WAR FROM A HARLOTS MOUTH – Voyeur (Season of Mist)

Wśród fanów nowoczesnego metalu War From a Harlots Mouth zawsze cieszyło się dość dobrą estymą. A przynajmniej tak mi się wydaje, bo ta niemiecka grupa, często wspierająca się jazzem (za sprawą swojego perkusisty) na dłuższy czas zniknęła z mojego radaru. Całe szczęście, że o istnieniu takich formacji przypominają same wytwórnie, które o dziwo, jeszcze mają w zwyczaju wysyłać materiały promo.

„Voyeur”,  niestety, jest pozbawione tychże wpływów. To wina zmian personalnych i radykalnego rozwoju grupy w stronę momentami dość dziwnego, mrocznego metalcore’a, zamiast prog death/grind’owej chłosty. W miejsce jazzowych breakdownów i pożądanych pauz pojawiły się orkiestracje, klawisze i sludge metalowy beton. Ten ostatni element jawi się niby jako nowość, ale niespecjalnie pasuje mi do wizerunku tego zespołu. I właśnie przez to grupa traci na tożsamym dla siebie wcześniej impecie i nieokiełznanej energii. Wystarczy cofnąć się do wydanego 2 lata temu „MMX” by mieć porównanie. Coś tutaj nie gra, bo ani ten mrok nie wydaje się być naturalny, ani dziwna dbałość o to, by kreować posępny klimat, często kojarzący się z post-metalem.

Dziwny to album. Niby rozpędzony do granic możliwości, niby jest to inteligentny metal wychodzący poza pewne ramy, a z całą pewnością poza WSZYSTKO, co grają inne, niemieckie kapele, ale ja tego nie kupuję. Nie porywa mnie ani to nowe brzmienie, ani monotonne wokale Nico, ani nawet przejście na 8-strunowe gitary.
Plus za ogólny eksperyment (zwłaszcza za „Krycek”), ale tym razem się im nie udało.
 
Grzegorz „Chain” Pindor