VISIGOTH – Conqueror’s Oath (Metal Blade)

Bardzo spodobał mi się nowy krążek amerykańskiego Visigoth, ale że na heavy metalu się nie znam, to pomyślałem, że znajdę kogoś, kto o tej muzyce ma jakiekolwiek pojęcie i z nim o „Conqueror’s Oath” pogadam – a jak palnę jakąś głupotę, to mnie zgani i poprawi. W ten oto sposób dziś na łamach Violence zadebiutuje redaktor Michał Zdancewicz, którego kojarzyć możecie z What The Fuzz Podcast.

Paweł: Róże dziwadła tu na Violence opisujemy, ale takie – nieczęsto. Prawdę mówiąc heavy metal gości tu jeszcze rzadziej niż przeciętny fan heavy metalu pod prysznicem – niemożliwe? A jednak. No ale dobra, koniec żartów, bo to przecież bardzo poważny temat. Przyznam szczerze, że nie jestem wielbicielem tego gatunku – jakoś tak zawsze nie po drodze mi było z tą muzyką. Visigoth mi się jednak spodobał i tak się teraz zastanawiam, czy to nie chodzi o to, że słuchając tej płyty znowu czuję się jak 12-latek odkrywający Iron Maiden; wydaje mi się, że „Conqueror’s Oath” uderza u mnie w dokładnie te same struny. Pytam cię teraz jako kompletny laik w tym temacie: czy to właśnie nie o to w heavy/epic metalu chodzi? Czy kluczem do nagrania dobrej płyty w tym gatunku nie jest właśnie odpowiednie zagranie na sentymentach?

Michał: Heavy metal to muzyka potwornie hermetyczna. Co więcej jest z nim ten problem, że najlepsze krążki nagrano już dawno temu. W końcu rzeczy z NWOBHM czy klasyki US poweru są już  mocno „dziadkowe”. Przy takich tworach jak Visigoth istotą jest to co powiedziałeś – zagranie na sentymentach i po prostu dobre kompozycje. Dobry riff jest dobrym riffem i nic tego nie zmieni. Nowy Visigoth jest pełen znakomitego riffowania, a do tego jest mocno hiciarski w dobrym tego słowa znaczeniu.

Paweł: Otóż to. Poza tym nie ma tam cekiniarstwa, zbędnych ozdobników i patosu.

Michał: No z tym ostatnim to do końca się nie zgadzam. Jest patos ale w takim słusznie epickim wykonaniu – kłaniają się Manowar, Warlord czy inni rycerze. Ale nie ma klawiszy z tyłka albo pokręconych aranżacji.v

Paweł: No jasne, ta muzyka z definicji jest patetyczna, ale w przypadku Visigoth ów patos nie kłuje w uszy, jego stężenie w tym roztworze jest idealne. Dla mnie dużym plusem jest też wokal. Taki… normalny. Przyznam, że nie cierpię zawodzenia w ultrawysokich rejestrach. Chyba tylko Kinga Diamonda z takich wyjców lubię (no dobra, pewnie jeszcze kogoś, ale nie przychodzi mi teraz do głowy).

Michał: Może Cię zaskoczę ale ja również ultra wysokie pianie toleruję w małych dawkach – choć są wyjątki jak Riot i ich „Thundersteel”. Zawsze wolałem wokalną szkołę Omen czy Warlord – czyli mocne głosy jadące średnim pasmem i tylko na chwilę wchodzące w wycie. Zresztą wokale to potężny plus Visigoth bo to one są odpowiedzialne za tą „hiciarskość” o której wspomniałem. Linie wokale są tak poprowadzone że aż chce się drzeć samemu ryja.

Paweł: Ta płyta jest idealnie wyważona – spodoba się komuś takiemu jak ty – fan heavy metalu, oraz komuś takiemu jak ja – gość, który z tego gatunku lubi ledwie kilka/kilkanaście płyt i go na co dzień nie słucha. Są hity, nie ma dłużyzn, a o patosie i innych takich już mówiliśmy. Jak sądzisz, „Conqueror’s Oath” ma jakieś wady?

Michał: Jak dla mnie – niespecjalnie. Są rzeczy do których mógłbym się przyczepić. Na przykład produkcja mogłaby być surowsza i bardziej naturalna bo niestety słuchać, że to robione w 2018. Osobiście chciałbym też odrobinę więcej mocniejszych riffów i może jakieś thrashowe akcenty. Ale to wszystko są detale tak naprawdę i czepianie się.

Paweł: Ale z drugiej strony – gdyby poszli z produkcją bardziej w surowiznę, to czy to już by nie było troszkę zbyt oldskulowe? Zbyt retro? Jak dla mnie brzmienie jest ok – znów, idealnie wyważone. Nie jest krystaliczne i przesadzone, ale też nie jest stylizowane na lata 80.

Michał: Może tu wyjdzie mój brak dystansu, ale dla mnie nie istnieje coś takiego jak „zbyt oldskulowe”. Najlepsze rzeczy w heavy metalu to czysty oldskul. Nie da się zagrać lepiej niż taki Diamond Head na „Lightning To The Nations”. Dla mnie tak mogłaby brzmieć każda płyta z heavy metalem.

Paweł: A ja bym nie chciał, bo byłoby nudno . Np. taki retro rock zaczyna mnie już nudzić. Ileż można…

Michał: Nie mieszajmy retro rocka do epickiego heavy metalu. Ale to zabawne bo retro rock i stoner często nudzą mnie niemiłosiernie. A nowej fali heavy mogę słuchać praktycznie bez końca.

Paweł: A co z tą nową falą heavy metalu? Znowu – pytam jako laik w tym temacie. Słyszałem kilka płyt, coś mi się obiło o uszy, ale nigdy głębiej w temat nie wchodziłem, bo mnie specjalnie nie interesował. Jakie albumy znać trzeba koniecznie?

Michał: Nie ma jakiejś listy która obowiązuje wszystkich a brak znajomości tych pozycji kończy się zgilotynowaniem. Ale na pewno warto posłuchać takich rzeczy jak Eternal Champion „The Armor of Ire”. obu albumów Night Demon, debiutu Gravebreaker czy płyt Seax.

Paweł: Jak twoim zdaniem ma się omawiana przez nas dzisiaj płyta na tle reszty podgatunku? Wybija się ponad przeciętność? Czy to tylko kolejny solidny krążek?

Michał: Rzekłbym że lepszy niż przeciętny. Hity robią ten album że tak się wyrażę.V1

Paweł: À propos hitów. Jak ci się podoba numer „Salt City”? Mi robi bardzo dobrze, prosty jak budowa cepa, ale do machania łbem na koncercie nadaje się idealnie. Poza tym to chyba kawałek, który najbardziej ze wszystkich kojarzy mi się z NWOBHM. Zastanawiam się jednak, czy nieco bardziej konserwatywnym fanom nastawionym na epic/heavy nie będzie on tu nieco przeszkadzał.

Michał: Nie ma co się zastanawiać – słyszałem już takie głosy. Że nie pasuje do reszty albumu, że po co jest i tak dalej. Jak dla mnie – świetny rocker, prosty i konkretny. Lubię takie przerywniki muzyczne jeśli tylko są dobrze zrobione. Ten jest. Naprawdę dobry numer. Jeśli kiedyś Visigoth pójdzie w tą stronę bardziej to się nie obrażę.

Paweł: No to, podsumowując – „Conqueror’s Oath” to kawał dobrego heavy. Nie myliło mnie przeczucie, pomimo bycia w temacie ignorantem (śmiech). Skoro i Tobie oraz tobie podobnym się podoba to myślę, że album może okazać się sporym sukcesem.

Michał: Mam szczerą nadzieję, że tak będzie. Chciałbym ich zobaczyć w jakimś małym klubie w naszym kraju bo czuję, że na żywo ta muzyka zadziała jeszcze lepiej.

Rozmawiali Michał Zdancewicz i Paweł Drabarek

Michała posłuchać możecie w What The Fuzz Podcast.