VADER – Wojna totalna (Jarek Szubrycht) Wydawnictwo SQN

To, że powstanie książka biograficzna na temat olsztyńskich death metalowców, było tak oczywiście, jak to, że… powstała książka o Behemoth. I to będzie ostatnie zdanie zestawiające te dwie biografie, jeśli zatem ktoś liczy na sensacje, próby porównania tych ważnych dla krajowego metalu książek, może spokojnie darować sobie czytanie poniższych słów. Bo też nie mam zamiaru niczego udowadniać, komentować i analizować. Napisana w bardzo osobistym tonie biografia, wymaga ode mnie równie osobistego potraktowania, bez chłodnego, terazrokowego obiektywizmu…

Pisanie biografii w 2014 roku, kiedy Internet mamy niemalże wbudowany w nasze złącza nerwowe, wydaje się pomysłem cokolwiek ryzykownym. Tym bardziej, że chodzi o zespół żyjący tu i teraz. Kto chce, może sporo wyszperać w czeluściach sieci na temat ulubieńców, można śledzić facebooki, doniesienia prasowe, wywiady. Czy chcę zatem udowodnić, że „Wojna totalna” nie ma racji bytu? Może w innych okolicznościach przyrody tak mogłoby się zdarzyć. Na szczęście – książkę napisano w nieco inny sposób, przez co nawet dla osoby względnie obznajomionej z tematem, będzie to całkiem przyjemna chwila.

Przede wszystkim – broni idei autor Jarek Szubrycht – z sieci nie można dowiedzieć się wszystkiego. Większość informacji, jakie znajdziemy jest podporządkowana kalendarzowi – trasom i wydaniom płyt. Książka mówi o pewnych rzeczach z dystansu, bez ciśnienia na aktualność. Nie chodzi o kwestie promocyjne, poza tym – mamy dużo historii zespołu sprzed ery Internetu. Poza tym – zespół nie uchylił się przed żadnym pytaniem, nie wykreślono niczego podczas autoryzacji. Oczywiście dominuje Peter, ale pojawiają się rozmowy z setką osób, związanych z zespołem, w związku z czym pojawiają się różne, czasami nawet rozbieżne opinie na te same epizody…”.

Warto jednocześnie zaznaczyć, że nie jest to biografia, idąca tropem „Brudu” czy „Młota Bogów”, jeśli więc ktoś spodziewa się relacji z orgii, seksualnych ekscesów itp. rozrywek, może poczuć się zawiedziony. Inna sprawa, że żyjący muzycy raczej nie chcą (co można też odnieść do biosa Behemoth…) żeby ich trasowe życie miało wpływ na codzienne kontakty z bliskimi. Choć trudnych tematów w niniejszej publikacji nie brakuje. Sam autor twierdzi, że wzorce czy inspiracje, podczas pisania „Wojny…” były dość jasne – „Oczywiście, są książki, które mi się podobają, poza tym, dużo piszę i mam doświadczenie, jeśli zaś chodzi o inspiracje, wyciągnąłem wnioski z prac nad biografią Slayer”.

Największą zaletą „Wojny totalnej” jest fakt bardzo bliskiego kontaktu zespołu i autora, który często w narracji występuje w pierwszej osobie, wyraźnie dając znak, że w tych czy innych sytuacjach uczestniczył, co – moim zdaniem – dodaje książce autentyczności, choć ktoś może Jarka posądzić o brak obiektywizmu. Sam zainteresowany nie pozostawia co do tego złudzeń – „Nie próbowałem być obiektywny. Przeżyliśmy razem dużo i udawanie dystansu nie miałoby sensu. Nie jestem obiektywny, jestem częścią tej historii…”. Ten sposób narracji pociąga też moje postrzeganie historii Vader, bo w kilku miejscach i moje ścieżki z vaderową marszrutą się skrzyżowały. Czasami mniej, czasami bardziej świadomie. Kiedy czytam zatem o nagrywaniu „De Profundis” w Gdyńskim Modern Sound, przypominam sobie, że tuż przed wejściem Vader do studia, sam w tym miejscu z różnych powodów przebywałem. Kiedy czytam o perypetiach zespołu podczas sławetnego koncertu w Spodku w 1998 roku, przypominam sobie spotkanie z ekipą Petera tuż po tym występie, w spodkowych kazamatach. Pamiętam – przepraszam za emocje – jak bardzo podobał mi się występ zespołu, do dzisiaj zresztą uważam (czemu dawałem już na łamach Violence wyraz), że Black To The Blind to najlepsze dzieło grupy i raczej zdania nie zmienię. Kiedy czytam o nagrywaniu pierwszych demówek na kasetach Maxell, przypominam sobie własne eksperymenty na tych taśmach, przywożonych przez wujka z „rajchu”. Trafiam na opowieści o konflikcie z magazynem Brum, i sławetnej „autoryzacji” wywiadu do tegoż medium, którą to autoryzację w postaci przysłanej do redakcji faksem… widziałem na własne oczy. Miałem przyjemność stać na deskach londyńskiego klubu Underworld, który także w biografii się pojawia. Wreszcie pirackie historie, związane z „The Beast”, ech… sporo tych wspomnień…Wojna Totalna

Dla młodszych czytelników, którzy nie dorastali wraz zespołem, opowieści o początkach działalności, abstrakcyjnych z dzisiejszego punktu widzenia problemach z kserowaniem okładek itp. historie będą zapewne bezcenne. Przede wszystkim jednak książka – pomijając różne personalne kontrowersje i zawirowania – pokazuje ciężko harujący zespół, który wszystko poświęcił karierze, ciągle jest w drodze i doświadcza nie tylko uwielbienia ze strony fanów, ale też niewygód, kiepskiego żarcia, walczy z własnymi słabościami i ciągle nie ma dość. Przyjmijcie, że Peter ma dzisiaj 49 lat a następnie rozejrzyjcie się wokół siebie: jak wyglądają współcześni pięćdziesięciolatkowie? Ok., nie trzeba odpowiadać, bo wiadomo, że wielu z nich, po tygodniu w trasie nadawałoby się na oddział intensywnej terapii. To stwierdzenie kieruję szczególnie do malkontentów myślących, że zespołowe życie to spełnienie marzeń o tzw. romantycznym „nicnieróbstwiepanienkachiwódzie”. Rzecz jasna – żeby być obiektywnym, muszę też przyznać, że dużo lepiej – z dzisiejszej perspektywy – jest mi czytać o zespole, niż słuchać ostatnich płyt, bo grupa gdzieś tak od „Reign Forever World” pozostaje na solidnym, rzemieślniczym pułapie, jednak nie budzi aż takich emocji, jak miało to miejsce w przypadku pierwszych trzech krążków. Owszem, raz nagrywa materiał bliższy klasyki, to znowu nieco przyspiesza, nawiązuje do przeszłości („Welcome to the Morbid Reich”), albo wspina się na szczyty agresji. Dużo bardziej istotne są dla mnie historie interpersonalne, współdziałanie muzyków i cała otoczka, bez której grupa nie mogłaby funkcjonować na swoim, wysokim, poziomie. Ważne jest dla mnie także to, że w czujny sposób pokazano relację Peter – reszta, bo wiadomo, że od pewnego czasu grupa dość często zmienia podstawowy skład. Czy dzisiaj można zresztą sądzić, że Vader to ktoś inny niż Peter?

Jarek Szubrycht mógł osobiście doświadczyć „życia gwiazd”, szczególnie kiedy po kilku dniach wspólnego wojażowania z zespołem (europejska trasa w 2007 roku) zmasakrowany żołądek odmówił mu posłuszeństwa, ale zdarzały się też poważniejsze kryzysy, które jednak nie zmieniły optyki, oddajmy zatem głos samemu zainteresowanemu – „Owszem, kryzysy były, ale nie miałem wątpliwości, że chcę skończyć książkę, tym bardziej, że dałem słowo… Poza tym – to świetna historia i decydowała moja, dziennikarska zachłanność – nie wyobrażałem sobie, by mógł to zrobić ktoś inny. Były za to inne rzeczy, które wpływały na pracę – proza życia, kwestie rodzinne, ale także poważne tąpnięcia w samym zespole, chociażby kryzys, jaki nastąpił w Vader tuż przed 25 – leciem, kiedy zespół praktycznie się rozsypał, co mocno wpłynęło na moją pracę…”.offic zespol

Książka to nie tylko historia, bagaż informacji, ale także – co dzisiaj staje się momentami mało istotne – wydanie. Trudno spodziewać się, że tak wyczekiwane dzieło będzie pod tym względem miałkie – jest zatem sztywna oprawa, zszywane karteczki – jeśli za pół rok nadal będzie się to wszystko trzymać w kupie – uznam, że wydawca przyłożył się do zadania. No i zdjęcia. Fakt, sporo z nich tu i ówdzie wcześniej krążyło, jednak trudno oczekiwać pod tym względem jakichś rarytasów. Nie powiem, że jest jakoś specjalnie skromnie. Ot, trzy sekcje z różnych okresów działalności, oczywiście są klasyczne, przedpotopowe obrazki z dość śmiesznie wyglądającym zespołem, jak i najnowszy skład, odpowiedzialny za Tibi et Igni (reklamy tejże płyty nie zabrakło – pojawia się na wewnętrznej obwolucie wydania). Jeśli chodzi o całkowite rarytasy, niewątpliwie jest to fotografia zespołu przebranego za… talibów (Vader raczej rzadko sobie na takie żarty pozwala) i Peter czesany przez babcię. Reszta, raczej standardowo. Co w samej treści spodobało mi się najbardziej? Pewnie opisy wojaży i życia w trasie, czyli esencja, na milę śmierdząca niestrawionym alkoholem i brudnymi skarpetami. Nie bez kozery Vader jest często porównywany do formacji wojskowej. Tu nie ma przelewek, choć byłbym idiotą, twierdząc, że trasy koncertowe to sama zabawa. Tak dobrze nie jest. No i oczywiście kwestia kontrowersji… Może tego właśnie tu brakuje. Jasne, dużo jest o narkotykowych problemach Docenta, bo Peter byłby hipokrytą, gdyby tego tematu unikał… Są różne punkty widzenia odnośnie odejścia z grupy Novego (co ciekawe, wątek basisty podobnie niejednoznacznie wygląda w przypadku bio Behemoth…) i rozsypki przed obchodami 25 – lecia. W sumie nie dziwię się, że dzisiaj Vader to Peter plus reszta. Dzięki temu nie ma już obawy o kolejne „rozpady zespołu”. Jest też kilka wątków, o których wiem, a które się w książce nie pojawiły… Cóż, takie publikacje mają swoje prawa. Biografia Vader jest prezentem dla fanów a nie szpilą wsadzoną w środowisko. Ogólnie, nad całą książką unosi się taki… dobroduszny klimat i zespół – pomijając wszystkie ciemniejsze momenty w karierze – pokazany jest w sympatyczny sposób. Widać, że nie chodziło o wyciąganie na siłę sensacji, wywlekanie brudów a raczej o oddanie pewnego klimatu związanego ze współczesną, death metalową sceną.

Wprawdzie obiecałem tego nie robić, jednak porównanie ze wspomnianą biografią Behemoth jest nieuniknione – wydaje mi się, że książka o Vader wychodzi w mniej dramatycznych okolicznościach, niż miało to miejsce w przypadku trupy Nergala. Vader ma swoją marszrutę i w roku 2014 nic nie wróży zmiany tego kursu. Czy tak właśnie będzie? Na to pytanie odpowiedzieć może najlepiej biograf grupy – „Myślę, że zespół jest na takim etapie, że burze są już za nimi. Peter zawsze będzie to robił. Grupa ma wykrystalizowany styl, nagrywa lepsze i gorsze płyty, zmieniło się nieco podejście do samego zespołu. Z punktu widzenia dziennikarza, czeka nas teraz mniej ciekawy okres w historii Vader: dla biografa nudy, dla fanów spokój”.

I tym akcentem kończę swój wywód, zachęcając jednocześnie do lektury. Obiektywnie (czy aby na pewno?) – warto.

Arek Lerch

Wydawnictwo SQN ufundowało nagrodę w postaci książki „Wojna totalna”. Szczęśliwym właścicielem stanie się osoba, która odpowie drogą mailową na proste pytanko, które znajdziecie na naszym facebooku.