XANDRIA – Sacrificium (Napalm Records)

Jest zapewne w tym kraju ktoś, kto zna (lepiej) dyskografię Xandrii. Uraczyłby Was szeregiem porównań, wnikliwą analizą poszczególnych utworów. Na Wasze szczęście, macie takich recenzentów na jakich zasłużyliście. Pójdźcie zatem, a ja chętnie nadstawię za Was drugi policzek. Cóż bowiem poradzić, gdy mężczyzna miast tupać nogami i przewracać stragany wzorem Guy’a z Gisbourne, wznosi oczęta ku niebiosom, filozoficznego kamienia szuka? Można go tylko spoliczkować. …dać w ryj, znaczy się.

Niemiecka Xandria (czy jakieś słowa mogą zabrzmieć bardziej złowrogo?) posiada wszystkie niezbędne cechy symfonicznego metalu, wszystkie niezbędne elementy dobrego symfonicznego metalu, a słuchać tego nie potrafię bez poczucia, że robię to wyłącznie z chęci poznania swojego wroga. Upraszczając, Dianne van Giersbergen to młodsza wersja Tarji Turunen, a Xandria to Epica, pozbawiona eksperymentatorskiego nerwu, wigoru i wspaniałej wokalistki. Potężne brzmienie i duża ilość orkiestracji nie jest w stanie uratować tej muzyki. Jeśli bowiem ostatnie dzieło Epica tryska świeżością i młodością, „Sacrificium” na wzór Rhapsody of Fire jedzie zachowawczą starzyzną. Przywiązanie Xandrii do nieznośnego tryumfalizmu powoduje, że staje się on pusty jako zbiór wzniosłych hymnów na część klasyczno-średniowiecznych melodii. Moje zastrzeżenia dotyczą także maniery i melodyki wokalnej Dianne. Zniewolona przez operowy kanon, pozbawiona ludzkiej pasji, która gdzieś tam, na zakręcie historii może prowadzić do piękna, opowiada w sposób, który może obchodzić współczesnych tyle co ostatnie bajki M. Night Shyamalan’a. W tym ogólnym stanie zapatrzenia w przeszłość brak jest polotu i fantazji takiego Nightwish z okresu „Oceanborn”, nawet jeżeli pomysły Finów mocno ocierały się o kicz i brzydkie, zakutane metalówy.Xandria band

Pomimo tego, że formalnie „Sacrificium” prezentuje pełny profesjonalizm i świadomość mocy tworzącego go kolektywu, nie ma tam niczego dla tak wrażliwego chuchra jak ja i niczego praktycznego, co przydałoby się komukolwiek z Was w wyprawie przez życie.

Kuba Kolan

Trzy