ZOMBIFIELD – Carnage Slaughter and Death (Cyclone Empire)

Dwójka Zombified rozczarowuje. Tutaj nie ma co owijać w bawełnę – po obiecującym „Zombified Slaughtermachine” Szwedzi zdjęli z rzeźniczego haka świniaka, którego wnętrzności wybebeszyli na debiucie i po raz kolejny chlusnęli tymi samymi wieprzowymi flakami w rowki płyty kompaktowej. Zeżreć się to da, ale smak już, niestety, nie ten sam – nawet jeśli kucharze terminowali w całkiem niezłych punktach gastronomicznych (Pan.Thy.Monium, Paganizer, Edge of Sanity, Faceberaker).

Zresztą, to chyba właśnie jest problem, który mam z Zombified. „Carnage Slaughter and Death” to cytowanie po trochu wszystkiego tego, co gdzieś ostatnio stało się dość modne w świecie death metalu. Z pewnością – w przypadku wyżej wymienionych kapel – więcej tu Faceberaker, niż Edge of Sanity, ale w moim odczuciu krzyżowanie amerykańskiego death metalu spod znaku SFU z jego europejską (a w szczególności szwedzką) odmianą jest wtórne do bólu i nie wnosi niczego ponad kolejne trzy kwadranse deathmetalowej mielonki klasy B. Niby to fajne, niby nadaje się do wódki jako zakąska, ale puszka poobijana i jakoś pachnie produktem drugiego sortu. I chyba ta powierzchowność, brak zróżnicowania, zbyt równomiernie rozłożona faktura pociętego mięsa stanowią o tym, że im dalej w las, tym „Carnage Slaughter and Death” staje się bardziej miałkie. Riffy i harmonie zaczynają naśladować te, które gitary wypluły z siebie 2 utwory wcześniej, a struktury numerów przypominają stary grunge’owy schemat: zwrotka, refren, zwrotka. Wiem, po death metalu tego rodzaju nie powinienem spodziewać się niczego więcej, ale poza niezwykle wyraźnymi cytatami z Behemoth („Slayer Fashion”), Entombed („The Flesh Of The Living”) i Six Feet Under („Reign Of Terror”) oraz szczyptą klimatu w pojedynczych riffach („The Last Stand”, „Suffering Ascends” i „Withering Souls”), drugi krążek Zombified to tłuczenie mięsa w jednostajnym, niezwykle miarowym tempie. Po piątym kotlecie – mimo, że mięso nie jest złe i patrzycie na jego ochłapy z wielkim apetytem – macie ochotę na jakiekolwiek inne zajęcie. A tu tylko crust, d-beat i Szwecja poprzetykane ściegiem nici innego koloru, które miały dodać kolorytu, a stały się highlightami płyty.

Potencjał poszedł w pizdu. I choć widać, że wielu recenzentów „Carnage Slaughter and Death” polubiło, bo to dość bezpieczne deathmetalowe granie, z całą odpowiedzialnością trzeba stwierdzić, że to łojenie na jedno kopyto. Zombified prze niemal nieustannie do przodu i wygląda na to, że ludziom się podoba. A na pewno – w co nie wątpię – ma potencjał na klubowych deskach. Zresztą, jak Szwedzi deklarują za jednym z sampli: „zabijanie jest tak proste, jak oddychanie”. Świniaka zarżnąć w studio na pewno potrafią, ale w sposób raczej mało widowiskowy.

Dooban

Trzy i pół