7 SECONDS – Młodzi aż po grób

Czasem jeden album czy nawet utwór definiuje całą twórczość zespołu. Mimo faktu, że 7 Seconds mają na koncie wiele rewelacyjnych płyt, „Young ‚Til I Die”, tytuł jednego z najwcześniejszych kawałków, wspaniale oddaje to, czym jest ta amerykańska kapela. Minęło 35 lat od momentu, gdy wystartowali ze swoim szybkim i melodyjnym hardcore punkiem, a wciąż istnieją, nagrywają i dają takie koncerty, że głowa mała. O tym, że wiek to pojęcie względne, można było się dobitnie przekonać w ostatnich dniach lipca w Poznaniu.

7 Seconds, Lionheart, 10 Fold, Astrid Lindgren – Poznań, Pod Minogą, 30 lipca 2015

Przed amerykańskimi zespołami zagrały dwa lokalne rozgrzewacze. W pierwszej kolejności punkowy Astrid Lindgren, a zaraz po nich 10 Fold, którzy tym występem zakończyli swoją kilkuletnią działalność. Spory tłum zebrał się w klubie, aby zobaczyć koncerty polskich grup. Jeszcze większy ścisk zrobił się, gdy na scenę wyszła kalifornijska ekipa Lionheart. Zespół,lionheart1 który gościł już w Polsce kilkukrotnie, dorobił się w naszym kraju pokaźnej grupy oddanych fanów. Kapela miała niezwykle ciepłe przyjęcie, a sala poznańskiego klubu pękała w szwach. Ostatnie wydawnictwo w dyskografii Lionheart to ep-ka „Welcome To The West Coast”, która podobnie jak wcześniejsze nagrania, świetnie koresponduje z dokonaniami liderów najcięższego hardcore’a, czyli Hatebreed czy Terror.

7 Seconds grają od 1980 roku, więc siłą rzeczy jest to kapela pierwszej fali hardcore punka. Wokalista Kevin, także główny kompozytor grupy, z dumą powiedział na początku występu, że ma już 54 lata i cały czas kocha klimat małych, klubowych koncertów takich właśnie, jak ten. Wypowiedziane przez niego słowa były szczere, bo entuzjazm, energia i zapał z jakim amerykański zespół zagrał w Poznaniu były charakterystyczne dla kapeli, która dopiero zaczyna. Choć frontman 7 Seconds nie jest już nastolatkiem, przez cały koncert z werwą i radością biegł po scenie, wydzierał się do mikrofonu, jakby na karku miał raptem ze dwadzieścia wiosen. Rzecz dotyczy się także Steve’a, brata Kevina, basisty grupy, którzy są jednymi, oryginalnymi członkami kapeli.DSC_8161_DxO

Pochodzący z Nevady kwartet rozpoczął z grubej rury, od razu przechodząc do rzeczy, czyli materiału z przełomowej dla sceny hardcore/punk płyty „The Crew” z 1984 roku. Po kilku klasykach typu „Here’s Your Warning”, „What if There’s a War in America”, „Not Just Boys Fun” czy „You Lose”, znalazła się chwila na zaprezentowanie najświeższych piosenek. Z wydanej w 2014 kapitalnej płyty „Leave a Light On” polecały między innymi chwytliwe i wpadające w ucho „I Have Faith in You”, „Exceptional”, „Your Hate Mentality” oraz kompozycja tytułowa.DSC_8201_DxO

Poznański klub Pod Minogą od pierwszych chwil występu 7 Seconds ruszył w tany. Trudno ustać w miejscu lub podpierać ściany, gdy gra legenda gatunku, którego koncerty polegają właśnie na zabawie, śpiewaniu do mikrofonu razem z wokalistą i skakaniu ze sceny. Atmosfera była wręcz odświętna i czuć było wyraźnie, że muzyka 7 Seconds znaczy do polskich fanów wiele. W setliście Amerykanów było oczywiście też miejsce na kawałki z takich płyt jak „Walk Together, Rock Together”, czy „New Wind”. Z wielkim aplauzem przyjęto covery Minor Threat, „99 Red Balloons” niemieckiej grupy Nena, a przede wszystkim „If the Kids Are United”. Ten ostatni utwór, skomponowany przez angielskich punkowców Sham69, został odśpiewany przez całą salę, co zrobiło na wszystkich duże wrażenie.DSC_8247_DxO

Prawie godzinny, poznański występ 7 Seconds był eksplozją pozytywnej energii i wiary, że wciąż można grać muzykę obojętną na komercyjny biznes czy aktualne trendy. Za wszelką cenę być oddanym swojej pasji i nie spoglądać na innych. Obserwując 7 Seconds w akcji trudno nie utwierdzić się w przekonaniu, że to jest właśnie to, co jest najważniejsze i najcenniejsze.

Tekst Adam Drzewucki

Zdjęcia Przemek Cholewiński