WORMED – Exodromos (Willowtip)

Najwyższy czas oddać do lumpeksu starą katanę, odpiąć od kurtki znaczki Sarcofago i Beherit, machnąć ręką na dobre rady wujka Fenriza i wyrzucić przez okno kserowane ziny, aby rozdziobały je wycieńczone długą zimą kruki i wrony. Pora na metal nowoczesny, wypieszczony do bólu studyjną obróbką, wypełniony technicznymi popisami, bezlitosnymi blastami i świńskim bulgotem wokalisty. Pora na nowy album Wormed, którzy za nic sobie mają modę na retro i bezwstydnie rozwijają wątki muzyczne rozpoczęte w latach 90. przez Cryptopsy i pokrewnych im technicznych brutalistów.

Co prawda w ostatnich latach mój entuzjazm względem takiego grania nieco przygasł, ale nie po to spędziłem drugą połowę lat 90. przy dźwiękach Dying Fetus, żeby teraz trzykrotnie się wyprzeć brutalnego death metalu przed gniewnym obliczem Hellhammer. Nie, o ile jest to zagrane na wysokim poziomie i energetyczne, to zawsze znajdzie miejsce w moim serduchu (och, zrobiło się romantycznie…). Do wspomnianej wyżej, kanadyjskiej ekipy dorzuciłbym jeszcze mistrzów blastowego onanizmu z Origin, tempołamaczy z Meshuggah i bulgociarzy z Devourment. Właśnie z tych, dość odległych od siebie muzycznych światów wyrasta moim zdaniem twórczość Hiszpanów z Wormed. Dodajmy, że pod względem wykonawczym i kompozycyjnym nie odstają specjalnie od swoich wzorców. W przeciwieństwie do nich nie robią być może żadnej muzycznej mikro-rewolucji, ale konglomerat tych wpływów brzmi nadzwyczaj świeżo i powinien ucieszyć każdego, kto na myśl o takiej estetyce nie dostaje spazmów.

Trudno też nie zauważyć, że zespół ten z każdym kolejnym materiałem podnosi sobie poprzeczkę. Nie chodzi w tym przypadku o komplikowanie dla samego komplikowania, czy maniakalne podkręcanie tempa, bo paradoksalnie muzyka Wormed wydaje się coraz czytelniejsza i przystępniejsza, a jednocześnie dojrzalsza. Dodajmy do tego wcale nie tak mocno wyeksploatowaną tematykę science fiction i mamy jedną z ciekawszych płyt tego roku – nie tylko na polu progresywnego brutal death metalu, w którym specjalizuje się wydająca ten krążek Willowtip Records. Porównanie z pradziadami z Nocturnus i Demilich byłoby w tym miejscu nieco naciągane, ale tak jak kapitan Kirk musiał w końcu ustąpić miejsca za sterami „Enterprise” Jean-Luc’owi Picard’owi, tak dzisiaj pionierami niezbadanych obszarów deathmetalowego kosmosu są właśnie kapele pokroju Wormed.

Michał Spryszak

Pięć