ENTOMBED A.D., GRAVE – To nie jest muzyka dla młodych ludzi

Historia lubi się powtarzać. W XVII wieku Szwedzi zatopili Polskę swoją agresją. W latach 90. XX wieku ich potomkowie zgotowali światu równie tęgie lanie za sprawą takich płyt jak „Lef Hand Path”, „Into the Grave”, „Like an Ever Flowing Stream” czy „Where No Life Dwells”. Choć od ukazania się tych albumów mija ćwierć wieku, a włosów na głowie coraz mniej, płomień wciąż goreje. Niezależnie od tego ile kapel próbuje podrobić czy unowocześnić sztokholmskie brzmienie, na tronie brudnego, niechlujnego death metalu siedzą wciąż Szwedzi. Dwie najważniejsze kapele gatunku dosadnie udowodniły swoją wartość na trzech koncertach w Krakowie, Poznaniu i Gdańsku.

Entombed A.D., Grave, Implode – Poznań, Eskulap, 18 października 2014

Co może zrobić młoda, początkująca kapela otwierająca koncert takich legend jak Entombed i Grave? Starać się ile wlezie, swoim entuzjazmem i pasją zarazić publikę oraz liczyć na to, że nie zostanie obdarta ze skóry. To udało się Implode, pochodzącemu ze Szwecji kwintetowi, który w dorobku ma ledwie jeden krążek. Nowoczesny, zalatujący metalcorem hałas rozgrzewał poznański klub przez pół godzin zanim nadeszło właściwe bombardowanie.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Twarz Oli Lindgrena, lidera Grave, zdradza, że granie death metalu przez trzydzieści lat zbiera swoje żniwo. Wysuszony na patyk, nie wykonujący zbędnych ruchów, wokalista i gitarzysta jednego z najbardziej produktywnych szwedzkich zespołów (dziesięć studyjnych płyt!), na scenie robi dokładnie to, co trzeba. Siłę i brutalność z jaką w poznańską publiczność uderzyła muzyka Grave można jedynie porównać do nalotu dywanowego, z którego nikt nie wychodzi żywy. Przez najświeższe kompozycje z Endless Procession of Souls oraz „Morbid Descent” do najstarszych numerów z „Into the Grave” czy „You’ll Never See…”, 50-minutowy set usatysfakcjonował nawet najbardziej głodnych muzycznej przemocy. Intensywność występu Grave dała do zrozumienia, że Szwedzi grają tak, jakby każdy koncert miałby być ich ostatnim.

To nie jest muzyka dla młodych ludzi

To nie jest muzyka dla młodych ludzi

Ludzie tworzący najnowsze wcielenie Entombed, opatrzone dopiskiem „A.D.” to grupa grająca ze sobą od kilku ładnych lat, więc o jakość nie można było mieć obaw. Kapela dowodzona przez jednego „starego” członka, wokalistę L-G Petrova, oraz wspierana przez innego weterana Johana Janssona (Centinex, Interment, Dellamorte), z nawiązką zaspokoiła oczekiwania. Najnowszy album Back to the Front  nie przebija poprzednich dokonań, ale w wydaniu koncertowym okazał się znakomity.

Otwierający „Kill to Live”, czy zagrane w dalszej kolejności „Second to None” oraz „Pandemic Rage”, nie ustępowały żelaznym klasykom. Sztandarowe „Revel in Flesh”, „Stranger Aeons” czy „Living Dead” z pierwszych płyt zrobiły należyte wrażenie. Zachwycony przyjęciem L-G zataczał się po scenie, rubasznie uśmiechając się pokazywał, że ma gęsią skórkę. Nie on jedyny. Opętana ciężarem przygniatających, death’n’rollowych riffów publika kotłowała się bezlitośnie pod sceną, a dająca z siebie wszystko kapela wymierzała kolejne ciosy. Wśród nich nie zabrakło „I For an Eye”, „Damn Deal Done”, „To Ride, Shoot Straight and Speak the Truth” oraz kultowych, histerycznie przyjętych „Wolverine Blues” i „Left Hand Path”.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Po krótkiej przerwie grupa wróciła na scenę, aby dobić swe ofiary. W tym celu posłużyli się „Out of Hand” oraz „Chief Rebel Angel”, które zamknęły wszelkie dyskusje. Bez względu na przemijające lata, roszady w składzie oraz zastęp ambitnych naśladowców, Entombed pozostaje Entombed, a innym cały czas pozostaje się uczyć.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski