DESTROYER 666 – Płomień podtrzymany

Destroyerowi zdarza się wyprzedawać imprezy, więc spory tłumek pod Hydrozagadką, która przecież halą nie jest, nie dziwił. Nie przeszkodziło to jednak w dosyć sprawnym wpuszczaniu oczekujących. Piwo w dłoń i zaczynamy.

Rozpoczął Ragehammer, czyli młodzi i buńczuczni. Z charyzmą, jak niektórzy oceniają konferansjerkę najeżoną „pedałami” i ogólnym „aaarrrggghhh!!!”. Taka konwencja. Muzycznie do przodu i na temat. Usterki techniczne w postaci chwilowej niesłyszalności wokalu nie mogły wpłynąć na konkretną, black/thrash’ową jazdę. Prosto, ale z wysmakowaną domieszką gruzu i sezonowanej stęchlizny. Podobało się na tyle, że publiczność skandowała o więcej, zatem obie strony czuły się usatysfakcjonowane. Jedynie brzmienie mogło być nieco solidniejsze, ale jak na rolę otwieracza, całość wypadła lepiej niż przyzwoicie. Embrional to doświadczeni gracze. Potężniejsze, masywniejsze brzmienie było kwestią zarówno ustawienia samego soundu, jak też niższego strojenia i obecnością dwóch gitar w składzie. O ile nie jestem zwolennikiem zbytniego łamania palców, o tyle techniczność death metalowej ekwilibrystyki tej załogi przełamywana jest bardziej klimatycznymi momentami, gdzie dysonanse i melodie prosto z czarnej krypty miło kontrastują z wysokiej próby napierdolem. Dobre wrażenie robiły również pełne pogłosu solówki inkrustujące czarno/śmierćmetalowy materiał.destroyer1

Czas na australijskich niszczycieli spod znaku pentagramu i trzech szóstek. W zachowaniu KK Warsluta, który popijał wodę, przyjacielsko obrażając publiczność, nie wyczaiłem tego wieczoru większych kontrowersji. Set był bezdyskusyjną galopadą przebojów, a hity takie jak „Traitor”, „Wildfire”, „I am The Wargod”, czy wyskandowany wspólnie z publicznością „Hounds At Ya Back” nie pozostawiały wątpliwości, że Australijczycy są w doskonałej formie. Temperatura na sali znacznie przekroczyła ludzkie normy, ale nikt chyba specjalnie nie narzekał. W końcu metal to metal, a ten był kruszcem najwyższej próby. Miły akcent w postaci „Iron Fist” Motörhead spowodował jeszcze szerszy uśmiech na twarzy. Klasa. Destroyer udowadnia, że w swojej przegródce jest w absolutnym topie.

Około 23:30 z zadowoleniem wbiłem się w „czwórkę”, która zawiozła mnie do domu. Płomień w sercu podtrzymany…

Płomień podtrzymywał Łukasz Szymański