WHILE SHE SLEEPS – You Are We

W dzisiejszych rozważaniach pochylamy się nad krążkiem, który zachwyca nas od kilku już miesięcy, jednak – nieznanym sposobem – w krajowych mediach przeszedł prawie bez echa. Niesłusznie – „You Are We” to płyta wypełniona czystej wody przebojami, a przy tym niewyzbyta dobrych riffów i odpowiedniego ciężaru. Idę o zakład, że spodoba się nawet tym, którzy na co dzień nurt o nazwie metalcore omijają szerokim łukiem. Może wręcz przekona wątpiących…? W każdym razie – warto dać jej szansę.

G: Do niedawna kompletnie nie wiedziałeś, co to metalcore. Dziś namiętnie słuchasz While She Sleeps i byłeś na koncercie August Burns Red. Chrzest przeszedłeś, ale co w tej muzyce tak naprawdę ci się podoba?

A: Kiedyś już rozmawialiśmy o powodach, dla których tak długo stroniłem od tej muzyki. Nieszczęśliwie, moje wcześniejsze spotkania z metalcore’m dotyczyły jakichś płyt – koszmarków, w których nie zgadzało się dosłownie nic. Taka sprawa może udanie zniechęcić do całego nurtu. Sam przyznałeś, że oprócz perełek wychodzi także ogromna ilość krążków nieudanych. Co mi się podoba? Melodie połączone z ciężarem, skoczność daleka od cepelii i jakaś prawda. A z koncertu zapamiętałem raczej Architects. (śmiech)

G: Owszem, bo to taki nurt – rzeka, w którym pływa sporo naprawdę grubych ryb, do których łatwo się przekonać. Te najciekawsze pływają głęboko, niestety – tuż nad mieliznami i zakałami całego gatunku. Niestety, kolejne odkrycia dużych wytwórni to kalki tych najbardziej utalentowanych kapel. Mało tego, dziwnym trafem, w takim Century Media ktoś ostatnio odkrył, że dobrze będzie się sprzedawać band grający jak Asking Alexandria, tylko z większą ilością rockowych melodii. Niby spoko, ale znowu: kopia kopii… To główny powód dla którego ludzie zdecydowanie pierdolą metalcore. Nie przez schemat dobry – zły refren. U While She Sleeps są za to same dobre refreny…

A: Ciężko je wyłowić po prostu, i – tak jak mówisz – to nie jest tak, że wszystkie siedzą w jakimś podziemiu, w które trzeba by się zagłębić po uszy, by cokolwiek znaleźć. Jest parę oczywistości porozrzucanych po dużych labelach, są i nieudolni naśladowcy; tu się zgodzę. Jednak nie wszyscy popełniają grzech kopiowania – z Nuclear Blast spodobała mi się grupa Loathe i ich „The Cold Sun”, zmyślnie inkorporujący do swojego metalcore’a sporą dawkę elektroniki. Jeszcze to wszystko nieco niepoukładane, ale wszystko przed nimi. A do WSS ciężko się przyczepić: są refreny, jest wszystko na swoim miejscu…While She Sleeps

G: Refreny, wokale, brzmienie, pomysły, energia. Okrzepli na tyle, aby wkroczyć do pierwszej ligi. Obserwuję ich od samego początku i są modelowym przykładem zespołu do którego pasuje etykieta „hard work”. Druga rzecz: jako jeden z nielicznych zespołów ostatniej dekady w pełni wykorzystali potencjał social media – najpierw budując fanbase, a potem dając mu fantastyczny produkt. Materiał z tego longa towarzyszy mi od kilku tygodni i nie mogę oprzeć się wrażeniu, że lepiej się nie da…

A: Ja mocno katowałem „You Are We” na chwilę przed warszawskim koncertem i ten krążek po prostu nie chciał mi się znudzić. Zapętlił się w odtwarzaczu. Czyste (może nawet zbyt czyste) zaśpiewy przeplatają się ze screamem, ładne melodie – z niemożebnie bujającymi riffami. Mam podobnie, jak Ty – na tę chwilę ta płyta jest dla mnie pewnym wzorem, którego innym zespołom nie będzie łatwo przebić.

G: To znaczy: jest modelowym przykładem, jak powinno się grać taką muzykę anno domini 2017. O ile szukamy chwytliwości i ładnych melodyjek, bo za rogiem czają się przecież bogowie z Architects, o których była mowa wcześniej, w Australii Parkway Drive siedzi na tronie i to od wielu już lat, a przecież poza wszelka klasyfikacją pozostają, niezmiennie, Killswitch Engage. Padło tu wystarczająco dużo nazw, aby zobaczyć, jak zróżnicowana to zabawa, a nie mówimy nawet o mniejszych scenach – jak rosyjska – gdzie gra się zupełnie inaczej. Jest w czym wybierać, ale faktycznie – zamiast słuchać, dajmy na to, bardziej wymagających projektów, jak Silent Planet, wolę sięgnąć po paletę przebojów od While She Sleeps. Zatem, mocium panie, jakie wady ma ten krążek?

A: Wady? Ciężko o jakiekolwiek tychże przykłady. Poważnie, nic nie przychodzi mi do głowy. Początkowo niektóre utwory zlewały mi się w jedno, ale to zapewne typowy problem nieobytego z podobnymi dźwiękami. Teraz wszystko jest, jak należy, a każdą piosenkę widzę wyrazistą i zupełnie osobną całością. Czekam na diagnozę specjalisty.

G: Ja minimalnie zmieniłbym sound. Wiele współczesnych produkcji cierpi na brak basu, na pominięcie tego instrumentu kosztem cyfrowej perkusji i mocno wysuniętych wokali. A skoro o nich mowa, wolisz frontmana czy rudego na gitarze? (śmiech) Gdyby nagle pozbyli się głównego krzykacza, nie byłbym tym jakoś specjalnie przejęty.

A: A wiesz, że chyba gitarzystę. Ale myślę, że dopełniają się naprawdę nieźle. Ja nie zmieniałbym niczego, jak mógłbym oczekiwać zmian po wydaniu tak dobrego albumu?! No właśnie – czy to w Twojej ocenie najlepszy dotychczas krążek While She Sleeps?

G: Tak jest. Najlepszy, najbardziej dopracowany, przemyślany i wydany w idealnym momencie. Są u szczytu i ciężko ich będzie z niego zrzucić. Kurde, wygląda to tak, jakby to był kandydat do płyty roku…

A: O ile nie zrzucą się z niego sami. (śmiech) Masz rację, niewiele bardziej kompletnych albumów w tym roku słyszałem – a było ich całkiem sporo… Co zatem podoba nam się najbardziej? Wiem, że ciężko wybierać spośród samych dobroci, ale poprzyjmy nasze sądy jakimiś przykładami.

G: Wszystkie single. Mówią same za siebie. Pokazują zarówno piekielnie mocne, szybkie, momentami nawet bardziej thrashowe oblicze grupy, przez naprawdę dobre, niemal stadionowe refreny, czy wreszcie całą paletę riffów, od których ciężko się uwolnić.

A: Kurczę, znowu zacząłem sobie przypominać… te riffy i groove w refrenie „Feel”, wspaniałe zwolnienie i wyciszenie w „Steal the Sun” czy przebojowość „Silence Speaks”. Zresztą, długo by wymieniać. Każdy niemal z tych numerów mógłby być singlem. To naprawdę świetna płyta, której powinni posłuchać nawet ci, co za metalcore’m niespecjalnie przepadają. No dobrze… co zrobią teraz?WSS

G: Będą kuć żelazo, póki gorące. Kolejne udane i miłe dla oka teledyski, dobry – a może nawet lepszy – marketing, już bez zapożyczania się, żeby móc pojechać w trasę pod patronatem Monster Energy. A co najważniejsze, nadal będą podtrzymywać dobry kontakt z fanami. Miejmy nadzieję, że na własnych koncertach.

A: Teledyski są mi akurat obojętne, jako, że krążek posiadam i często słucham (swoją drogą, czytając teksty otwiera się przed nami zupełnie nowy obraz tej muzyki – może nie ze wszystkim się zgadzam, może niektóre poruszane problemy uważam za trochę wydumane, ale fakt pozostaje faktem – wszystkimi aspektami twórczości budują jakiś własny, ciekawy świat). Co do koncertów – pełna zgoda. Ostatnio zdążyliśmy na końcówkę, jako, że grali pierwsi, a kolejka przed Progresją przybrała rekordowe rozmiary.

G: I to też o czymś świadczy, bo choć zestaw był potężny, spora część widowni przyszła dla While She Sleeps. A potem zrobiła sobie after na ich osobnym koncercie w Krakowie. To co, top 5 tego roku?

A: No właśnie, żałuję, że nie zobaczyłem ich na pełnoprawnym koncercie. Mam nadzieję, że zaległości zostaną nadrobione; najlepiej po trasie promującej kolejną, jeszcze lepszą (czy to w ogóle możliwe…?) płytę. Top 10 na pewno. Mieszczą się w nim rzeczy z zupełnie różnych kategorii, ale w kategorii „piosenki” While She Sleeps zwycięża przez nokaut.

Rozmawiali Adam Gościniak i Grzegorz Pindor