BLUES PILLS – Słodka pigułka

Rzadko mam okazję oglądać dwie wokalistki na rockowym/hardrockowym koncercie. Do tego wyjątkowe wokalistki. We wtorek, 16 czerwca, w klubie Fabryka miałem tę sposobność. Obydwie śpiewające panie pochodziły ze Szwecji, obydwie śpiewały świetnie, ale charyzmą i głosem wieczór ukradła jedna, Elin Larsson z międzynarodowej ekipy Blues Pills.

Blues Pills, Spiders, Ampacity, Klub Fabryka, Kraków, 16.06.2015r.

Wygląda na to, że historia muzyki zatacza właśnie koło i po 45-letniej przerwie znów będziemy kochać porządny, gitarowy, naturalnie głęboko brzmiący rock i hard rock, doprawiony bluesem i psychodelią. Taki wniosek można wysnuć po koncercie Blues Pills, bo kwartet gra muzykę, będącą krzyżówką, bardzo, ale to bardzo udaną, tego,1150861_698322410185104_1317063300_n czym kiedyś czarowali Hendrix, Led Zeppelin, stary Fleetwood Mac, Janis Joplin, Jefferson Airplane, która przyciąga do klubów całkiem pokaźną liczbę wnuków tych, którzy pamiętają przełom lat 60. i 70. Szwedzko-francusko-amerykańska przyciąga fenomenalnie. Do tego ma w składzie Elin, która ma kapitalny głos, odpowiednią urodę i gigantyczny magnes charyzmy, którym w mig ściąga zainteresowanie publiki, nie tylko męskiej. Ona mogłaby po prostu na scenie być, opowiadać głodne kawałki lub śpiewać cokolwiek, a i tak wszystkie oczy byłyby zwrócone na nią. Jeśli dodać do tego, że głos ani na moment panny Larsson nie zawiódł, że jest czymś pomiędzy Joplin a Grace Slick i czarnymi soulowymi wokalistkami, dostajemy wyjątkową godzinę z hakiem obcowania ze świetnie brzmiącą i znakomicie zagraną muzyką.

Muzykę Blues Pills, w przeważającej mierze pochodzącą z debiutanckiej płyty z 2014 roku, chłonęło się z miejsca, bez najmniejszego trudu. Rozglądając się wokół siebie, wśród licznej publiki (jej liczba zdawała się być zaskakująca także dla muzyków) widziałem, że niemal wszyscy jedzą Elin z ręki, a słuchanie tego, jak śpiewa i jak sprawnie akompaniują jej koledzy, sprawia ogromną przyjemność. Sam się tak czułem, przez calutki występ. Ani na moment temperatura nie spadła. Szedłem na ten koncert, mając paromiesięczną przerwę w obcowaniu z muzyką Blues Pills. Szedłem też pełen ciekawości, czy te liczne hymny pochwalne pod ich adresem, a Elin w szczególności, nie polegną w starciu z klubową rzeczywistością, niewielkim zainteresowaniem, słabym brzmieniem. Nic z tego. Frekwencja była dużo większa niż się spodziewałem, wszystko brzmiało znakomicie, a Fabryka okazała się być miejscem, gdzie takie granie sprawdza się doskonale. Od „High Class Woman” po genialnie wykonany „Devil Man” konsumowałem muzyczne delicje. Częścią spektaklu było podkreślenie przez Blues Pills, że piosenki z czasów, gdy ich rodzice byli jeszcze szczylami, mocno w nich siedzi. Zrobili to coverem Tony’ego Joe White’a „Elements And Things”. Z tego, co czytałem, dzień później w Progresji też był ogień. A muzykom Blues Pills najwyraźniej w Polsce bardzo się spodobało, bo zabookowali kolejny koncert u nas, już w lipcu. Tym razem wystąpią we Wrocławiu. Naprawdę gorąco polecam wybrać się na ten występ.blues_pills_romana_makowka

Spiders? Cóż, zespół dał rzetelny koncert, a wokalistka Ann-Sofie Hoyles robiła, co mogła, aby rozruszać publikę (nawet trochę na gitarze pograła). Błyszczącymi strojami Szwedzi przypominali trochę zespół teleportowany do XXI wieku z ery dominacji glam rocka, aczkolwiek ich muzyka niewiele ma wspólnego ze Slade, Sweet, Mud czy T.Rex. Prędzej z AC/DC, trochę Led Zeppelin, jak i szwedzkimi legendami hardrockowego łojenia, Backyard Babies i Hellacopters. Pająki promowały w Polsce drugi studyjny krążek „Shake Electric”, wykonując między innymi pochodzący z niego najbardziej przebojowy kawałek „Mad Dog”. Spiders spełnili swoje zadanie i odpowiednio przygotowali widzów na apogeum wieczoru w Fabryce, czyli na Blues Pills. Ale im zainteresowanie i kariera na miarę zespołu Elin, przynajmniej na razie, nie grozi. Pozostaną w europejskiej muzycznej klasie średniej.

Impreza zaczęła się, może nieco za wcześnie, od występu rodzimego Ampacity. Kto nie zdążył na występ kapeli z Gdyni, niech żałuje i to bardzo gorzko. Dali znakomity koncert, ozdobiony wizualizacjami, prezentowanymi na czterech ekranach w Fabryce, co znacząco pomagało w budowaniu odpowiedniego, trochę psychodelicznego, trochę futurystycznego, nastroju. Instrumentalna muzyka płynęła niemal bez przerwy, a muzycy wspaniale sterowali jej napięciem. Pięknie podróżowało się przez te dźwiękowe pejzaże wraz z nimi. Potężnie zaostrzyli mi apetyt na nową płytę, która, z tego, co powiedziały mi źródła dobrze poinformowane, ukaże się w niedalekiej przyszłości.

Świetne zespoły, genialna gwiazda wieczoru, super brzmienie, fantastyczna atmosfera. Wymarzony wieczór w Fabryce. Pogrążony w ekscytacji czekam na liczne kolejne.

Tekst: Lesław Dutkowski

Zdjęcie: Romana Makówka