ZEROVA – Gombrowicz (Antena Krzyku)

Jeśli ktoś myśli, że Białystok to tylko disco polo albo grind core, jest w błędzie. W mieście tym powstała formacja Zerova, która jest… no właśnie, trudno określić, czy to zespół, czy artystyczny, elektroniczno – awangardowy projekt. O ile poprzednie dwie produkcje tego trio jakoś do mnie nie dotarły, o tyle „Gombrowicz” jest co najmniej intrygujący.

Może właśnie głównie chodzi o to żeby zadziwić? Już decyzja, by na warsztat wziąć twórczość Witolda Gombrowicza, jednego z (ponoć) najwybitniejszych, ale też i kontrowersyjnych pisarzy współczesnych, jest godna szacunku. Przyznam, że byłem ciekawy w jaki sposób uda się wyjść zespołowi z tej matni. No i w sumie udało się całkiem nieźle, choć nazwanie tej muzyki twórczością rozrywkową jest mocno ryzykowne.

Właśnie – najważniejsza rzecz, to odpowiednie podejście. Ja potraktowałem „Gombrowicza” jak coś w rodzaju spektaklu. Zamiast słuchać muzyki będącej celem, potraktowałem ją jak podkład dla tekstów, po raz pierwszy w przypadku tego zespołu w języku polskim. Ciekawe przeżycie, tym bardziej, że trudno uznać to doświadczenie za coś w rodzaju streszczenia twórczości Gombrowicza. Sam zespół miał trudne zadanie, dlatego efekt jest dwuznaczny – wyrwane z kontekstu fragmenty prozy układają się w dość, hmmm, paranoiczny obrazek. W zasadzie trzeba potraktować słowa jako swego rodzaju, dadaistyczny kolaż, który ma oddziaływać na wyobraźnię, a nie np. przekonywać do twórczości tego pana. Jeśli ktoś lubuje się w gombrowiczowskich kalamburach – może potraktować próbę uchwycenia przez zespół tego klimatu z przymrużeniem oka, jeśli nie lubi – po lekturze płyty nadal pozostanie przeciwnikiem Gombrowicza. Zerova wybrała te akurat fragmenty, ktoś wybrałby inne, a jeszcze ktoś… Tak, to całkiem subiektywna sprawa i roztrząsanie jej w kategoriach „dobre – złe” jest głupotą.Zerowa Band

Muzyka. Zapewne będzie to dla naszych czytelników herezją, ale avant popowe struktury „Gombrowicza” są najwyższych lotów. Mamy sporo melodyjnych dźwięków, pojawia się akordeon, z wielkim smakiem użyto gitar elektrycznych. Czasami dominuje twarda, analogowa elektronika, to znowu muzyka rozmywa się kształt „portishead’owych” smutów, rockowy drive pojawia się rzadko (może „Nie bój się”…). Okazuje się, że muzykę popową można zagrać z dużą swadą, pomysłem i z zachowaniem autorskiego sznytu. Jasne, jeśli ktoś gustuje w cięższych brzmieniach, potraktuje „Gombrowicza” jako niestrawny mikst dziwacznych, słownych skojarzeń z elektroniczną pulsacją. Fakt – trzeba tej płycie trochę czasu poświęcić, by wydestylować z niej drugie dno – skojarzeń i dźwiękowego koloryzowania. Rzecz nie dla każdego, jednak godna uwagi ze względu na kilka świetnych pomysłów i odwagę w ryzykownym w sumie mierzeniu się z naszymi dobrami narodowymi.

Arek Lerch

Cztery