WOMBBATH – Downfall Rising (Pulverised)

Jezusie Nazareński, Wombbath wrócił. Toż to niemalże cud na miarę zmartwychwstania Łazarza, albo co najmniej przemienienia wody w wino! Cieszy mnie to chyba bardziej niż spragnionych rubinowego trunku akolitów zebranych w Kanie Galiliejskiej. A że do tego szwedzkie przyjemniaczki naprawdę dały radę i upichciły płytę na miarę klasycznego „Internal Caustic Torments”, to radość jest tym większa. Nawet jeśli ekipa z Västmanland nie przebiła mojego ulubionego „Several Shapes”, które poznałem za sprawą splitu z amerykańskim Psychosis i brytyjskim Burial.

Zanim jednak przejdziemy do meritum, wypadałoby wspomnieć o tym, że zespół rozpadł się tuż po wydaniu słusznie zmiażdżonej prze krytykę ep-ki „Lavatory” i do tej pory debiutancki album pozostawał jego opus magnum. A tu nagle, niczym diabeł z pudełka, wyskakuje po przeszło dwóch dekadach split „Ascending into the Oblivion of Dusk”, który Szwedzi dzielą z bangladeskim (!) Warhound. A wszystko za sprawą jedynego ocalałego oryginalnego członka Wombbath z lat ’90 – Håkana Stuvemarka, który do współpracy dobrał sobie kilku jegomości z takich zespołów, jak Gadget, Infernaeon i Skineater. Wyszła z tego zabójcza bomba, wypełniona po brzegi ostrymi odłamkami klasycznego, szwedzkiego śmierć metalu. Może nie jest to nieustanne mielenie na najwyższych obrotach z wdziękiem rozpędzonej piły tarczowej, ale chyba właśnie o te różniące Wombbath od naśladowców Dismember i Entombed patenty chodzi. No dobra, może i „Under Apokalypsens Svarta Vingar” czy „Paid in Blood” to znakomita jatka, która jest w stanie zgiąć kark najtwardszego z metalowych ortodoksów, ale to wbijające w fotel wolne riffy „Underneath The Rotten Soil”, klimatyczne momenty „Fall Of The Weak”, świetne solo i rozłożone akordy „Putrid And Bound (By The Seed Of Satan)” zapadły mi w pamięć najbardziej. „Downfall Rising” to po prostu tygiel, w którym Wombbath wymieszał podług diabelskiej receptury wszystko to, co w śmiercionośnej szwedziźnie najlepsze – charakterystyczne brzmienie, agresywne riffy, wisielczy klimat i szczyptę technicznej wirtuozerii. Jednym słowem wszystko to, co powinno jeżyć włosy na karku miłośnikowi skandynawskiego death metalu. No, może poza dwuminutowym potworkiem w postaci „Abandoned Furthermore”, który mógłby co najwyżej zamykać album postawangardowej gwiazdeczki udającej, że usiłuje grać black. Nie: Wombbath, klawisze i ciągnące się, nijakie riffy to coś, co po prostu nie może się udać.Band

Powrót Wombbath, mimo że kompletnie nieoczekiwany, należy zaliczyć do udanych, a „Downfall Rising” ocenić jako przyzwoite kompendium twórczości tego zespołu, być może wyznaczające nowy kierunek na przyszłość. Trzeba jedynie mieć nadzieję, że Håkan Stuvemark zdecyduje się raczej eksplorować rejony bliskie znakomitemu „Putrid And Bound (By The Seed Of Satan)”, a nie ugotować kapelę w koszmarnym nurcie „Abandoned Furthermore”. Na razie jest naprawdę nieźle, choć niestety, niezwykle krótko, bo – wykrawając kompletnie niepotrzebne otwarcie i zamknięcie albumu – zostaje nam niespełna pół godziny dobrej zabawy. Cóż, lepszy rydz niż nic, bo przecież chyba nikt nie spodziewał się, że Wombbath da mu ponownie w ryj…

Dooban

Cztery i pół