CRIPPLED BLACK PHOENIX – Miłe zaskoczenie

Tradycyjnie z końcem roku wzrasta moja aktywność koncertowa. Ruszam dupę i pokazuję się tu i ówdzie, licząc, że chociaż w ostatnich tygodniach 2016r. zobaczę swój „koncert roku”. Co oczywiście jest samo w sobie głupotą, bo mijające miesiące obrodziły sztukami tak bardzo, że nawet najwytrwalsi „koncertowicze” wymiękają. Może właśnie lepsza jest metoda skrzętnego omijania większości wydarzeń? Na szczęście, koncertu Crippled Black Phoenix nie ominąłem, choć nie na nich tu przyszedłem…

Crippled Black Phoenix, Publicist UK, The Devil’s Trade, Warszawa, Progresja, 19.12.2016r.

Bo właściwie i głównie na Amerykanów. Pomijam fakt, że tradycyjnie olałem support (David Mako czyli The Devil’s Trade), który dał ponoć całkiem ciekawy one man show. Szkoda, ale szykowałem się na Publicist UK. Nie ukrywam, że ich debiutancki album Forgive Yourself zrobił na mnie dobre wrażenie, po raz kolejny udowadniając, że spuścizna po Joy Division stanowi niekończącą się inspirację dla kolejnych, mniej lub bardziej znanych artystów. No ipuk trochę się zawiodłem… Przede wszystkim, brakowało klimatu, jakiejś choćby szczątkowej dramaturgii. Przez pierwszą część koncertu odnosiłem wrażenie, że zespół ma kłopoty z odsłuchami na scenie, bo perkusista ciągle dawał znaczące znaki w kierunku stanowiska realizatora, zaś wokalista śpiewał nieco „obok”. Inna sprawa, że gitarzysta o swojsko brzmiącym nazwisku, wspomagający wokalnie Zacharego, powinien mieć oficjalny zakaz wydawania odgłosów paszczowych. Co do wizerunku, było ciekawie – hipsterski David na gitarze, młodszy brat Roba Zombie na basie i wokalista, przypominający ubiorem studenciaka albo telewizyjnego kaznodzieję. Perkusista Dave Witte, cóż, jak to perkusista, chyba tęskni za Municipal Waste. Może kiedyś zdecydują się na podmiankę i wokal obejmie demoniczny, zarośnięty jak sam diabeł Brett? Ruch na scenie umiarkowany, brzmienie umiarkowane. Trochę się to wszystko zlało w bezkształtną masę, a szkoda, bo w wersji studyjnej pięknie gada ta muzyka. Na scenie jednak coś nie trybiło i choć cieszyłem się, że mogę załogę zobaczyć na żywca, nie czułem komfortu. Nie odnotowałem też szczególnych wzruszeń; fajnie, że w którymś utworze zespół gościnnie wsparł gitarzysta CBP. Myślę, że w innych warunkach, mniejszym klubie byłoby lepiej. Szczególnie, że na ich występie publiczność wyglądała jak po gwałtownej zarazie. Nędznie strasznie i podejrzewam, że zespół nie był z tego jakoś wybitnie zadowolony, z naciskiem na wokalistę, no chyba, że po prostu miał taki dzień.  Ale szansę im jeszcze dam…publicist-uk

Na Crippled Black Phoenix zostałem niejako z obowiązku i… było cholerne zaskoczenie. Ten zespół zawsze mijał mnie gdzieś bokiem. Rejestrowałem kolejne płyty, którejś nawet i posłuchałem, ale tzw. fanem nie byłem. Na łamach Violence pisaliśmy o tym zespole, kolega Paweł ciepło wypowiedział się o ich najnowszym albumie, jednak nie spodziewałem się takiej petardy. Głównym powodem takiej sytuacji jest lekka wolta, jaką wykonała grupa, rezygnując z cbp1rozwlekłych, postrockowo/pinkfloydowych pejzaży na rzecz całkiem solidnego, rockowego kopniaka. A ten w połączeniu z rozbudowanym składem zrobił niezłą robotę. Dawno nie widziałem grupy z trzema gitarzystami, panią pianistką (dmuchającą też okazjonalnie w trąbkę…) czy gościem od sampli i efektów specjalnych, dawno nie słyszałem tak ładnie i selektywnie brzmiącego dużego składu. Niebanalny wkład w ten wizerunek ma świetny perkusista, bo z takim napędem muzyka rwała dziarsko do przodu. Dobry dobór numerów, mocne wersje wałków z nowej płyty i wyraźnie rozochocony zespół. Zresztą, i publiczność jakoś zgęstniała, więc były banany na twarzach muzykantów. Poprawiła się także gra świateł, momentami całkiem oryginalna, słowem, wszystko hulało jak trzeba. Bardzo cieszyło zaangażowanie zespołu, który faktycznie miał radochę z bycia na scenie, wyglądał jak dobrze naoliwiona maszyneria, co przy takim instrumentarium robi wrażenie. Szczególnie podobały mi się te momenty, kiedy grupa wchodziła w zapętlone loty, coraz bardziej zagęszczając brzmienie aż do bombastycznego finału. Choć dominowało zaskakująco mocne granie, zespół nie zapomniał o swoich fascynacjach Pink Floyd, jednak o ile na płycie takie wycieczki trochę nudziły, na koncercie nie drażniły, stanowiąc przeciwwagę dla najnowszych, opierających się na mocnych riffach piosenek. To lekkie uproszczenie nowej propozycji CBP było najlepszym pomysłem zespołu od lat. W każdym razie – na żywo świetnie się sprawdza. Podobnie jak użycie tylu gitar; tutaj widać, jak bardzo dopracowana jest muzyka zespołu i jak świetnie uzupełniają się na scenie. Cóż, wchodziłem do klubu bez jakichś większych oczekiwań, wychodziłem jako fan Crippled Black Phoenix. Lubię takie niespodzianki pod choinkę.CBP

Lista numerów: „Champions of Disturbance”, „Born In A Hurricane”, „No Fun”, „NO!”, „Scared and Alone”, „Turn the Stone”, „Song for the Loved”, „444”, „We Are the Darkness”, „We Forgotten Who We Are”, „Burnt Reynolds”.

Tekst i obrazki: Arek Lerch