XIBALBA – Hasta La Muerte (Southern Lord)

Terapia za pomocą gumowego młotka. Taka jest debiutancka, nagrana w barwach Southern Lord, płyta amerykańskich, śniadych i niesfornych chłopców. O tym, że są niesforni, wie pewien kierowca, który woził ich po Europie. O tym, że muzyka z „Hasta La Muerte” boli okrutnie, możecie dowiedzieć się sami.

Xibalba nie należy do intelektualistów metalu i hardcore’a. O to nie musimy się obawiać. Zespół stawia na bardzo pierwotne, bezpośrednie i pozbawione finezji atakowanie narządów słuchu. Zresztą, nazwanie muzyki Amerykanów metalem albo hc nie ma sensu, bo grupa – i tu nie mogę odmówić im umiejętności – bardzo dobrze zespoliła ze sobą ciężar i agresję hardcore’a z doom/sludgeowym, ociężałym drajwem, jaki dominuje na „Hasta La Muerte”. Miejscami zespół ociera się o stylistykę Crowbar, gdzie indziej o oldskulowy death metal, choć mocno oderwany od korzeni. I choć muzyka jest tu dość przewidywalna, to słucha się jej z przyjemnością z dwóch chociażby powodów. Po pierwsze brzmienie – idealnie oddające masakryczny ciężar muzyki, naturalne, analogowe (co szczególnie słychać w przypadku produkcji bębnów…), dudniące i brudne. Dzięki temu zabiegowi prosta w sumie młócka nabiera dodatkowych rumieńców. Druga sprawa to całkiem sprawne zinstrumentowanie kompozycji. W tym prostym w sumie hałasie zespół potrafi zagrać stylowo i choć nie jest finezyjnie, to zachowuje idealną równowagę między odmóżdżonym hałasowaniem a rozważnym stawianiem dźwięków. Dodać warto, że oprawą płyty zajął się sam Dan Seagrave, choć mam wrażenie, że tym razem nie udało mu się stworzyć epokowego dzieła…

Nie ma sensu wyróżniać żadnej kompozycji, bo wszystko zlewa się w jeden wielki, ale całkiem przyjazny łomot. Czasami zespołowi zdarzy się lekkie przyspieszenie po linii hc, jednak dominującym tempem są tu żółwie. Bardzo spasione. Mam tylko jedną prośbę – nie słuchajcie tej muzyki w formie mp3 – bo w takiej postaci nie doświadczycie nawet 50% potęgi, jaką Xibalba dysponuje. Najlepiej od razu zaopatrzcie się w wersję analogową. I nowy kredyt na mieszkanie, bo po odpaleniu na dobrym sprzęcie „Hasta La Muerte” rozwali wam dom.

 

Arek Lerch