DECAPITATED ‒ Z siłą magnum

Ekipa dowodzona przez Vogga wydała przed chwilą zaskakujący, lecz wspaniale przyjęty album Blood Mantra, zagrała miesięczną trasę po Stanach Zjednoczonych u boku Gwar i niemal z marszu uderzyła kilkunastoma gigami w Polsce. O popularności jaką cieszy się pochodzący z Krosna zespół świadczy fakt, że na większość koncertów przybyły tłumy. Ewoluujący z płyty na płytę styl kapeli przyciąga coraz więcej nowych słuchaczy, więc nawet jeśli ubyło tych sprzed lat, rachunek jest z pewnością in plus. Decapitated, z nowym perkusistą i nowym materiałem, jest na żywo równie przekonywujący, jak w poprzednich latach.

Decapitated, The Sixpounder, Thy Disease, Materia ‒ U Bazyla, Poznań, 29 listopada 2014

Decapitated na trasie wspierały dwie kapele nowego pokolenia, które szansę na zaistnienie upatrzyły w udziale w telewizyjnym talent show. Zdaje się był to dobry ruch, ponieważ melodyjne, metalcore’owe kawałki Materii oraz  The Sixpounder zostały zauważone w programie Must Be The Music i z pewnością przysporzyły obu grupom fanów. Choć na supportach najczęściej pod sceną nie ma ścisku, tego wieczora było inaczej. Obie kapele mają oddanych wielbicieli, którzy w uniesieniu przeżywają ich występy.

Podobnie, gdy na deski wyszło krakowskie Thy Disease. Zespół nie gra od wczoraj, a w tym roku wydał już swój szósty długograj „Costumes of Technocracy”. Grupa właściwie nie ma już nic wspólnego ze swoimi symfoniczno-blackmetalowymi początkami. Nie tylko dlatego, że z pierwszego składu ostał się jedynie gitarzysta Yanuary, ale przede wszystkim ze względu na stylistykę, która jest obecnie bliższa industrialnym, elektronicznym brzmieniom.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Właściwe gradobicie w Poznaniu rozpoczęło się jednak dopiero, gdy na scenę wyszła czwórka z Decapitated. Będący w składzie ledwo od początku roku Michał Łysejko, lekko nie ma. Nie chodzi nawet o mierzenie się z dokonaniami Vitka czy Krimha, a raczej o to, by w niezwykle krótkim czasie zaadaptować się do tak technicznie wymagającej formy, jaką uprawia Decapitated. Łysejko jest na tyle młodym perkusistą (rocznik 1990, podobnie jak James Stewart z Vadera), że w przyszłości będzie grał tylko lepiej i choć jego grze w studio nie można niczego zarzucić, na żywo nie jest jeszcze takim wymiataczem jak jego poprzednicy. Nie należy się w tej opinii doczytywać się przytyku. Jestem więcej niż pewien, że za rok sytuacja będzie zgoła odmienna i gość okrzepnie na cement. Aby jednak była jasność – grał tak dobrze jak to tylko było możliwe i mówić, że stanowił słaby punkt, byłoby nietrafione i niesprawiedliwe.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Jak na trasę promocyjną nowego albumu przystało, Decapitated skupiło się w największym stopniu właśnie na nowych numerach, które w środowisku koncertowym sprawdzają się fantastycznie. Przedstawienie otworzyły dwie starsze kompozycje z „Organic Hallucinosis” oraz „The Negation”, ale zaraz potem przyszedł czas na posiadające rewelacyjną motorykę i groove kawałki z „Blood Mantra”. Na pierwszy rzut poszły thrashujący „Veins” oraz ultra-petarda „The Blasphemous Psalm To The Dummy God Creation”. Równie doskonale wypadła piosenka tytułowa oraz „Exiled in Flesh”.OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Zakryty brodą i burzą włosów Vogg, uwijający się na basie Paweł Pasek oraz Rasta, posiadający mocną sceniczną charyzmę i nie lada głos, kontynuowali intensywne mordobicie materiałem z Carnival Is Forever. Najlepsze na płycie „Pest”, „Homo Sum” czy „404”, nie zawiodły. Pojawił się jeszcze jeden nowy kawałek „Instinct”, a na sam koniec poleciał przebój z „Nihility”, wizytówka kapeli, lekko przearanżowane „Spheres of Madness”. Ponadgodzinny show Decapitated zaspokoił żądnych wrażeń i wielbicieli potęgi deathmetalowego riffu.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski