ARCHITECTS – łomot i circle pity

Krakowska Fabryka to jedno z moich ulubionych miejsc na koncerty. Dzięki uprzejmości KnockOut Productions miejscówka gościła już takie gwiazdy jak August Burns Red czy nawet black metalowe hordy, więc swoje w metalowych bojach już przeszła. Tym razem do industrialnego lokum trafili Brytyjczycy i Amerykanie reprezentujący cztery kompletnie odmienne wizje hardcore’owo/metalowego rzemiosła. Każdy band był inny i, niestety, w tym zestawieniu, nierówny.

Architects, Stray From The Path, Northlane, More Than Life, Fabryka, Kraków, 29.03.2014r.

Gig otworzyli Brytyjczycy z More Than Life. Ostoja melodyjnego, płaczliwego hc, poległa w starciu ze słabą akustyką klubu. Dodatkowo, czego się nie spodziewałem, mając w pamięci piekielnie dobre występy Hundredth i Counterparts w stolicy, panowie jak dla mnie zagrali gig totalnie na odpierdol, co zdecydowaArchitects plakatnie nie powinno cechować zespołu, który kilka lat temu wydał pamiętne „Love let me go”. Co więcej, krótka – a nawet skrócona z racji na obsuwę – setlista składała się w głównej mierze z nowych rzeczy, w tym z singlowego „Do You Remember”, kompletnie położonego przez brzmienie i niedowład wokalny – zarówno gitarzysty jak i frontmana. Cóż, zdarza się. Na przyszłość zapamiętam, żeby na koncerty swoich ulubionych kapel jednak się nie napalać. Szkoda. Szkoda. Szkoda.

Po nich na scenie zameldowali się super wyhajpowani Australijczycy z Northalane. Niegdyś dobrze rokujący zespół z pogranicza hc/metalcore’a odkrył djent i dzięki temu, zaczął tworzyć inteligentną, gęstą i połamaną muzykę, w której z miejsca zakochali się młodsi fani progresywnej sztuki. Grupa z Sydney na nasze nieszczęście skupiła się tylko na swoim najnowszym albumie (który odniósł największy, komercyjny sukces). Dla tych, którzy niedawno odkryli kapelę, dobór utworów był idealny, ale Ci, którzy pamiętają choćby poprzedni krążek, mogli – a nawet musieli – odczuwać dość poważny niedosyt. Dodajmy do tego chyba zbyt perfekcyjnie odegrany materiał (mając tyle ścieżek gitar i wokali na płytach, nie wierzę, że nie wspierają się tym na żywo) i pewne wnioski same cisną się na usta. Traktuję ten zespół jako naprawdę bardzo interesującą ciekawostkę, ale odniosłem wrażenie, że tam gdzie powinna być polirytmia przez natłok sampli i efektów panowie oszukują i wychodzi z tego normalne 4/4. A może się nie znam? W każdym razie publiczność odwdzięczyła się niezwykle żywym na scenie muzykom energią, której kompletnie się nie spodziewałem. Wiadomo, że circle pity, ściany śmierci itd., to teraz norma, ale doskonała znajomość tekstów stosunkowo bardzo młodego zespołu – to już coś!

Zespół trzeci na deskach Fabryki to formacja, która przeżywa swoją drugą młodość. Mowa tutaj o Stray From The Path, jeszcze do niedawna przedstawicielach chaotycznego hardcore’a a na dzień dzisiejszy, piewcach muzykowania a’la Rage Against The Machine. Ich ostatni jak dotąd album „Anonymous” odbił się szerokim echem w mediach oraz stał się zwiastunem fali retro nu-metalu. Set podopiecznych Sumerian Records mógłby się podobać, ale jakieś 15 lat temu. W chwili obecnej takie granie – choć poprawne, technicznie dopieszczone i mimo wszystko wściekłe – nie robi na mnie żadnego wrażenia. To „wkurwione” Rage Against The Machine to jak już wiemy, unowocześniona kopia. Nic więcej.Architects band

Headliner wieczoru, zespół Architects, również zaczynający od mocno chaotycznego i matematycznego napierdalania pokazał się z najlepszej możliwej strony. Co więcej, wydaje mi się, że przyćmili nawet August Burns Red i niebezpiecznie zbliżają się do poziomu jaki prezentuje na żywo Parkway Drive. Swoją drogą, to właśnie ta trójka zespołów to takie kompendium wiedzy o metalkorze i krakowska Fabryka była świadkiem klasy jaką prezentuje załoga Architects. Show dane przez zespół pod dowództwem niezmordowanego Sama Cartera jest wprost nie do opisania. Co prawda, panowie grali nieco za długo, ale łomot jaki spuścili tym kilku setkom zebranych ludzi, jeszcze na długo pozostanie w mojej pamięci. Idealny synchron na scenie, doskonała forma wokalna (mimo, że to jeden z ostatnich gigów na trasie!) emocje, ciężar a przede wszystkim BRZMIENIE Architects czyniły ten wieczór ucztą dla oka i ucha. arcitects FabrykaGdybym był młodszy, albo wyspany, biegałbym w circle picie jak oszalały. Większa część sali bardzo aktywnie brała udział w koncercie, a jeden chłopak, bodaj z UK (?) Also Alex, wyprosił możliwość zagrania na scenie z zespołem. Nie wiem na ile ustawiana była ta akcja, a na ile nie, ale synek naprawdę dobrze sobie poradził i jak na wiernego fana takiej muzyki i bywalca koncertów, pokazał niejeden „move” . Sam stwierdził, że co się dzieje w Polsce, zostaje w Polsce – i ma rację. Dzień wcześniej w Warszawie doszło do oświadczyn. Szok, ale nie po raz pierwszy, bo kilka lat temu podobna sytuacja miała miejsce na koncercie naszego Frontside w Loch Nessie.

Liczę na szybką powtórkę. Może nawet w tym samym klubie?

Słuchał i spisał Grzegorz „Chain” Pindor