APTEKA  – psychodeliczne historie

O tym, czy Aptekę traktować jak zespół czy raczej antyspołeczny kabaret dyskusja toczy się od lat. Sam pamiętam połowę lat 90 – tych, kiedy w pewnym pokoju akademickim każda impreza kończyła się grupowym odśpiewaniem hymnu „Chłopcy i dziewczyny”. Jeden z tych śpiewaków dzisiaj zapewne nie chciałby by ujawniać jego danych bo przywdział szatę duchownego, zaś drugi udał się do Hydrozagadki, by sprawdzić jaką kondycję może popisać się jeden  z bardziej bezkompromisowych muzyków jakich nosiła polska ziemia.

Apteka, Hydrozagadka, 9.03.2012

Nie ukrywam też, że poprzednia płyta mocno nadwątliła obraz Apteki, który ledwo zniósł poprawną w sumie płytę „Apteka”, zaś „Tylko dla…” można dzisiaj uznać za porażkę. Dzisiaj, kiedy Apteka jednym, zdecydowanym ruchem  powróciła do magicznego czasu połowy lat 90 – tych. Zanim jednak zobaczyliśmy Kodyma i  spółkę, na scenie zainstalował się band Nancy Regan który pokazał współczesną, alternatywną, rockową muzykę. W tradycji damskich, post punkowych zespołów z Anglii.  Wokalistka/gitarzystka Martyna Załoga (znana min. z występów w Kryzysie…) miała ciekawą manierę śpiewania zupełnie obok tonacji a  niewątpliwego uroku dodawała jej fajna interpretacja muzyki, w dodatku ciekawie rzępoliła na gitarze. Alternatywny (punk?) rock w wydaniu trio miał nawet pewien posmak Sonic Youth czy Throwing Muses, jednak po kilku kawałkach odczułem lekkie znużenie. Chyba jestem za stary na młodzieżową alternatywę AD 2012.

Apteka pokazała się wraz wszystkimi dodatkowymi muzykami, którzy nagrywali nową płytę. Pokazała się  rewelacyjnie a mnie po raz pierwszy od dawien dawna nie chciało mi się opuścić klubu przed końcem koncertu. Kodym i spółka byli w życiowej formie i zagrali tak, że nikt nie miał co do tego wątpliwości. Nowy skład to oczywiście nowa sekcja rytmiczna – Jacek Żołądek i Grzegorz Puzio zagrali może bez przesadnej wirtuozerii, ale z fajnymi pomysłami. Słychać, że długo musieli ćwiczyć, bo też i utwory znane i lubiane zagrali bez specjalnej spiny z różnymi, ciekawymi zmianami w aranżacjach. Kodym pilnował, by wszystko trzymało się kupy i „przejechał” z kolegami przez całą swoją historię (jakoś nie dziwi mnie, że nic – nie licząc „Korowodu”, ale to akurat bez znaczenia – nie pojawiło się ze słabej płyty „Tylko dla…”). Było czadowo, ale także z dużą dozą improwizacji. Wystarczy wspomnieć zagrany gdzieś pod koniec szlagier „Urojone Całe Miasta” z rozciągniętą, psychodeliczno – hendrix’owską końcówką. Takie odloty zdarzały się tego wieczoru często, bo Kodym i spółka to luźne chłopaki. Wyjątkowość wieczoru podkreślił też udział Muńka Staszczyka, który wytoczył się na scenę, by zaśpiewać z Kodymem kilka pieśni. Widać, że jego wizyta miała raczej znaczenie symboliczne, bo tekstów nie znał i „sypał” się okrutnie, szczególnie podczas wykonania hitu „Traktor Aktor” z nowej płyty.  Lepiej szło w „Mendzie”, zapewne ze względu na znikomą ilość tekstu, ale co tam, liczą się dobre chęci. Wspomniany song był jednym z wielu momentów, kiedy publiczność w zasadzie wyręczała Kodyma i widać było, że wszyscy bawią się przednio.  Z nowej płyty pojawił się jeszcze kolejny szlagier, który chyba na stałe wejdzie do repertuaru koncertowego Apteki – „Opowieść Medialna”. Chyba tylko „Chłopcy i dziewczyny” zrobiły większą furorę tego dnia. „Opowieść Medialna” to także występ saksofonisty Jamesa Mortona (min Herbaliser), który brał udział w nagraniu płyty, a w Hydrozagadce wspomógł zespół na żywo  – udany i zaskakujący (pozytywnie!) pomysł. Zresztą, skoro o saksofoniście mówimy, w kilku momentach odegrał kluczową rolę, jak chociażby w utworze „Gdynia Nocą”, gdzie prowadził główny temat, na płycie wykonywany przez gitarę. Udany pomysł. Wspomniałem o tych bardziej „ciągnących się” fragmentach koncertu, do nich zaliczyć należy także wykonanie „Rajskiej Polany”, wpadającej w transowy, piękny lot. Co jeszcze? Oczywiście „Synteza”, „Jestem Narkomanem”, „Choroba” z „Big Noise” no i rockowa wersja „Korowodu”. W sumie to wszystkie hity  tego wieczoru się pojawiły a Kodym bez grymasów pociągnął koncert w iście mistrzowskim stylu. Dawno nie byłem na imprezie, gdzie muzycy i publika tak dobrze i zgodnie się bawili. Wskrzeszono tym samym coraz bardziej zapomnianą ideę głoszącą, że koncert powinien być przede wszystkim rozrywką a nie próbą sił, co dzisiaj coraz częściej – niestety – się zdarza. Niewątpliwie klimatu dodała sama Hydrozagadka, która do takiego muzykowania nadaje się idealnie. Mam  nadzieję, że Apteka na dobre złapała wiatr w żagle i trochę powalczy z nowym materiałem, bo warto. Naprawdę…

Arek Lerch