VADER – Future Of The Past II – Hell In The East (Witching Hour)

Podobno, jak twierdzi ludowa mądrość, nie powinno się wchodzić dwa razy do tej samej rzeki. Chociaż, jak mawia inna mądrość – do odważnych świat należy. Nowe wydawnictwo Vader jest dla mnie tak dużego kalibru zagwozdką, że dopiero wspomniane wyżej ludowe mądrości wsparte garścią innych, mniej ludowych a bardziej ekonomicznych prawideł dały mi odpowiedź na pytanie po co komu dziś potrzebna jest płyta taka jak „Future Of The Past II – Hell In The East”…

Na początek garść stwierdzeń czysto obiektywnych. Vader to zespół, który grać potrafi, więc zgodnie z przewidywaniami nagrywając pod raz drugi w karierze album z coverami robi to z klasą i polotem godnym instrumentalistów z najwyższej półki. Powiedzmy sobie szczerze, chyba nikt nie miał wątpliwości, że będzie to płyta dobra i słuchalna. Potwierdzam „Future Of The Past II…” to album naprawdę dobry i naprawdę słuchalny. Trzeba też Generałowi oddać to, że wartość tego materiału to tak naprawdę jego wartość edukacyjno-historyczna. Być może „vader-maniax” to gatunek na wymarciu lecz warto docenić, że tym wydawnictwem zespół przypomni wielu osobom, nie tylko w naszym kraju, jak znakomitą scenę metalową mieliśmy w latach 80-tych. Oprócz kwestii czysto historycznych warto też zwrócić uwagę na to, że dobór wykonawców jaki Vader serwuje na „Future of the Past II…” jest zwyczajnie znakomity, ale akurat w tej kwestii zasługa po stronie zespołu jest tylko połowiczna bowiem największe brawa należą się tym, którzy kiedyś te nieśmiertelne zespoły tworzyli. Oczywiście, nie można nie powiedzieć nawet słowa o tym, że Vader tchnął w te pokryte już wiekową warstwą kurzu numery siły witalne i zachowując właściwie pierwotny charakter kompozycji obudził w nich nowe życie. „Future Of The Past II” to dwanaście ciętych, mocnych hitów, szkoda tylko, że tak brzmiący i tnący niczym brzytwa materiał nie jest owocem kreatywnej, kompozytorskiej wizji Petera.offic-zespol

Jeśli wszelką krytykę Vader uważacie za przejaw ignorancji i buty, proponuję w tej chwili zakończyć lekturę tego tekstu. Jak wspomniałem wyżej, obiektywnie rzecz ujmując, najnowsze wydawnictwo Vader to płyta jakościowo dobra i bardzo słuchalna, tyle, że moim zdaniem jest dowodem na niemoc twórczą, na którą zespół ten cierpi już od lat. Gdy patrzę dziś na dyskografię Vader od roku 2000, naprawdę ciężko jest mi znaleźć pozycję, której słuchałem dłużej niż kilka dni. Nawet początkowo ożywczy i odświeżający Welcome to the Morbid Reich okazał się być płytą, która na dłuższą metę ma niewiele do zaoferowania, że o ostatnim, moim zdaniem, po prostu boleśnie wtórnym albumie już nie wspomnę. Pozostańmy jednak przy „Future Of The Past II”. Zacznijmy od tego, że sam pomysł na wydawnictwo z coverami to w historii zespołu nic nowego; uwagę zwrócić należy nie na to, że Vader po raz drugi sięga po cudze numery a na fakt, że poprzednio uczynił to w najbardziej kreatywnym okresie swojej historii, pomiędzy „De Profundis” a Black to the Blind – płytami, które dziś zaliczamy do klasyki gatunku. Teraz czyni to w chwili gdy poza odgrzewaniem kolejnych, starych materiałów nie ma już chyba do zaoferowania nic świeżego. Trochę to smutne, że jak zauważył pewien znany w podziemiu człowiek, dziś największe emocje w przypadku Vader budzą reedycje demówek i płyta z coverami. To dowód na to, że dzisiaj Vader to właściwie nic więcej poza wtórnym, lekko festyniarskim, metalowym kuglarzem, który te same sztuczki będzie pokazywał ku uciesze gawiedzi to ostatniego tchnienia. Jakoś na chleb zarobić przecież trzeba…

Trochę mi żal tego co stało się z tym zespołem. Rozumiem bajki o rozwoju, o nowej/starej, podszytej mocno thrash’em drodze twórczej, ale mimo wszystko uważam, że to jedynie pirotechniczny szoł na scenie i ciągle zjadanie własnego ogona. Moim zdaniem, nie doczekamy się już wydanej przez ekipę Petera płyty na miarę klasyków sprzed lat. Ale, jak mawia młodzież – skoro „hajs się zgadza” to po co budzić ryzykowny, twórczy ferment?

Wiesław Czajkowski

Trzy