DEUTSCH NEPAL – Bolesna konfrontacja

„Deszcz na betonie, deszcz na betonie”, śpiewa popularny artysta w piosence o ostatnich dniach wakacji. Drugiego września było już po wakacjach, a w gdańskiej Protokulturze było trochę deszczu, sporo betonu i kilkadziesiąt freaków, którzy przyszli posłuchać żywej legendy, która była przełomowa ze cztery mody temu.

Deutsch Nepal, Gaap Kvlt, Nowa Ziemia, 02.09.2016, Gdańsk, klub „Protokultura”

Trochę nieoczekiwanie najciekawszym muzycznie ujawnieniem tego wieczora okazał się jednoosobowy projekt Nowa Ziemia. Niepozorny drone na gitarę, smyczki i efekty okazał się nośnikiem naprawdę wciągającego klimatu, wspomaganego zgrabną grą świateł. Sam twórca opisał odegrany materiał jako „przygotowaną improwizację”, i rzeczywiście ta dość statyczna muzyka nie była ani zbiorem przypadkowych dźwięków, ani uprzednio przygotowanym kolosem emitowanym z pudełka – była za to opowieścią snutą rzeczywiście na żywo, i bardzo przy tym ciekawą.dsc_0630

Mocno liczyłem na koncert Gaap Kvlt, którego ostatni album „Jinn” solidnie potrząsnął moim muzycznym jadłospisem ostatnich miesięcy. Niestety, pozostał mi niedosyt. W zasadzie nie chodzi nawet o, oględnie mówiąc nieruchliwą, stronę wizualną. Czarna zakapturzona postać zgarbiona nad komputerem ze świecącym jabłuszkiem jest ok, choć każdy ortopeda powie co innego. Sęk w tym, że trudno powiedzieć, czy taki koncert to faktycznie wykonanie muzyki na żywo. Jeśli dźwięk do złudzenia przypomina materiał z (doskonałego skądinąd) albumu, a jedynym instrumentem jest laptop, to zasadne jest pytanie, czy obecność wykonawcy w ogóle jest konieczna… Czepiam się, ale to kamyki do ogródka, który bardzo lubię, i od którego oczekuję wszystkiego najlepszego. To niespełnienie nie ujmuje nic zajebistości „Djinn”, ale na przyszłość wolałbym więcej „żywo” w „na żywo”. I więcej bitów względem etno, bo minimalowe oblicze Gaap Kvlt podoba mi się najbardziej.dsc_0636

Konfrontacja z legendą bywa smutna. Konfrontacja z legendą tzw. awangardy bywa dodatkowo bolesna.  Jednak nic tak nie znieczula jak alkohol, a tego Peter Andersson aka Lina Baby Doll sobie nigdy nie odmawiał. Poszliśmy zatem za przykładem artysty, i tak w oparach tajemnic ETOH doświadczyliśmy z kolegami strasznego, ale i bardzo wesołego koncertu. Trudno powiedzieć dlaczego Lina uparł się, aby puszczany z taśm industrialny hałas zagłuszyć swoim wyciem i zawodzeniem, ale nawet nie było czasu, by się nad tym głębiej zastanowić, tyle się działo. Artysta przesuwał na scenie odsłuchy, bo nikt poza nim nie wiedział jak istotny na takim koncercie jest komfort brzmieniowy. Rozdawał również mikrofon słuchaczom, aby ci wspomogli go w jodłowaniu (tak niewiele dzieliło nas od efemerycznej kolaboracji Deutsch Nepal i December’s Fire!). Najwierniejszy wyznawca Liny leżał plackiem pod sceną, pozostali zaś robili zakłady kiedy nobliwy klasyk industrialu wykopyrtnie się z trzydziestocentymetrowej sceny. Stężenie absurdu w powietrzu przekraczało wszelkie normy, toteż ten przedziwny występ oglądałem w szampańskim humorze. Trzeźwa refleksja nazajutrz podpowiedziała, że industrial sprawdza się najlepiej na płytach. Albo w muzeum sztuki.dn5

Smutny cień na klimat całego wydarzenia rzucał brak zapowiadanego Bisclaveret, przypominający o problemach, z jakimi zmagają się Ania i Maciek Mehringowie. W idealnym świecie takie rzeczy nie powinny spotykać nikogo, zwłaszcza tak fantastycznych, dobrych ludzi jak oni. Jeśli w tej całej sytuacji miałbym dostrzec jakąkolwiek wartość, to wzrusza mnie to gwałtowne poruszenie, jakie podniosło się dwa tygodnie temu. Moment, kiedy coś tak nieistotnego jak muzyka buduje więzi emocjonalne między (często nie znającymi się osobiście) ludźmi, którzy nagle udzielają sobie bezinteresownego wsparcia.  I Wierzę, że ta dobra energia i konkretne materialne wsparcie przyczynią się do szybkiego powrotu do zdrowia i normalnego życia. To w końcu oznacza kolejne koncerty i wydawnictwa Zoharum, a więc jest w najlepiej pojętym interesie nas wszystkich – mróweczek, którym ludzie tacy jak Ania i Maciek swoją pracą wzbogacają świat.

Reflektował Bartosz Cieślak

Zdjęcia:&awatar: Michał Gralak