DOPELORD, MAJOR KONG ‒ Uzależnieni od riffów

Wywodzące się z Lublina, choć rezydujące w Warszawie, kapele Dopelord i Major Kong bez dwu zdań należą do najważniejszych przedstawicieli wciąż niewielkiej, ale pierwszorzędnej, polskiej sceny sludge/doom/stoner. Obie grupy wydały w tym roku nowe płyty i w dużej mierze właśnie ten materiał zaprezentowały na deskach poznańskiego klubu w piątkowy wieczór. Brzmienie było wyjątkowo tłuste, riffy niespieszne, a dym słodki. Ręce same składały się do oklasków, bo trzeba powiedzieć wprost – zespoły stworzyły znakomitą atmosferę i dały pasjonujący koncert.

Dopelord, Major Kong, Snake Thursday ‒ U Bazyla, Poznań, 22 sierpnia 2014

Po energetycznej rozgrzewce, którą zrobiło lokalne trio Snake Thursday, scenę zajął Major Kong. Także trio, aczkolwiek doskonale radzące sobie bez wokalisty. Twórcy wydanego na początku 2014 roku albumu Doom Machine wypełniają swoje kompozycje taką ilością zajmujących riffów, że ich granie świetnie broni się w instrumentalnej formie. Fakt ten zresztą dowcipnie skomentował basista Domel, zwracając się do publiczności w słowach: „Chociaż gramy w Poznaniu po raz pierwszy, widzę, że na pamięć znacie wszystkie nasze refreny„.OLYMPUS DIGITAL CAMERA Pojawiły się numery z ostatniej płyty, takie jak „Skull of the Titan” czy „Voidwagon”, oraz „Acid Transmission” i „Witches on My Land” z debiutanckiej Doom for the Black Sun. Goście tworzący Major Kong autentycznie bawią i cieszą się graniem, co było w piątkowy wieczór widać, jak na dłoni. Przygniatający swoim kosmicznym tonem bas, łomocząca perkusja i wydająca z siebie przeróżne dźwięki gitara, połączyły się w jeden psychodeliczny i niezwykle ciężki ładunek organicznej sludge metalowej muzyki. W tym hałasie są też obecne elementy charakterystyczne dla klasycznego hard czy blues rocka z lat 70., co znacznie urozmaica i ubogaca styl kapeli. Entuzjazm z jakim wystąpił Major Kong nie pozostał niezauważony i zespół został zasłużenie nagrodzony ogromnymi brawami.

Uzależnieni od riffów

Uzależnieni od riffów

Znając zawartość drugiego długograja Dopelord Black Arts, Riff Worship & Weed Cult, który ukazał się wiosną 2014, po występie kwartetu można było oczekiwać jedynie najlepszego. Grupa, która przebojem na polskiej scenie pojawiała się w 2012 roku za sprawą świetnej płyty Magick Rites, dała ognia, a jednocześnie lekcję przesterowanego, opętanego i wpadającego w ucho grania. Rozpoczęli kawałkiem „Distant Lights”, który wkrótce ukaże się na splicie z amerykańskim Traitors Return to Earth. Delikatne i spokojne dźwięki szybko zamieniły się w potężne i człapiące, sludge stonerowe monstrum, które na najbliższą godzinę wzięło we władanie wszystkie dusze zgromadzone w poznańskim klubie. Po premierowym numerze subtelną melodią uderzył „Addicted to Black Magick”, posiadający potencjał ponadczasowego, rasowego doomowego przeboju. Wokalista i gitarzysta Miodek zdzierał gardło oraz wybałuszał oczy, jak nawiedzony, co nadało muzyce Dopelord jeszcze bardziej demonicznego i groteskowego wyrazu. Niepokojące obrazy wyświetlane w tle oraz zielona mgła spowijająca scenę dopełniły wizerunku kapeli, która choć młoda stażem, znakomicie porusza się w stylistyce wykreowanej dwie dekady temu przez Cathedral, Sleep czy Electric Wizard.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Obok „Ghost Cargo from the Bong” z pierwszej płyty Dopelord zagrał trzy kolejne kawałki z „Black Arts…”, czyli majestatycznie toczący się „Acid Trippin'”, dynamicznie wystrzałowy „Green Plague” oraz, na koniec, kolosalnie brutalny „Pass the Bong”. Wypełnione gitarowym mięsem, soczystymi riffami i perkusyjnym łoskotem kompozycje należą do najlepszych w swoim gatunku i porwały w wykonaniu na żywo. Forma i repertuar kapeli utwierdziły mnie w głębokim przekonaniu, że nie należy w przyszłości pominąć żadnego kolejnego rytuału z udziałem Dopelord.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski