WOODY ALIEN – Right And Simple (Macrogod Rec./Pagan Pub/Powiększenie)

Jest w Polsce grupa zespołów, które wyraźnie zapomniały, że mamy 2011 rok a lata 90 – te są zamierzchłą przeszłością. Zespoły te zamiast oglądać się na boki, prowadzą archeologiczne wykopaliska, eksporując rejony, które dla jednych są kompletnie obce a u innych wywołują gwałtowny skok ciśnienia. Woody Alien to jeden z takich właśnie zespołów – swoją czwartą płytą  po raz kolejny pokazuje, że jest beznadziejnie zakochany w alternatywnym graniu sprzed blisko dwóch dekad.

Turnip Farm, Plum, Woody Alien… Co łączy te zespoły? Wspomniana wyżej, beznadziejna miłość do czasów dawno minionych i naiwne poszukiwanie podobnych sobie szaleńców. Melduję, że jestem jednym z nich i absolutnie nic nie robię sobie z kpiących uśmieszków różnych znawców muzyki. Oczywiście, w przypadku dwóch ostatnich nazw – grupy łączy także osoba Marcina Piekoszewskiego.

Woody Alien zabiera nas w nostalgiczną podróż napędzaną jedynie basem, bębnami i głosem. Od razu skojarzenia biegną w stronę NoMeansNo i Sabot. Gdzieś tam, daleko jest prawda, choć WA starają się – mimo wszystko – nadać swojej muzyce kształt piosenek. Szczególnie słychać to w pierwszych numerach, które zaludniają „Right&Simple”. Słucha się ich przyjemnie, płyną sobie w nieznane… Im bardziej w głąb płyty, tym robi się ciekawiej, ale też i trudniej. Pojawiają się zgrzyty, jest noise, zabawa brzmieniem. Przez to jeszcze bardziej ogranicza się grono osób, które takie dźwięki potraktują z ciepłą sympatią. Sposób gry na basie, prowadzenie perkusji prowokują, by podywagować, jak zespół zabrzmiałby z gitarzystą? W kilku utworach tego instrumentu mi brakuje, czasami zaś nie wyobrażam sobie, by aktualny układ miał być zaburzony. Podobnie myśli zespół, bo to już czwarta płyta nagrana w duecie.

Jeśli czujecie podobny, nostalgiczny dreszczyk na wspomnienie podziemnej, niezależnej sceny z lat 90- tych, piwnic Chicago, starego Sub Popu i Touch&Go, poszukajcie tego krążka. Tym bardziej cieszę się, że wspomnienie tamtej, niezależnej szkoły grania, dzięki takim zespołom jak WA nie ginie. Choć byłbym też strasznym głupkiem, gdybym odmówił zespołowi współczesnej egzystencji, bo przecież nie chodzi tu tylko o narzekanie, że kiedyś było lepiej a teraz to… Woody Alien ma swój lot i za to ich cenię, tym bardziej, że takich freaków coraz trudniej pod tą szerokością geograficzną spotkać…

Arek Lerch 4,5