BEHEMOTH – Krajobraz po bitwie

Serią sześciu koncertów na przełomie listopada i grudnia Behemoth zamknął trwającą cztery lata promocję doskonale przyjętego albumu „Evangelion”. Były to ostatnie koncerty, podczas których zespół skupił się przede wszystkim na numerach z tego wydawnictwa. Wygląda na to, że okazja może się nie powtórzyć, ponieważ już w lutym 2014 premierę będzie miała dziesiąta płyta „The Satanist”. Co za tym idzie, kapela zapowiada zupełnie nowy, zaskakujący set, o czym będzie można przekonać się w przyszłym roku.

Behemoth, Obscure Sphinx, Thaw – Poznań, Eskulap, 30 listopada 2013

Trasa zorganizowana pod hasłem „Czarna Polska Jesień” dotarła do Szczecina, Gdańska, Katowic, Warszawy, Poznania oraz Wrocławia, a podczas tych występów ekipę Nergala godnie i dzielnie wspierały Thaw oraz Obscure Sphinx. Poznański Eskulap nie pękał w szwach, tak jak podczas dwóch poprzednich wizyt Behemoth, zaraz po wydanthaw4iu „Evangelion” w październiku 2009 oraz później w październiku 2011, ale był pełen. Sobotni wieczór rozpoczął sosnowiecki Thaw, który w tym roku debiutował świetnym albumem wydanym dla włoskiego Avantgarde, zresztą dawnego wydawcy Behemoth. Ściana brutalnych i bezkompromisowych dźwięków oparta o sludge oraz black metalowe patenty wgniotła poznańską publiczność w podłogę. Surowa mieszkanka noise’owych zgrzytów i galopujących temp zaintrygowała i przykuła o.sphinx3uwagę zgromadzonych. Zakapturzona załoga Thaw radykalną, pozbawioną prawie w zupełności konwencjonalnych melodii, muzyką, mocno zaznaczyła swoją obecność na polskiej scenie.

Także Obscure Sphinx mimo stosunkowo niewielkiego dorobku i budującej się dopiero popularności zrobił bardzo dobre wrażenie. Dosłownie na dniach ukazała się ich druga płyta „Void Mother” i to głównie tego materiału była okazja posłuchać na żywo. Charakterystycznie wymalowana i rzucająca się w oczy wokalistka nieprzerwanie przyciągała wzrok, podczas gdy reszta zespołu nieubłaganie maltretowała słuchaczy motorycznymi riffami, mogącymi skojarzyć się ze stylistyką Meshuggah czy Isis. Nie było w Polsce do tej pory kapeli, która tak swobodnie poruszałaby się w tej estetyce, w związku z czym Obscure Sphinx należy się wyróżnienie.

 Krajobraz po bitwie

Krajobraz po bitwie

Behemoth, swój dopracowany do perfekcji i idealnie wyważony set, rozpoczął numerem „Ov Fire and the Void”, który pewnikiem na stałe wszedł do kanonu dokonań pomorskiej kapeli. Podobnie jest z „Demigod”, bez którego nie może obejść się żaden występ Nergala i spółki. Ponaddźwiękowa prędkość tego kawałka rozgrzała publikę przynajmniej tak samo mocno, jak efekty pirotechniczne plujące wulkanami ognia na scenie. Następny w kolejności „Moonspell Rites” złamał rytm koncertu, uderzając prymitywnymi, człapiącymi riffami, charakterystycznymi dla wczesnego dorobku kapeli i debiutanckiej ep-ki „And the Forests Dream Eternally”, sprzed blisko dwudziestu lat. Choć ciężko jest wyobrazić sobie Behemoth bez Inferno za bębnami, zastępujący go w ostatnich miesiącach ze względu na chorobę, Kerim „Krimh” Lechner, jest perkusistą z najwyższej półki i bezsprzecznie stanął na wysokości zadania. Mimo młodego wieku, Austriak ma za sobą kilka lat gry z Decapitated i należy do najbardziej utalentowanych muzyków nowego pokolenia.

 Kerim bezsprzecznie stanął na wysokości zadania

Kerim bezsprzecznie stanął na wysokości zadania

„Conquer All”, „The Seed ov I”, „Alas, Lord Is Upon Me” oraz premierowa kompozycja „Blow Your Trumpets Gabriel”, będąca zapowiedzą tego, co usłyszymy na „The Satanist”, to kolejne ciosy, które tego wieczora zadał Behemoth. Na dokładkę dwie ultraszybkie, zagrane z przytłaczającą furią, petardy „Christians to the Lions” oraz „Decade of Therion” i pozostało tylko zdjąć czapki z głów. Kolejne „At the Left Hand ov God”, „Slaves Shall Serve” i „Chant for Ezkaton” przypieczętowały kolejny sukces kapeli na koncertowych deskach i utwierdziły rozszalałą publiczność, że Behemoth utrzymuje się na fali wznoszącej.beh6

Po chwili wytchnienia, Nergal, Orion, Seth i Krimh, wrócili na scenę, aby dobić poznańskich fanów hałasu dwiema niebanalnymi kompozycjami. Były to „23 (The Youth Manifesto)” oraz „Lucifer”, który z nie byle powodu należy do najbardziej rozpoznawalnych a także pierwotnych i klasycznych kawałków w historii zespołu. Wraz z ostatnimi dźwiękami scenę wypełniła sztuczna mgła, a muzycy rozpłynęli się w niej jak zjawa nocna. Gdy zapadła cisza, pozostała jedynie pustka i przemożna chęć przeżycia tego raz jeszcze.

Tekst: Adam Drzewucki

Zdjęcia: Łukasz Popławski