VALKYRIE – Shadows (Relapse)

Naszywki The Obsessed i Scorpions na jeansowej katanie jednego z muzyków od razu zdradzają zamiary tego zespołu. Valkyrie grają muzykę dla prenumeratorów Teraz Rocka, żywcem wyciągniętą z lat 70. I robią to dobrze. Niekoniecznie mam w tym momencie ochotę na taką muzyczną podróż w przeszłość, ale biorąc pod uwagę szyld, jaki sobie wybrali mogło być dużo gorzej.

Problem z tymi wszystkimi zespołami retro jest taki, że chcąc nie chcąc czuję się, jakbym pisał w kółko tę samą recenzję. Czytelnik oczekuje jakiegoś elementu zaskoczenia, ale jak tu pisać oryginalnie o muzyce, która oryginalności nie ma za grosz? Jak zabawić pisaniem i jego, i samego siebie, kiedy napisało się już podobnych recenzji kilkadziesiąt? Potraktować to jako wyzwanie, czy zastosować kilka prostych sztuczek i zagrać czytelnikowi na nosie? A może machnąć na to ręką i poprzestać na zwykłym opisie płyty?

Na pewno nie sypnę z rękawa tuzinem błyskotliwych porównań, ale mogę z czystym sumieniem napisać, że jedną z głównych inspiracji Valkyrie jest Wishbone Ash. Zdradzają to nie tylko charakterystyczne melodie i gitarowe dialogi, ale też partie wokalne. I w sumie spokojnie można by było się nabrać, że jest to płyta nagrana bardzo dawno temu. To muzyka pokolenia naszych rodziców. Nigdy nie nosiłem dzwonów i nie wplotę sobie kwiatów we włosy podczas podróży do San Francisco, ale od czasu do czasu słuchanie dźwięków z tamtej epoki sprawia mi frajdę. Dzisiaj akurat umiarkowanie mnie one cieszą, ale musiałbym być głuchy jak pień, żeby nie usłyszeć, że mam do czynienia z utalentowanym zespołem. Zatem piątki może im nie przybiję, ale poklepać po plecach i pochwalić mogę, bo na tyle sobie na pewno zasłużyli.Nicole Butler 3

Żeby jednak nie było za słodko, trzeba na to wszystko spojrzeć nieco bardziej krytycznym okiem. Mimo znakomitego opanowania formy, Valkyrie nie mają jeszcze w swoim dorobku utworu na miarę „The King Will Come” czy „Persephone”. Chwilami, jak na przykład w „Carry On”, już prawie, prawie się to materializuje. Nie zdziwiłbym się, gdyby na którejś z kolejnych płyt udało im się coś takiego stworzyć, ale ten moment jeszcze przed nimi. Póki co jest obiecująco, ale „Shadows” to już trzecia płyta w ich dorobku, więc można chyba oczekiwać czegoś więcej.

Michał Spryszak

Cztery i pół