VAMPIRE – With Primeval Force (Century Media)

W rozmowach o muzyce najciekawszą zazwyczaj kwestią okazuje się nie sam temat dyskusji a przemielone przez pryzmat gustu emocje, które towarzyszą kontaktom z dźwiękami. Najciekawsze z pogawędek o nutach odbyłem z ludźmi, którzy mają gust zdecydowanie inny niż ja, stąd też trochę przewrotnie o podzielenie się wrażeniami o nowym krążku szwedzkiego Vampire poprosiłem naszego redakcyjnego fana Dream Theater, czyli Łukasza Brzozowskiego, który jednak okazał się być w ocenie tego krążka dość zbliżony do mojego spojrzenia na „With Primeval Force”. Efekt jest taki, że znajdziecie tu zapis bardzo stonowanej, pełnej zgody, w sumie nawet dość nudnej rozmowy. Aha…, jeśli już teraz macie ochotę na wnioski – nowy krążek Vampire to świetna płyta, ale by dowiedzieć się, dlaczego, musicie przeczytać tą bardzo kulturalną konwersację.

W: Zanim zaczniemy znęcać się nad nowym krążkiem Vampire, wypadałoby ustalić czy zespół ten jest czymś więcej niż tylko absolutną pochwałą retro trendów. W tajemnicy powiem Ci, że dla mnie Vampire to w ogóle nie jest klasyczny zespół retro, ani old school death metalowy.

Ł: A ja twojej tezie tylko przytaknę. Może i Vampire nie tworzą nowej jakości w światku death metalu, może daleko im do innowatorów typu Morbid Angel… ale, cholera, grają po swojemu! Pierwsze, co się rzuca w uszy po lekturze ich najnowszej oraz debiutanckiej płyty, to luz. Bynajmniej nie chodzi mi o kultywowane przez thrashowców hymny pochwalne dla wyrobów browarniczych. Mam na myśli zdroworozsądkowe podejście Szwedów. Zapomnieli o wszystkim z pierwiastkiem „naj-„. Nie ma gonitw w śmiercionośnym peletonie, nie ma zawodów na najlepszą rekonstrukcję brzmienia z Sunlight Studios i w końcu nie ma zabaw w kopiowanie duetu Dismember/Entombed. Lubię to!

W: Prawdę mówiąc, liczyłem jakieś szkalowanie i bitwę na scyzoryki, ale cóż, muszę się zadowolić zgodą, która podobno buduje. Moim zdaniem z tym Vampire jest tak, że Ci kolesie i muzyka, którą tworzą, to w gruncie rzeczy uosobienie trendu retro. Bardziej niż oni old schoolowymi już być nie można, ale dokładając do tego tonę wspomnianego przez Ciebie luzu otrzymujemy zadziwiająco słuchalny „ekstremalny metal” jakby żywcem wyjęty z lat 80-tych. Ot, taki paradoks. Zespół old schoolowy, a świeży jednocześnie. Jak tak grzebię w pamięci to równie dobrze ostatnio bawiłem się przy „Black Magic Fire” Crucifyre. Dobra, wróćmy do tematu. Gdybyś miał jednym słowem opisać „With Primeval Force” to jakim sloganem byś rzucił?band

Ł: Autentyczna. I tutaj znowu muszę coś wyprostować: zupełnie daleko mi do twierdzenia, że dziesiąty z kolei klon Grave jest autentyczny. Nie, to, co najwyżej koniunktura, próba wpisania się w obecnie panujący trend na groby. Vampire są inni. Z jednej strony śmiało operują wieloletnim dorobkiem szwedzkich mistrzów death metalu, ale gdzieś obok tworzą własne poletko. Czuję w tym wszystkim pewien rodzaj natchnienia. Takiego ukrytego głosu w głowie naciskającego: „just do it!”.

W:Sprawa jest prosta: Ci kolesie napierdalają metal od lat. Mieli już w CV zespoły black metalowe, grali heavy, thrash i death metal, a od kilku lat, gdy zaczęli z Vampire, połączyli te doświadczenia w jedno. Co ciekawe, żaden z ich poprzednich składów nie przebił się do szerszego grona odbiorców. Przyszedł odpowiedni czas, zaczęła się moda na old school i nagle okazało się, że można, że takie bezpretensjonalne granie, w którym słyszę właściwie wszystko od Mercyful Fate, przez Slayer, Venom po wspomniany przez Ciebie Grave znów ludzi kręci. Mówisz „autentyczna” a ja powiem „swobodna”.

Ł: I przede wszystkim nieco odmienna. Nie powiesz mi, że wśród nowoczesnych „rekonstruktorów” manewry stosowane przez Vampire są czymś zupełnie powszechnym.

W: Umówmy się, że nie są. Z bardzo prostej przyczyny. Większość dzisiejszych old schoolowców ma w gruncie rzeczy marne pojęcie o tego typu muzyce. Myślą, że wystarczy maksymalnie zasyfić brzmienie, zerżnąć parę riffów od Autopsy czy Morbid Angel no i sukces gwarantowany. Tylko, że nie tędy droga. W czasie, gdy „ekstremalny” metal dopiero się rodził, symptomatyczne było to, że każdy z nowych zespołów miał własne, właściwie niepowtarzalne brzmienie, ale co ciekawe kapele, nawet te death metalowe miały też specyficzny feeling, dzięki czemu powstawały płyty, których lektura również dziś jest czystą przyjemnością, i które nie zestarzają się za kolejne 10 lat. Vamipre podobnie jak niemiecki Venenum na „Trance of Death” sięga do sedna, łapie za ryj istotę death metalowego grania i szlaja się z nią po wszelkich spelunach, odwiedza thrash, heavy czy black, a wszystko ze smakiem, swobodą i dziwnym jak dla maniaków retro autentyzmem. Na „With Primeval Force” mamy zarówno old schoolowy brud i zapiaszczone brzmienie jak i świetne wpadające w ucho riffy oraz melodie. No rzadko mi się to ostatnio zdarza, ale taki metal to ja kupuję.

Ł: Skoro już wspomniałeś o innych kapelach podążających własnymi ścieżkami, głupio by nie wspomnieć o Morbus Chron. Faktycznie, ich pierwszy album mógłby nosić tytuł „Autopsy dla opornych”, lecz wydane w trzy lata po nim „Sweven”, to zupełnie nowa, jakość. Zawirowany lot w psychodeliczne rejony meandrujący zupełnie poza orbitą. Niesamowita rzecz. Odnoszę wrażenie, że najnowszy album Vampire też kultywuje tego typu podejście do sprawy metalu śmierci.

W: Wspólny mianownik między Morbus Chron a Vampire? Idziesz na łatwiznę. Jeśli pozostajemy na Północy to porównałbym raczej Vampire do Miasmal, a Morbus Chron to świetny przykład (podobnie jak Tribulation) tego jak old school, jako środek wyrazu szybko zaczyna przeszkadzać młodym grajkom. Twórcy „With Primeval Force” to w gruncie rzeczy muzycy, którzy rozwijają się poprzez całkowity regres gatunkowy i jeszcze głębsze zejście w kierunku lat 80-tych. W sumie to nie zdziwiłbym się gdyby na kolejnej płycie było sporo siarczystego heavy metalu.

Ł: No dobrze, Vampire służą regresowi. A nie uważasz, że jest to działanie o określonym czasie żywotności? Truchło w końcu się rozłoży i nie będzie jak tego ciągnąć.

W: To logiczne, że każde jak mówisz truchło z czasem zeżrą robaki, ale metal w wydaniu takim jaki prezentuje Vampire wraca, co jakiś czas, więc prognozuję, że trochę jeszcze pograją. Zataczamy coraz szersze kręgi a przecież tematem tej dyskusji miał być „With Primeval Force „, a nie trendy i mody, których w swojej karierze słuchacza przerobiłem już tyle, że pamięć zawodzi by je zliczyć. Jest na tej płycie coś, co Cię wkurwia?Live

Ł: Tak. Brak jednego, soczystego przeboju, który spokojnie mógłby wywindować tę kapelę na wyższy pułap od tego, w którym kręci się obecnie. Stać ich na to.

W: To akurat nie jest wielka wada. Mało tego, wydaje mi się, że „pułap”, o którym wspominasz jak na muzykę, jaką tworzą krwiopijcy i tak jest już wysoki. Nie oczekuję od nich supportowania Behemoth czy fajerwerków z dupy. Zazwyczaj czepiam się w muzyce wielu rzeczy, ale tym razem chyba odpuszczę. Dostałem od Vampire taki materiał, jakiego oczekiwałem.

Ł: Ja również jestem zadowolony z tego, co Vampire nam spłodzili. I również zgadzam się z tym, że ta muzyka już nie przeskoczy pewnego poziomu popularności. Niestety, nie te czasy. Najważniejsza w tej układance jest jednak wyrazistość nowego dzieła Szwedów. I to prawdopodobnie dzięki niej nie zapomnę o tym wydawnictwie w ciągu kilku tygodni.

W: Jeśli fan Dream Theater mówi takie słowa to Drogi Czytelniku wiedz, że coś się dzieje…

Kulturalnie konwersowali Wiesław Czajkowski (oczywiście – W) i Łukasz Brzozowski (wiadomo – Ł)

Zdjęcia: archiwum zespołu/Jens Wassmuth