ANTIGAMA – grind’owy kopniak

Mówiąc o polskim grindcore nie wolno zapominać o takich zespołach jak Dead Infection, Toxic Bonkers, Squash Bowels, Parricide czy Neuropathia. Nie ma jednak wątpliwości, że to warszawski kwartet Antigama dzieli i rządzi na tej scenie.

Premiera, wydanej w połowie maja ep-ki „Stop the Chaos”, stała się impulsem do zorganizowania krótkiej trasy promocyjnej, która objęła Warszawę (18 maja), Turek (19 maja) oraz Poznań (20 maja). Choć dwie poprzednie płyty, „Resonance” oraz „Warning”, Antigama opublikowała w amerykańskim Relapse, najnowszą ep-ką powróciła na łono rodzimego Selfmadegod, którego nakładem wypuściła w 2005 roku kapitalny „Zeroland”.

Zdecydowanie warto było zobaczyć kapelę w akcji ponieważ wraz z najświeższym materiałem była okazja sprawdzić, jak Antigama radzi sobie z Pawłem Jaroszewiczem na bębnach. Wystarczy wspomnieć, że w jego ekstremalnym CV widnieją takie ekipy, jak Vader, Crionics, Hell-Born czy Christ Agony. Grający na wszystkich poprzednich wydawnictwach Krzysztof „Sivy” Bentkowski był rewelacyjnym perkusistą, więc poprzeczka została zawieszona wysoko…

Korzystając z uprzejmości kolegi Adama, postanowiłem jednak na początek wtrącić kilka słów o tym, jak wszystko się zaczęło – w piątkowy wieczór, niczym niewierny Tomasz, musiałem wsadzić łapę w ranę, by zrozumieć, że nowa Antigama jest jeszcze lepsza niż stara. Lepsza, bo… szybsza i bardziej zdeterminowana niż kiedykolwiek wcześniej.

Zanim jednak na scenie zainstalowali się bohaterowie wieczoru, pojawili się piewcy rodzimego hardcore’a, czyli Reality Check. Nie pasowali do zestawu, ale też fajnie potrafili rozbudzić zmysły leniwej i schodzącej sie dopiero publiczności. Prosty ale bardzo stylowy hardcore formacji skupia się na mocarnym i rytmicznym łojeniu po łbach, mocno po linii nowojorskiej, szczególnie dając do pieca w wolniejszych, bardziej „groovy” fragmentach. Jak przystało na h/c załogę, ruch na scenie był niczego sobie, nowy gitarzysta w postaci znanego Wam fotografa Jana F. spełniał rolę znakomicie i choć zgromadzona publika nie była może targetem zespołu, wszyscy nieźle się bawili. Chętnie zobaczyłbym czadową ekipę w jakimś klubie w bardziej, hmmm, hardcore’owych okolicznościach…

Zamieszanie na scenie, zmiana sprzętu i już instaluje się lubelski bękart Soul Snatcher. Obecność tegoż zespołu jest dość oczywista, skoro to macierzysta formacja Pawła Jaroszewicza. Intensywny, gęsty do granic możliwości death metalowy akt mógł się podobać. Po wysłuchaniu tych kilku kawałków uznałem, że będę z niecierpliwością czekał na nową płytę, choć zważywszy na to, jak bardzo Paul jest rozchwytywany, potrwa to bardzo długo. Zwarty set został przerwany przez awarię perkusji (zerwany naciąg), jednak nie zdołało to przeszkodzić bestii. Wprawdzie death metalowa scena jest zapchana zespołami jak puszka sardynkami, jednak Soul Snatcher ma szansę zarządzić. To właśnie podczas tego aktu po raz pierwszy jasnym światłem zapłonęła gwiazda perkusisty. Zaś to, co działo się podczas koncertu Antigamy przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

grind'owy kopniak

grind'owy kopniak

Nigdy nie ukrywałem, że ekipa Sebastiana świetnie sprawdzała się w nagraniach, jednak na żywca nie byli w stanie oddać w 100% tej energii, jaką emanowały płyty. Teraz sytuacja uległa radykalnej zmianie. Na scenie zobaczyłem radosny zespół, napakowany emocjami, pewny i zwarty. Lucas, zazwyczaj mocno introwertyczny, tym razem tryskał humorem, zagadywał publiczność pełniąc sumiennie rolę frontmana. Dobrze, że wróciłeś, Lucas… Zespół przywalił tak, że nie było czego zbierać, oczywiście czekałem na nowości i nie ukrywam, że dzisiaj moim faworytem jest tytułowy numer z nowej ep – ki. Taka moc jest dana nielicznym. Precyzja, z jaką odgrywane były numery, mnogość ultra – technicznych zagrywek i  wieloręki Paul… To, co wyprawiał ze swoim zestawem nadaje się na osobną rozprawkę, dość powiedzieć, że perkusista to światowego formatu i właśnie jego Antigamie brakowało. Patrząc na zespół odniosłem wrażenie, że grupa długo czekała na moment, kiedy wszystko zaskoczy na swoje miejsce. Oby ten stan trwał jak najdłużej. A o tym, że w swoim zdaniu nie jestem osamotniony przekonacie się, czytając poniższą relację z poznańskiego koncertu zespołu.

Poznański występ Antigama rozpoczęła dwoma ciosami z premierowej ep-ki „Stop the Chaos”. Podczas czterdziestominutowego koncertu zespół zaprezentował prawie całą zawartość tej płytki. Uderzający z siłą huraganu grindcore jest na żywo nieokiełznanym żywiołem. Sebastian z naddźwiękową prędkością piłuje gitarowy gryf, Lucas wije się po scenie wywalając oczy i wypruwając flaki ze swoich trzewi, Paweł katuje werbel i bęben basowy. Krótkie, lecz niezwykle intensywne i agresywne kompozycje, które w największym stopniu wypełniają płyty Antigamy, walą po łbie jak młot pneumatyczny.

W niedzielny wieczór do poznańskiego klubu Blue Note nie przybyły może tłumy, w związku z czym atmosfera koncertu była dość kameralna. Atakująca morderczymi blastbeatami i połamanymi przejściami twórczość Antigamy dała się poznać z najbliższej odległości. Nie był to występ Stinga, dlatego truizmem byłoby stwierdzenie, że kapela spotkała się z ciepłym przyjęciem, ale głodna sonicznego gwałtu publiczność, bardzo dobrze zareagowała na zestaw grindowych kopniaków, zaserwowanych przez kwartet. Zespół zagrał między innymi „Seed” oraz  zupełnie nowy numer, który pewnie wejdzie na kolejną płytę, zaś cały recital zakończył doskonałym coverem „Control” z repertuaru Napalm Death.

 

 

Tekst Arek Lerch i Adam Drzewucki

Zdjęcia Łukasz Popławski

 

UWAGA!! KONKURS!!!

Odpowiedz na jedno, proste pytanie a zostaniesz szczęśliwym właścicielem ufundowanej przez Selfmadegod limitowanej (i pewnie już niedługo niedostępnej…) wersji ep – ki „Stop the Chaos” wzbogaconej o naklejkę i „badzik” zespołu!!

Wymień skład zespołu Antigama z pierwszej płyty „Intellect Made Us Blind”?

Pierwsza osoba, która na adres arek@violence-online.pl przyśle prawidłową odpowiedź wzbogaci swoją płytową kolekcję o limitowaną, nowiutką ep – kę Antigamy!!