VOLA – Applause of a Distant Crowd (Mascot)

Pula tegorocznych muzycznych premier co i rusz powiększa się o kolejne, doskonałe pozycje wydawnicze. Jedną z nich jest druga pełnometrażowa propozycja muzyków z miasta, w którym gang Olsena próbował dokonać skoku stulecia. W odróżnieniu do nieporadnej szajki słynnego Egona, jego pobratymcy zrealizowali bardzo udane dzieło.

Grupa Vola z Kopenhagi w najbliższych dniach wyda swoją drugą płytę. Po znakomitej, debiutanckiej „Inmazes” kwartet dokonał jedynie zmiany na stanowisku perkusisty. Na nowym albumie znajdziemy muzykę znaną z debiutu… ale nie tylko, odnoszę wrażenie, że chłopaki zupełnie postawili na spontan i zamiast drążyć wypracowaną formułę z poprzedniego krążka, zwyczajnie dali się ponieść wenie. Świadczy o tym przede wszystkim jeszcze większa rozpiętość użytych środków, bijąca z każdej piosenki. Djentowe zagrywki przewijają się w zasadzie przez większość czasu, ale nie zdominowały materiału, olbrzymi atut stanowi rozłożony równomiernie ładunek emocjonalny, który przybiera różne formy. Raz jest to delikatnie akcentowana harmonia, innym razem majaczące na drugim planie ambientowe plamy. Wszystko to jednak spina się w cholernie dobrze skomponowane piosenki. A te cechuje niezwykła subtelność i delikatność; jestem pewien, że właśnie te dwa przymioty są kluczowe i definiują nową produkcję Duńczyków. Każdy utwór mógłby istnieć niezależnie od siebie i być swoistym hitem radiowym (np. „Ghosts” zawiera wszystkie parametry takiego przeboju). Takie wrażenia potęguje również wyśmienita produkcja, za którą odpowiedzialny jest Andy VanDette (Porcupine Tree, Dream Theater, Rush). Świetna i lekko wchodząca płyta.vola

„Applause of a Distant Crowd” to propozycja dla fanów lubiących przystępne melodie i przejrzyste struktury harmonii, ale nie należy obawiać się wykalkulowanej muzyki. Od razu czuć, że nie obcuje się z fałszowaniem świadomości odbiorcy.

Sławomir Nietupski

Sześć