołu. Tym bardziej, że był to pierwszy koncert Gorguts w Polsce. Melduję się na miejscu z dużym wyprzedzeniem i trochę ze smutkiem obserwuję garstkę maniaków jacy stawili się tego wieczoru na spotkanie z Gorguts… no cóż, takie czasy, dla tych co byli czapki z głów!outre-rb

O 19:30 na Noise Stage warszawskiej Progresji melduje się krakowski Outre. Lubię muzykę tego bandu dlatego też z przyjemnością i po raz pierwszy obejrzałem ich sceniczny szoł. Outre zaprezentował się lepiej niż dobrze. Ze sceny poleciał repertuar przekrojowy. Od razu zaznaczyć muszę, iż zespół mimo krótkiego stażu scenicznego posiadł wcale nieczęsto występującą umiejętność stworzenia nietuzinkowej atmosfery. Od samego początku wszystko spinało się w idealnie wyważoną formę balansującą pomiędzy sprawnie odegraną muzyką a introwertycznymi popisami wokalisty. Bez wielkich fajerwerków, ton makijażu, ćwieków i gwoździ Outre obronił się samą muzyką. Naprawdę duży szacun. Na zakończenie zespół zaprezentował utwór z mającej się ukazać jesienią debiutanckiej płyty i powiem tylko tyle – album ten może trochę namieszać na scenie black metalowej. Do pełni szczęścia w występie Outre zabrakło mi jednego małego elementu a raczej czegoś było za dużo. Koncert był by jeszcze lepszy gdyby wokalista zrezygnował nawet z tej jakże oszczędnej formy „konferansjerki” jaką zaprezentował, ale to tylko moja subiektywna opinia. Prawdą jest, że Outre zagrał dobrą sztukę i w przyszłości z przyjemnością zawędruję na ich koncert, mam nadzieję jeszcze nie raz…gorguts-rb_23

O swoim stosunku do Gorguts pisałem już wyżej. Dlatego teraz tylko dwa słowa o samym zespole. Zameldowali się przed klubem około 19 i od początku bez nadęcia nawiązali kontakt z fanami. Można było podejść pogadać, widać było, że szczególnie Luc cieszy się na ten koncert. Zero spiny i atmosfera jak przed punkowym gigiem DIY. Luc osobiście brylował na stoisku z merchem, pomagał przymierzać ciuchy a przez chwilę odniosłem wrażenie, że zagadał się tak, że przegapił iż koledzy z zespołu zaczynają powoli montować graty na scenie…gorguts-rb_32

Gorguts dobre kilkanaście minut walczą z brzmieniem, ale w końcu Luc daje znak, że jest ok i możemy zaczynać. Światła gasną i po chwili rozpoczyna się jeden z lepszych koncertów death metalowych, które miałem prawdziwą przyjemność oglądać. Istotę tego występu oddaje jedno krótkie zdanie. Profesorowie metalu. Gorguts zagrali totalnie techniczny i niszczący set oparty głównie o numery z „Colored Sand” wsparte klasykami z „Obscura” i „The Erosion of Sanity”. Przede wszystkim koncert Gorguts był chyba pierwszgorguts-rb_09ym jaki widziałem na tej scenie gdzie zespół praktycznie poradził sobie z tematem brzmienia a przy tak pokręconej i wielowymiarowej muzyce nie było to z pewnością gorguts-rb_25zadanie łatwe. Gorguts zabrzmiał potężnie, surowo i selektywnie tak jak brzmieć powinien by dało się obcować z ich muzyką. Od samego początku skupieni na grze, ale i rozluźnieni muzycy stworzyli wręcz idealny maksymalnie techniczny, death metalowy spektakl. Na scenie było gorąco i to dosłownie lecz absolutnie nie przeszkodziło to w natchnionej grze pełnej pasji. Prym wiódł oczywiście uśmiechnięty Luc a dzielnie sekundowali mu grający wręcz kosmicznie Kevin i wyprawiający niesamowite rzeczy z monstrualnych rozmiarów basem zdecydowanie niemonstrualnej postury Colin. Gitarową maszynę wspierały perfekcyjne i niszczące bębny. Wiem, że wydawać się może, że muzyka w gruncie rzeczy bardzo trudna – a taką przecież gra Gorguts – na żywo zamieni się w niezrozumiały bełkot, ale jeśli za wykonywanie tych dźwięków biorą się ludzie pokroju tu opisywanych, to zyskuje ona wymiar kosmiczny. Dziwna sprawa, ale sceniczne popisy Gorguts sprawiły, że po raz pierwszy od dawna dałem się ponieść muzyce. Dla mnie to nie był zwykły koncert a perfekcyjny spektakl, w którym karty rozdawała muzyka… Jak zwykle nie mam zamiaru raczyć szanownego czytelnika setlistą, ale tytułem podsumowania powiem, że Gorguts na scenie to niesamowite emocje; przyznam, że nie spodziewałem się aż takiego poziomu zniszczenia…

Gorguts nie wzięli jeńców.

Przeżywał Wiesław Czajkowski

Zdjęcia:  Rafał Brzeziński (svartheim.org)