AFTER THE BURIAL – festiwal pustych  strun

Muzyka z gatunku zwanego metalem ma w dzisiejszych czasach różne oblicza. Jedni stawiają na czysto instrumentalne granie, drudzy na domieszkę elektroniki do brzmienia. Część kapel wymyśla co raz to bardziej skomplikowane riffy gitarowe, inni stawiają na proste, techniczne szarpanie strun – potocznie zwane „zerówkami”. Właśnie pod szyldem grania na „pustych” strunach odbywał się w warszawskiej Proximie koncert After the Burial.

Niewątpliwie to było wydarzenie wysokiej klasy. Od naszej rodzimej kapeli  Tides From Nebula począwszy po wcześniej wspomnianych gigantów progresywnego metalu. Szczerze powiedziawszy, nieco obawiałam się jakości gry naszychtides from nebula rodaków, lecz gdy tylko pierwsze takty gry warszawiaków zabrzmiały – kolokwialnie circlesmówiąc zmiotło mnie z powierzchni ziemi. Idealne rozpoczęcie wieczoru. Żałowałam wręcz, że TFN tak krótko zagrało! Bez wahania oceniam kunszt gitarowy muzyków na co najmniej poziom europejski, jak nie światowy. Przez trzydzieści minut gry można było odpłynąć do innego świata. Czysta poezja – chapeau bas!

Drugą kapelą w kolejności był australijski Circles. O ile instrumentalnie super porywający nie byli – urzekły mnie niesamowite możliwości wokalne Perry’ego Kakridas. Ciepły, lekko jazzowy wokal w niebanalny sposób czarował moje uszy… I niestety, na tym musiałabym skończyć. Mogłabym pochwalić również Australijczyków za interakcję z publiką. Muzycy często schodzili ze sceny w fosę przygotowaną dla fotografów i grali blisko publiczności – ba, jeden z nich pozwolił nawet „zagrać” któremuś z fanów na swojej gitarze. Brawo za świetne zaangażowanie w show ludzi przed sceną.monuments 4

Przedostatnią kapelą wieczoru było angielskie Monuments. Z bardzo okrojonym setem (perkusista kapeli – Michael Malyan – nabawił się kontuzji mięśni pleców podczas trasy – przyp. red.) po raz kolejny udowodnili, że są na topowej liście gigantów progresywy naszego kontynentu, jak i na całym świecie. Bez skruchy mogę przyznać, że zagranie czterech piosenek w Warszawie – „Origin of Escape”, „Degenerate”, „Atlas” i „I, the Creator” to zdecydowanie za mało, jak na umiejętności Anglików i amerykańskiego wokalisty. Z ogromnym bólem serca czekam na kolejną możliwość obejrzenia Monuments na żywo, gdyż mając wielokrotną możliwość posłuchania ich twórczości – w pełnym, koncertowym secie prezentują się bezapelacyjnie nie z tej ziemi i każdy fan tego typu muzyki powinien chociaż raz zobaczyć m.in. grę John’a Browne z bliska.After the Burial 4

Kończąca wieczór amerykańska formacja z Twin Cities, MI – After the Burial – to festiwal „pustych strun”, jak wspomniałam na początku. Zaczynając swoje show od „A Wolf Amongst Ravens” od razu mnie kupili. Wprawdzie bardzo długi czas czekałam na zobaczenie AtB na żywo – niestety, zabrakło mi w ich koncertowym secie mojego ulubionego kawałka – „Neo Seoul”. Ogromny minus za to. Piosenka, która gniecie wnętrzności, łamie żebra, wdeptuje brzmieniowo w niekończący się dół, została pominięta na rzecz klasyków bandu takich, jak np. „Berzerker” czy „Your Troubles Will Cease And Fortune Will Smile Upon You”. Wielka strata, ponieważ bez tej piosenki bardzo dużo tracą na żywo.After the Burial 5

Ogólnie rzecz biorąc, warto było wybrać się we wtorkowy wieczór do Warszawy – chociażby, żeby zobaczyć Tides From Nebula czy Monuments. Te dwie kapele to personalnie moje topowe pozycje do zobaczenia po raz kolejny. Z głębi serca gratuluję też organizacji – P.W. Events – za przygotowanie dobrego show, okraszonego magiczną muzyką. Kto  przegapił wydarzenie, tudzież zrezygnował w ostatniej chwili z pójścia na ten koncert – może szczerze żałować.

 Tekst i zdjęcia: Karolina Miszta