WAR BRIDES – Regrets (Triple Eye Rec.)

War Brides to trochę zespół zagadka, więc zbyt wiele wam o nim nie powiem. Są na tyle anonimowi, że RateYourMusic nie odnotował premiery ich najnowszej płyty. Jeśli chodzi o poprzednią, wydaną w 2013 „Burden” – oceniło ją zaledwie 3 użytkowników tego jakże szacownego serwisu. Na buniu niby jakieś lajki mają, dokładnie 792, ale nie prowadzą raczej zmasowanej promocji w social mediach. Zdaje się, że chicagowski kwartet ma Internety po prostu w głębokim poważaniu i skupia się na tym, co winno być sensem działalności każdego zespołu chcącego narobić trochę hałasu, czyli muzyce.

Skupili się na tyle, że wypuścili płytę całkiem przyzwoitą. „Regrets” to 9 utworów utrzymanych gdzieś na pograniczu noise, post-hardcore i math rocka, przy czym tego pierwszego składnika wydaje się być najmniej. „Czystych” dźwięków mamy tu, rzecz jasna, niewiele, przeważają dysonanse, jednak trochę brakuje zgrzytów, szumów i innych hałasów, aby z ręką na sercu przyznać rację tym, którzy opisują muzykę War Brides jako noise metal. Trzeba przyznać, że „Regrets” to bardzo równa płyta – połamane rytmy, zgrzytliwe gitary i przyjemnie pulsujący bas nie pozwalają się nudzić. Sekcja rytmiczna to w ogóle jeden z największych plusów krążka – nawet w banalnym „Designer Life” znalazło się wiele fajnych bębniarsko momentów, które przykuły moją uwagę, a przyznam, że zazwyczaj nie wsłuchuję się szczegółowo w pracę tego instrumentu. Bas – słychać go bardzo dobrze, co generalnie cieszy, bo – jak już wyżej wspomniałem – przyjemnie pulsuje, ale w tym miejscu muszę trochę ponarzekać na brzmienie. Otóż mogłoby być nieco mniej klarowne, a trochę bardziej niedbałe, nojzowe po prostu. Nie odbiera mi to co prawda radości z obcowania z „Regrets”, ale mam wrażenie, że dodatkowa dawka szaleństwa i brudu by się tej płycie przydała, na pewno jej nie szkodząc.War_Brides

Chociaż i tak jest brudno. Nie ukrywam, że dysonanse łykam zawsze i wszędzie, pod każdą postacią – jakoś tak kojąco wpływają na moją potępioną duszę – a tu mam ich aż w nadmiarze. Nie udało się jednak połączyć owych dysonansowych riffów z chwytliwością. Pomimo tego, że bardzo dobrze się ich słucha, szybko wylatują z głowy – być może jedną z przyczyn takiego stanu rzeczy jest fakt, że na „Regrets” w każdym utworze wszystko zmienia nam się jak w kalejdoskopie i nim mózg dobrze dany motyw przyswoi – wjeżdża następny.

War Brides to kolejny zespół, który czerpie z przebogatego dorobku lat 90. Niekiedy ważniejsze od grania na gitarze jest granie na sentymentach. Kwartet z Chicago dobrze o tym wie, ale zamiast odgrzewanego kotleta, podaje dobrze doprawione i całkiem świeże danie. To nic, że na brudnym talerzu. A może to nawet lepiej?

Paweł Drabarek

Cztery