WISDOM IN CHAINS – The God Rhythm (I-Scream)

W Stanach w zależności od tego, z jakiego miasta pochodzi zespół, taki gra hardcore. Nie jest to regułą, ale zazwyczaj się sprawdza. Zresztą, wystarczy posłuchać, nawet nowych zespołów czy to z Bostonu, Baltimore czy Nowego Jorku, aby jak na tacy zobaczyć różnice. Formacja Wisdom In Chains, pochodząca ze stanu Pennsylvania znacząco odbiega od większości reprezentantów sceny z północnej części Ameryki. Chwała im za to, bo regularnie dostarczają gitarowej muzyki na najwyższym poziomie.

Wściekłość, oi i punkowe inklinacje w połączeniu z metalowym zacięciem i dość skocznym charakterem kompozycji zespołu Mad Joe, cieszą zwolenników hardcore’a na całym świecie, a z niewiadomych przyczyn, znacznej ilości sympatyków w Polsce. Grupa do tej pory nie miała zbyt wielu okazji aby zaprezentować się naszej publiczności, a mimo to, darzy nasz kraj sporym szacunkiem (patrz: współpraca ze Spook Records). Na moje nieistotne czy wiedzą, gdzie dokładnie mieści się Polska, grunt by dostarczali nam kolejnych hitów. Najnowszy, szósty krążek w karierze niegdyś międzynarodowego kwintetu, nie odstaje od reszty katalogu, i jawi się jako kolejne, godne polecenia wydawnictwo.Wisdom band

„The God Rhythm” zawiera dość zróżnicowany materiał, często mocno zerkający w stronę korzeni oi, czego najlepszym przykładem jest numer zatytułowany, a jakże, „Skinhead Gang”. Grupa zgrabnie lawiruje na granicy prostych, punkowych brzmień i zmetalizowanego hardcore’a, w dość surowej, ale czytelnej oprawie brzmieniowej. Niby nic nowego, a jednak wciąż robi wrażenie. Osobiście, to właśnie te ciężkie, niemal walcowate numery robią mi najbardziej, zwłaszcza, że kwintet przyzwyczaił nas do dostarczania quasi-hymnów („Mathematics”). Nie zmienia to jednak faktu, iż WIC to petarda pełna łatwo zapamiętywalnych tekstów, trochę skrywanych, ale wpadających w ucho melodii i furii podanej w inteligentny sposób. Kiedy przyśpieszają tempa, a robią to w najlepszy możliwy sposób, w krótkich, minutowych odsłonach, aż chce się wejść w mosh, najlepiej na koncercie gdzieś blisko Polski.

Grzegorz „Chain” Pindor

 Cztery i pół