VRTRA – My Bones Hold A Stillness (Sentientruin)

Nie wiem, kim są ci goście. Ponoć jest ich czterech, pochodzą z Sacramento i grają razem od dwóch lat. I choć ich personalia owiane są tajemnicą (jak sądzę, tylko do czasu), pewne jest, że udało im się nagrać jeden z najciekawszych black metalowych debiutów tego roku.

Wcale nie przesadzam, określając My Bones Hold A Stillness jednym z najlepszych debiutów na scenie. VRTRA do black metalu podchodzi dość nowocześnie (lub – co może byłoby właściwszym określeniem – dość nietypowo), jednak bez wycieczek w stronę hardcore’a ani budowania atmosfery w oparciu o plumkanie na delayu. Zespół swoją muzykę kształtuje przede wszystkim na nieznośnym ciężarze, bliższym sludge czy doom metalowi. Riff z utworu tytułowego spokojnie mógłby znaleźć się na jakimś albumie YOB, a może nawet na kultowym „Transcedence Into The Peripheral” diSEMBOWELMENT. Echa tego typu grania pobrzmiewają zwłaszcza w partiach gitar, momentami wysuwając się na pierwszy plan i spychając do kąta specyficzne dla black metalu tremola. Inspiracje doom metalem są też wyraźnie wyczuwalne w ogólnej atmosferze płyty – bardzo mrocznej, gęstej, skrajnie depresyjnej. Powiedziałbym wręcz, że sludge/doom odgrywa tak samo silną rolę, jak black metal i w równym stopniu jest punktem wyjścia do budowy „My Bones Hold A Stillness”. Piwniczna, nieco chałupnicza produkcja wyraźnie podkreśla sekcję i uwypukla ciężar, również partie wokalne lawirują chyba równie często w okolicach bulgoczącego growlu, co black metalowego skrzeku. O ile w otwierającym „Prepetually Hag Ridden” specyficznego dla gatunku chłodu i siarki jest jeszcze całkiem dużo, tak w zamykającym utworze tytułowym inspiracje cięższymi i wolniejszymi odmianami metalu zaczynają wyraźnie górować. grafa

Nie wierzę, by za VRTRA stali przypadkowi ludzie – to album zbyt dojrzały i przemyślany, do tego czerpiący inspiracje z niekoniecznie oczywistych źródeł. W pewnym sensie zespół stoi blisko Inter Arma, jednak już teraz, na etapie debiutu, cechuje ich bardziej bezkompromisowe podejście i chyba po prostu lepsze pomysły. „My Bones Hold A Stillness” to także album, który nie jest przekombinowany. Ma być ciężki i jest. Mroczny? Jest mroczny. Nie jest przy tym monotonny, przemyca nawet odrobinę melodii, oczywiście z rodzaju tych posępnych, przy których chętniej by się człowiek wieszał, niż nucił przy goleniu. Nawet jeśli zdarza się, że te trzy kompozycje niekiedy trochę się dłużą, wpadając w pułapkę doom metalowego smęcenia, ciężar i niebanalna atmosfera wynagradzają nieliczne chwile oczekiwania.

Biorąc pod uwagę, w którą stronę zdaje się aktualnie zmierzać black metal, kierunek obrany przez VRTRA może okazać się ciekawą alternatywą. Zespół nie podąża za wygasającymi już nieco trendami, unika przeintelektualizowania, a przy tym daleki jest od typowo ortodoksyjnego podejścia. Chłopaki po prostu wiedzą, że w metalu najważniejsza jest pierwotność i czystość emocji. Ani jednego, ani drugiego na „My Bones Hold A Stillness” nie brakuje.

Michał Fryga

Cztery i pół