YEAR OF NO LIGHT ‒ Tocsin (Debemur Morti)

Francuzi wydają kolejne płyty w zgodzie z tempem swojej muzyki. Jest to tempo charakterystyczne dla żółwia lub słonia, który stawia niespieszne lecz dostojne kroki. Od ukazania się znakomitego debiutu „Nord” w 2006 roku do premiery drugiego albumu, prawdopodobnie jeszcze lepszego „Ausserwelt”, minęły cztery lata. Następnie trzeba było czekać kolejne trzy, aby pochodzący z Bordeaux sekstet, opublikował swój najnowszy, przygniatający i hipnotyzujący krążek „Tocsin”.

Choć zespół na początku swojej działalności miał w składzie regularnego wokalistę, z którym zarejestrował pierwszą płytę, okazało się, że bez niego także można nagrywać doskonałe albumy. „Tocsin”, podobnie jak „Ausserwelt”, to monumentalne dzieło składające się z kilku długich kompozycji, które stanowią jedną całość. Instru-metal w wykonaniu Francuzów to twór oparty na melancholijnych melodiach połączonych z łomotem dwóch zestawów perkusyjnych i wyjątkowo nisko nastrojonych gitar. Nowym elementem na „Tocsin” jest zderzenie kruszących beton riffów z dodającymi atmosfery patosu orkiestracjami i klawiszowymi tłami. Nowe kawałki hipnotyzują sludge’ową stylistyką i żałobnym klimatem, przygniatają ciężarem godnym granitowej ściany, a jednocześnie są pełne poruszających dźwięków.

Year Of No Light można od biedy wrzucić do szuflady wraz z Amenra, Pelican czy nawet Cult of Luna, ale w mojej opinii nie ma to większego sensu. Francuzi bowiem wypracowali własny pomysł na muzykę pełną dramaturgii oraz emocji, opatentowali rozpoznawalne brzmienie, a ich budowane z niebywałą cierpliwością utwory przypominają kolosalne, gotyckie katedry. Każdy kto był w paryskiej Notre-Dame wie o czym mówię, bo tego nie sposób zapomnieć.

Adam Drzewucki

Sześć