GEHENNA/DEMONICAL ‒ Pieśń Lodu i Ognia

Potężne zderzenie black metalowej lodowatości oraz death metalowego ognia nastąpiło piątkowej nocy w Poznaniu. Gehenna i Demonical kończąc krótką europejską trasę dotarły do Polski, aby pokazać to, z czego słynie scena skandynawska. Obie kapele zaatakowały słuchaczy w sposób radykalny i bezkompromisowy. Każda w swoim stylu, każda udanie i nie biorąc jeńców.

Gehenna, Demonical, I Saw Red, Taran ‒ U Bazyla, Poznań, 8 maja 2015

Międzynarodowy koncert otworzył przedstawiciel polskiej sceny, zielonogórski Taran. Ten black metalowy kwartet, choć na scenie obecny jest już od 2004 roku, kiedy to ukazało się jego pierwsze demo, dopiero w 2015 nakładem Odium Records wydał swój pełnoprawny debiut zatytułowany po prostu Taran. Zaraz po nich scenę zajęli Finowie z I Saw Red. Zespół z niewielkim stażem i ambicjami w nurcie nowoczesnego thrash metalu spod znaku The Haunted, nie doczekał się szczególnie ciepłego przyjęcia, ale dał solidny występ. Biorąc pod uwagę niewielkie doświadczenie koncertowe grupy, trudno mówić o rozczarowaniu.

Od ostatniej wizyty Demonical w Poznaniu minęły już prawie trzy lata. Wtedy, w lipcu 2012 roku, Szwedzi byli jeszcze przed wydaniem „Darkness Unbound”, swojej ostatniej jak dotąd dużej płyty, a już czwartej w dyskografii. Tym razem przyjechali zaraz po premierze wydanej przez Agonia Records ep-ki Black Flesh Redemption. Zespół złożony z weteranów szwedzkiej sceny, w składzie którego aktualnie jest aż trzech muzyków Centinex, dał popisowy i wzorcowy, death metalowy koncert. Agresywny, szybki, niezbyt długi i bez przeciągania struny. Widda, wokalista o spojrzeniu szaleńca i zamiatający włosami scenę gitarzyści Demonical dali ognia, jak mało kto. Wbili poznańską publiczność w ziemię, death metalowym ciężarem połamali wszystkie kości i bezczelnie splunęli w twarz.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Występująca w roli gwiazdy wieczoru Gehenna to kapela, o której najgłośniej było w okolicach 1998 roku. Wtedy właśnie opublikowała album „Adimiron Black” dla Moonfog Records, słynnej wytwórni dowodzonej przez innego kluczowego gracza norweskiego black metalu, Satyra. Grupa pod przywództwem wokalisty i gitarzysty Sanrabba, nie zdobyła tak wielkiej popularności, jak choćby Immortal czy Dimmu Borgir, ale w historii skandynawskiego hałasu to niewątpliwie znacząca nazwa. Ostatnia płyta Gehenna „Unravel” ukazała się pod koniec 2013 roku i kompozycje z niej były w dużym stopniu promowane podczas trasy z Demonical. Poznański koncert był oczywiście także okazją, aby posłuchać starszych kawałków z wczesnych wydawnictw „First Spell” oraz „Malice”. Beznamiętny i pulsujący, najczęściej człapiący w średnich tempach czarny metal płynący z głośników przykuł uwagę chłodem i lodowatą wyniosłością. Norwedzy nie wychodzą na scenę, aby flirtować z słuchaczem, aby omamić go swym wizerunkiem czy szczerzyć się do niego. Na deski wychodzą, niezależnie od wszystkiego, przede wszystkim zagrać swoje i robią wrażenie, jakby to czy mają przed sobą tłum, nie ma dla nich najmniejszego znaczenia. Stąd też występ Gehenna odarty jest z nad wyraz chętnie wykorzystywanych przez inne, black metalowe grupy elementów takich jak wyszukane makijaże, specjalnie sceniczne szaty czy groźne dekoracje. Autorzy „Murder” i „WW” radzą sobie bez bogatej oprawy i nic nie cierpi na tym ich sztuka. Być może nawet jeszcze zyskuje i uwypukla to, co w black metalu najważniejsze.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Blisko godzinny występ, który zaserwowali poznańskiej publice muzycy Gehenna nie należał do najbardziej spektakularnych czy widowiskowych wydarzeń ostatnich miesięcy, a mimo to był koncertem wyjątkowym, bo innym niż wszystkie. Norwedzy zatrzymali na moment czas, zamrozili piekło, a lodowy sztylet wbili prosto w serce. Bez spoglądania na modę, bez kompromisu. Wymierzyli chłostę i rozpłynęli się w tłumie, pozostawiając zebranych z rozdziawionymi gębami.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski