EXODUS – Krew, pot i thrash

W Wielkiej Czwórce thrashu nigdy nie było dla nich miejsca. Czy czwórka od początku nie mogła być po prostu piątką? Taka kolej rzeczy byłaby przecież sytuacją naturalną, biorąc pod uwagę zasługi ekipy Toma Huntinga i Gary’ego Holta. Po poznańskim koncercie jestem ostatecznie przekonany, że Exodus to zespół równie ważny, jak kwartet Metallica-Slayer-Megadeth-Anthrax. Niedawno ukazał się ich dziesiąty studyjny album „Blood In Blood Out”, do składu wrócił Zetro, wokalista znany z wczesnych płyt. Nic nie zapowiada rychłego końca kwintetu z Bay Area, którego kultowy debiut „Bonded by Blood” wyszedł już trzydzieści lat temu.

Exodus, Turbo, Alastor – Poznań, Eskulap, 16 czerwca 2015

Jak kraj, taki thrash metal. Wieczór otworzyły dwie ważne dla polskiej sceny hałasu grupy, które w latach 80. i 90. były czołowymi przedstawicielami gatunku. „Syndromy miast” autorstwa Alastor oraz „Dorosłe dzieci” Turbo, to z pewnością znaczące wydawnictwa. Dziś obie grupy stanowią jednak w głównej mierze ciekawostkę i poza nostalgią, nie są w stanie wzbudzić większych emocji. Turbo bez sympatycznego Grzegorza Kupczyka, który odszedł z zespołu już kilka lat temu, stracił przynajmniej połowę uroku, który posiadał z nim za mikrofonem. Wciąż w dobrej formie jest zaś gitarzysta i założyciel kapeli Wojciech Hoffmann, który dla polskiego heavy thrash metalu jest kimś na miarę Tony’ego Iommi czy Glenna Tiptona. Tak czy inaczej, obie polskie grupy otrzymały ciepłe przyjęcie poznańskiej publiki, ale nie było wątpliwości, dla kogo zgromadził się w Eskulapie ten kilkusetosobowy tłum.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Wraz z pierwszymi nutami otwierającej występ Exodus kompozycji publiczność oszalała, rzucając się do headbangingu, jakby thrash metal miałby jutro wyjść z mody. Bez Gary’ego Holta, który choć nie opuścił zespołu (od kilku lat zastępuje w szeregach Slayer zmarłego Jeffa Hannemana), ale na powrót ze Stevem „Zetro” Souzą, pionierzy biczowania dźwiękiem z San Francisco rozpoczęli wspaniały, półtoragodzinny set. Exodus z pewnością nie wstydzą się swojej najnowszej płyty. Koncert rozpoczęli dwiema nowymi kompozycjami, „Black 13” oraz tytułową „Blood In Blood Out”, a w dalszej części zagrali jeszcze „Salt the Wound” oraz „Bloody Harvest”. Wszystkie nowe numery wypadły równie dobrze, jak najstarsze szlagiery. Po blisko dziesięciu latach krzyczenia do mikrofonu Exodus Rob Dukes ustąpił miejsca powracającemu Zetro, który zarejestrował z grupą ostatni album, będący jednocześnie jego szóstym z tym zespołem. Choć gołym okiem widać, że Zetro ma już na karku pół wieku, zdzierał gardło i szalał na scenie, jak nastolatek. Natychmiast złapał doskonały kontakt z fanami i dyrygował zabawą pod sceną.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Występ thrashowej ikony nie miał słabszych momentów, ale wśród tych najjaśniejszych można śmiało wymienić kawałki z miażdżącej płyty „Tempo of the Damned”, czyli „Blacklist” oraz „War is My Shepherd”. Podobne wrażenie zrobiły kompozycje z albumu „The Atrocity Exhibition: Exhibit A” ‒ długie, rozbudowane i mroczne „Children of a Worthless God” oraz „Iconoclasm”. Występujący w zastępstwie gitarzysta Kragen Lum to być może nie muzyk formatu Gary’ego Holta, ale podczas koncertowej wojny, która rozpętała się w poznańskim Eskulapie, zdał egzamin na medal, jakby grał z Exodus co najmniej od dekady. Na szczególne słowa uznania zasłużył także nie kto inny, jak Tom Hunting. Jedyny członek z zupełnie pierwszego składu kapeli, która grać zaczęła jeszcze w 1979 roku, czyli przed Metalliką i Slayerem (w kontekście tego faktu jeszcze bardziej dziwi fakt, że mimo wszystko Exodus nie należy do Wielkiej Czwórki thrashu). Hunting przez pełne półtorej godziny walił w perkusję z całych sił i przeżywał koncert, jakby ten miał być jego ostatnim. Miłym gestem było także kilka ciepłych słów, które wypowiedział pod adresem polskich fanów już po zakończonym występie. Nie ma wątpliwości, że thrash metal to całe życie tego faceta. Największy kocioł i harmider panował pod sceną, rzecz jasna, gdy kwintet z Bay Area katował zgromadzonych ciosami z debiutanckiego krążka „Bonded by Blood”. Nie mogło przecież zabraknąć takich petard, jak „Piranha”, „Metal Command”, „A Lesson in Violence”, czy zamykający wieczór furiacki „Strike of the Beast”. Te właśnie pędzące na złamanie karku kawałki spotkały się z najbardziej owacyjnym i entuzjastycznym przyjęciem, ale powiedzieć, że tłum źle zareagował na „The Toxic Waltz” czy „Pleasures of the Flesh” to zwyczajnie skłamać.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Metallica już dawno temu wykroczyła poza ramy thrashu, Slayer jest w stanie samodzielnie wypełnić wielkie hale, choć ostatnio wzbudza mniejsze emocje, a Megadeth i Anthrax nagrywają na przemian płyty średnie i zwyczajnie niepotrzebne. W tym gronie to właśnie Exodus okazuje się być kapelą najwierniejszą pierwotnej, thrash metalowej, szorstkiej i podziemnej stylistyce. Szacunek i uznanie także polskich fanów oraz koncertowa forma Exodus są dowodem niezmiennej wielkości zespołu.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski