VIENIO VS WAY SIDE CREW – Wspólny Mianownik (Spook Records)

Ta płyta to efekt braterki sceny hip – hopowej i hardcore’owej. Vienio, znany z ekipy Molesta Ewenement i zespół Way Side Crew postanowili zjednoczyć siły, by udowodnić, że idea jest jedna, tylko środki do jej wyrażania różne. Co ciekawe, materiał z płyty to na nowo nagrane kawałki z solowego debiutu Vienia – „Etos 2010”. Tym razem, w oprawie gitarowych riffów i dudniącej perkusji nawijanki rapera prezentują się całkiem, całkiem, choć i tak po krążek sięgną głównie fani tzw. rapcore’a.

Gdyby ta płyta ukazała się np. w 1993 roku, gdzieś w okolicy planowanego debiutu 100% Bawełny, byłaby niezła sensacja, a Vienio i koledzy dzisiaj spijaliby śmietankę i liczyli grubą kapustę. Niestety, 100% Bawełny, czyli prekursorzy opisywanego tu stylu muzycznego nie trafili w swój czas a i „Wspólny mianownik” ukazuje się w momencie, kiedy rapcore jest tylko odległym wspomnieniem. Co nie powinno odbierać prawa do muzykowania podmiotom niniejszej recenzji;  inna sprawa, że Vienio to dzisiaj muzyk i producent cieszący się zasłużonym szacunkiem środowiska a nawet wychodzący daleko poza swoją działeczkę. Muszę przyznać także z rozbrajającą szczerością, mimo, iż w moim życiu rap gdzieś tam, wiele lat temu zaznaczył swoją obecność – dzisiaj nie do końca rozumiem taki rodzaj ekspresji, szczególnie w wydaniu klasycznym. Dlatego w pierwszej kolejności puentuję teksty. Może nie jest to poezja najwyższych lotów, ale tematyka zacna i nawet nieco kaznodziejski ton mi nie przeszkadza. Mamy więc ciekawe przemyślenia odnośnie różnic wyznaniowych („Różnice”), nostalgiczno – ironiczne spojrzenie na „ławkowy” etos („Niektórzy z nas”), połączone z tęsknotą za czasem minionym („Nowe bloki”), oskarżenie rzucone społecznej bigoterii („To on”), jest wreszcie komentarz odnośnie polskiego biznesu muzycznego („Undergraund”). Szkoda, że dobre wrażenie musieli zepsuć dresiarskim „Gril te sprawy”, widać taki flow…

Muzycznie jest nienajgorzej, choć raczej podkłady pod nawijkę Vienia są proste i ograniczą się do twardych riffów  i takich bębenków. Najlepiej wypadają te bardziej bujane groovy w rodzaju „Na wszelki wypadek” czy „Potwór”, gdzieś przewinie się nu metalowy riff („To on”), ciekawym pomysłem jest za to połączenie niby ska z rapem w „Nowych blokach”. Cóż, po Rage Against The Machine, Limp Bizkit czy Urban Dance Squad, trudno liczyć, że nasi załoganci wymyślą coś, co zrewolucjonizuje gatunek, będący w samej rzeczy zamkniętą historią. Na szczęście, nie musimy podchodzić do płyty ideologicznie i z jakimiś niebotycznymi wymaganiami. Jeśli sobie odpuścimy, okaże się że „Wspólny mianownik” idealnie nadaje się do odtwarzania podczas podróży samochodem albo na imprezach. A swoją drogą, ciekawy jestem, jak ta kolaboracja sprawdza się na żywo, bo tam zapewne nastąpi nieubłagana weryfikacja potencjału tej płyty. Życzę im, żeby te konfrontacje wypadły jak najbardziej pomyślnie.

Arek Lerch 

Cztery