WOLFKHAN –  Cyber Nerco Spirituals (Arachnophobia Records)

Ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła, dlatego też mimo zasłyszanych stwierdzeń, że jest to rzecz „pojebana” czy „bez narkotyków nie podchodź”, postanowiłem zapoznać się z debiutancką płytą Wolfkhan. Cóż to za twór zapytacie? Jest to projekt, którego twórcą lata temu był Marcin Gąsiorowski ostatnio znany z tego, że przewodzi bardzo udanie wróconemu światu żywych Thy Worshiper. Wolfkhan ma już na swoim koncie publikacje jednak z racji tego, że dziś pewnie już nikt o nich nie pamięta a do współczesnego oblicza projektu mają się jak pięść do nosa pominę je wymownym milczeniem. „Cyber Necro Spirituals” to rzeczywiście muzyka ostro pojebana, w której tworzeniu zasadniczo brać udział musiały potężne ilości substancji psychoaktywnych. Płyty słuchałem całkowicie na trzeźwo, więc już na starcie powiedzieć muszę, że moje relacje z debiutem Wolfkhan można określić sloganem „to skomplikowane”…

Długo zastanawiałem się jak właściwie nazwać to, co dociera do moich udręczonych uszu, leje się z głośników dziwacznie pulsującym, robaczywym strumieniem i chcąc nie chcąc doszedłem do wniosku, że idealnie określenie dla tej muzyki wybrali już sami twórcy. „Cyber Necro Spirituals” to szyld znakomity! Zróbmy małą sekcję zwłok. „Cyber” – dominantem niekwestionowanym jest tu masa zlepiona z plugawych, cyfrowych dźwięków od taniego techno po zardzewiały mroczny industrial. „Necro” – wulgarna warstwa liryczna pięknie wpisuje się w spaczony obraz drapieżnych, wykolejonych opowieści, które snują narratorzy. „Spirituals” – tak (!), jeżeli duchowość jest tu obecna to głównie za sprawą udanie wkomponowanych kobiecych wokaliz, które chwilami sprowadzają bezduszny hałas w zupełnie inny wymiar. Czyli w sumie wszystko się zgadza… ale czy na pewno?
Z tego, co napisałem mieć możecie już pewien pogląd na to, z czym przyjdzie się Wam zetknąć na debiutanckim LP Wolfkhan. Będzie to muzyka od samego początku trudna i nieprzystępna. Właściwie to pozbawiona nawet skonkretyzowanej formy. Dominują tu dźwięki generowane przez bezduszne maszyny i nie mniej pozbawione duchowości programy komputerowe (jak mniemam). Moim zdaniem trochę brak elektronice przygotowanej przez Wolfkhan konsekwencji, co odbija się negatywnie na całym albumie. Mamy tu rytmiczne niby-techno, mroczne industrialne brzmienia i całą masę pośrednich barw, z których zespół lepi swoje piosenki. Tyle, że wygląda to dość chaotycznie, ale być może taki był zamiar by maksymalnie namieszać słuchaczowi w głowie; jeśli tak to odnotować trzeba, że zespół wypełnił ten cel na 100%. Słuchając „Cyber Necro…” czuję się autentycznie zmieszany.W
Dziewięć kompozycji ukazuje różne twarze tworu. Z jednej strony będą to pozornie dość przystępne oblicza jak choćby rytmiczna, prostacka „Ballada o twardym chuju” czy odpustowe „Ognisko” z drugiej pojawiają się ohydne facjaty z wychodzącymi z oczodołów robakami pod postacią choćby brudnego tłustym industrialem „Oczy spod chodnika”, kipiącego negatywną energią „Wmawianie” czy nawiedzonego duchem Thy Worshiper „Oczy”. Tego, że dzieje się tu naprawdę sporo zespołowi odmówić nie można. Osobiście życzyłbym sobie by Wolfkhan poszedł bardziej zdecydowanie w kierunku robaczywego upodlenia i transu, swoistego nawiązania do wspomnianego już zespołu macierzystego, ale fakt jest taki, że to ledwie jeden z elementów i jeśli mam być szczery to nadmiar puzzli jest tym, co mi tu po prostu przeszkadza.
„Cyber Necro Spirituals” to intrygująca ciekawostka, trochę niezdecydowana stylistycznie, trochę naiwna, ale naprawdę zostająca w pamięci, na co najmniej dłuższą chwilę.

Wiesław Czajkowski

Trzy i pół