ZOMBIEFICATION – Reaper’s Consecration (Pulverised)

Gdyby Dismember chciało nieco przerobić „Clandestine” Entombed, to pewnie wyszłoby im coś na kształt „Reaper’s Consecration”. Naturalnie z zachowaniem wszelkich proporcji charakterystycznych dla szwedzkiej mielonki. Problem jedynie w tym, że Zombiefication nie jest załogą, która tworzy w Sztokholmie i stara się ugrać coś na wszechobecnej modzie na szwedzki old school. Otóż, dwaj jegomoście, którzy bawią moje uszy, rozgościli się kilkaset kilometrów w głąb lądu od Zatoki Meksykańskiej.

Niby klimat nie ten, ale muszę przyznać, że „Reaper’s Consecration” to dość solidna porcja szwedzkiego miażdżenia moszny. Może jest tu nieco bardziej duszno i czuć żar meksykańskich bezdroży, ale nie przesadzałbym z doszukiwaniem się lokalnych dodatków do muzyki Zombiefication. Prawda jest taka, że gdyby ktoś puścił mi tę ep-kę bez informowania o pochodzeniu muzyków, to dałbym sobie uciąć łapę, że to lokalni spadkobiercy Entombed, Dismember i Grave. I w sumie można meksykański duet wrzucić do wora, który coraz szczelniej wypełniają młode kapele, grające stary, szwedzki death. Jest tu masa brudu, są rwane, chaotyczne zagrywki, klasyczne już death n’ rollowe zrywy („I am the Reaper”), wbijające w glebę zwolnienia („We Stand Alone”) i masa niepotrafiących wylecieć z głowy melodii („Death Rides”). Jednym słowem wszystko to, czym atakują nas od pewnego czasu młode wilki wychowane na muzyce ojców gatunku. Ani to odkrywcze, ani morderczo doskonałe, po prostu – dobre. Bez zbędnego kombinowania i udziwnień, ku uciesze oddanych fanów gatunku.

Jasne, że lepiej (i łatwiej?) sięgnąć po płyty niedoścignionych klasyków, ale myślę, że warto Zombiefication rozpatrywać jako coś więcej niż meksykański hołd dla szwedzkiej sceny. Pewnie, że byłoby fajnie, gdyby na kolejnym materiale dodali coś od siebie, a brzmienie ukręcił im jakiś hombre w sombrero zamiast szwedzkich inżynierów dźwięku. W przeciwnym razie będzie co najwyżej dobrze, ale przy tym także wybitnie nieoryginalnie…

 

Dooban