VAPOUR TRAILS – Vapour Trails (Sonic Records)

Warszawskie trio wydało swoją debiutancką płytę i jest to idealna porcja drobnego hałasu w sam raz na zbliżające się zimowe dni. Niby nic nowego, ale jak powszechnie wiadomo, indie rocka z wyraźnym ukłonem w stronę Wysp, nigdy za wiele. Panowie przez dłuższy czas obijali się po świecie pod nazwą Phantom Taxi Ride, teraz pod nowym szyldem próbują ponownie skusić słuchacza. Zestaw jedenastu piosenek świata nie zmieni, ale całkiem przyjemnie łechce uszy.

Indie rock jest na tyle specyficznym gatunkiem, że upycha się w tym worku i eksperymenty i zwykłe, proste, niemal ogniskowe granie. W przypadku Vapour Trails mamy do czynienia z solidnie wyważoną pozycją, bo przy całej chwytliwości, prostocie i bezpretensjonalności, muzyka trio na debiutanckiej płycie fajne ewoluuje, od zwykłych, dwu – trzy akordowych piosenek w stronę całkiem dobrze pulsującej alternatywy. Prostota ma jeszcze jedną, zasadniczą cechę – od razu słychać, czy mamy do czynienia z talentem czy też zespół poza umiejętnościami technicznymi nie ma ręki do komponowania sprawnych, wpadających w ucho szlagierów.

Ekipa Krzysztofa Rycharda na luzie omija mielizny, proponując kawałki zwarte, czasami nawet nieźle przebojowe, bo „Teenage Heart” czy „Anne” mogą gdzieś tam w eterze ciutkę namieszać. Pierwsze zetknięcie z płytą wystawia nas na atak prostych, rytmicznych piosenek z dużą zawartością hałasującej gitary. „This Time Around”, leciutko transujący „Planet D.” i psychodeliczny smutas „Warsaw Hears Our Every Whisper” to dobre propozycje na deszczowe popołudnie. Lekko naburmuszona maniera, typowo angielskie dotykanie instrumentów, bez zbytnich, niepotrzebnych wariacji. Liczy się pierwsze wrażenie, chwytliwy akord i solidny bęben. Ale już gdzieś od alternatywnie pobrzękującego „Last Ride” zespół zaczyna zwalniać i dłubać w aranżacjach, ujawniając skłonność do – a jednak – poszukiwań poza typowo gitarowym poletkiem. Takie „Postcard From Serbia” czy „Devil Taxi Ride” są przesycone miękką elektroniką, przez co upodabniają się od ostatniej oferty Organizmu, tuż obok spokojnie pulsują wyciszone, znowu kierujące myśli w stronę neo – psychodelii „Chemicals” i „Homeless Soul”. Fajne zakończenie płyty, w pewnym sensie coś nawet sugerujące, choć sam zespół twierdzi, że to przypadkowe ułożenie kolejności. Ja tam im jednak nie wierzę, czując, że na drugiej płycie pokombinują znacznie bardziej. A na razie jest więcej niż dobrze.

Arek Lerch

Cztery i pół