ZU – Cortar Todo (Ipecac Recordings)

Największa krzywda, jaką można wyrządzić tak zacnemu zespołowi jak Zu to przypięcie im głupiej łatki „eksperymentatorów”, co rozbudza w odbiorcach fantazje o kosmicznej awangardzie, spektakularnych poszukiwaniach artystycznych i zupełnie nowej jakości. Nic z tego nie znajdziecie na „Cortar Todo” – włoskie trio zapadło się w siebie, sięgnęło do sedna własnej twórczości i wygenerowało świetną płytę, którą nie ścigają się z nikim, zwłaszcza z samymi sobą.

Choć zespół miał już wtedy na koncie wiele płyt, Zu poznałem na etapie wydanego w 2009 „Carboniferous” – i pewnie nie tylko ja, bo takie hasła jak „kontrakt z Ipecac Recordings” czy „gościnny udział Mike’a Pattona” przyciągnęły do twórczości włoskiego tria szerokie masy fanów rocka niestereotypowego. Mimo, że pomysł na zespół pachniał wydumaniem (brak gitary, saksofon barytonowy zamiast wokalu), sama muzyka była energetyczna i nośna jak najlepszy hardcorepunkowy łomot z podziemia. „Cortar Todo” nie „wnosi” nic nowego w sensie formalnym czy stylistycznym, uparty słuchacz może jedynie dosłuchać się odwrotu od „metalizujących” brzmień „Carboniferous” na rzecz noise-rockowej surowości. Płyta przede wszystkim potwierdza, że Zu nie jest bandą zaklejonych w swoich nieczytelnych wizjach awangardzistów – taki minimalny arsenał środków ciągle wystarcza do grania pełnej pomysłów i energii muzyki. Masywne bębny i przesterowany bas cisną do przodu, saksofon dopowiada tu i tam, wokalnych featuringów nie brak bardziej niż solówek gitarowych, czasem wszystko zagłuszy eksplozja noise’owego bałaganu – a wszystko to porywa i brzmi zupełnie swobodnie, jakby rock nie wypracował nigdy żadnej innej formuły.ZU band

Jasne, że Zu kroczy ścieżkami wydeptanymi przez Last Exit, Ruins czy Caspar Brötzmann Massaker, ale powtórzę, że dolepianie im gęby zespołu przełomowego nie ma sensu. „Cortar Todo” jest osadzony na znanych i charakterystycznych brzmieniach, które nie zaszokują ani fanów eksperymentalnego rocka, ani tym bardziej miłośników jazzowych odjazdów. Jeśli jednak nie wymagacie od muzyki realizacji bliżej niesprecyzowanego postulatu „nowatorstwa” i oczekujecie spójnych, mocnych i energetycznych dźwięków, „Cortar Todo” może się okazać albumem, który przetrwa w odtwarzaczu nawet dłużej niż „Carboniferous”.

Bartosz Cieślak

Cztery i pół