VADER – Welcome to The Morbid Reich  (Nuclear Blast/Warner Music)

Nie da się ukryć tego, że przy całym szacunku jakim darzę Vader, ostatnie dokonania grupy Petera oceniam raczej chłodno. Powiem nawet więcej – „Impressions in Blood” oraz „Necropolis” przesłuchałem właściwie tylko z obowiązku i niemal od razu odstawiłem na półkę, gdzie do tej pory porastają kurzem. Tym bardziej dziś mi głupio, gdy jestem po pierwszych odsłuchach nowego dzieła Vader. Gotowym nawet odszczekać wszystkie, mądre teksty w rodzaju „Vader to już się chyba kończy powoli”. Peter stworzył bowiem album, który dorównuje mocą i poziomem kultowym płytom z lat 90. Vader wrócił na death metalowy tor i zaczyna kolejną, pancerną ofensywę!

Nowy album Vader stworzony został ze składników jakie zawierać musi dzieło warte uwagi i pozostawiające w głowie słuchacza wyraźny ślad. Potężne, tłuste i selektywne brzmienie oraz świetne kompozycje po prostu miażdżą. Może mój zachwyt nad „Welcome to The Morbid Reich” wydaje się Wam nieco na wyrost, ale nie zamierzam ukrywać tego, że Vader AD 2011 kupił mnie od pierwszych dźwięków, jakie wylały się z głośników po odpaleniu płyty. Peter powrócił do starego logo i trochę czuć tu echa Vader sprzed dekady, jednak ani przez chwilę nie czuję, żeby komponując nowe utwory ktoś starał się zagrać pod publikę i dać fanom to, na co czekają. Vader to zespół nowoczesny i death metal, jaki uprawiają na „Welcome to The Morbid Reich” ani przez chwilę nie odbiega dzisiejszych standardów. Podoba mi się to, że płyta ta przyniosła kilka ciekawych smaczków nadających jej doskonałego, pełnego kolorytu i głębi przekazu, czyli innymi słowy, jest to muzyka wielowymiarowa, wymykająca się prostym i jednoznacznym porównaniom. Doskonale prezentuje się forma wokalna Petera, który tym razem czasem urozmaica swój charakterystyczny sposób śpiewania wysokim wrzaskiem co doskonale wpasowało się w klimat nowych kompozycji. Moim zdaniem wokale na „Welcome to The Morbid Reich” to jedne z najlepszych jeśli nie najlepsze vox’ w dotychczasowej karierze Petera.

Jeśli mowa jest o samych utworach, to tym razem nie tylko Peter komponował materiał. Wspomógł go Pająk lecz bez zaglądania do wkładki nie sposób ocenić, które numery zrobił drugi gitarzysta Vader. Każdy z kawałków na płycie to czysta esencja stylu zespołu, brutalne lecz nie pozbawione melodii death’owe granie z odrobiną wpływów thrash’owych, których tym razem jest jakby mniej. Wszyscy, którzy obawiali się, że Pająk będzie chciał zrobić z Vader drugi Esquarial mogą odetchnąć z ulgą…

Kolejnym elementem muzyki Vader, który zrobił na mnie duże wrażenie są doskonałe solówki, których mamy tu całe mnóstwo. Nie wiem czy tylko ja odnoszę takie wrażenie, ale niektóre partie solowe mocno kojarzą mi się ze stylem gry Chucka Schludinera z Death. Może chodzi o podobny feeling a może ten sam poziom zakręcenia i opanowania technicznego instrumentu; w każdym bądź razie warto poświęcić chwilę czasu na wyłuskanie z metalowej nawałnicy jaka zdecydowanie przeważa na płycie doskonałych solos… Moim zdaniem „Welcome to The Morbid Reich” to jedna z ważniejszych płyt w dorobku Vader. Peter udowodnił, że nadal liczy się w stawce największych, death metalowych załóg tego świata. Nowa dekada w historii grupy została otwarta świetną płytą, oby tak dalej! Napierdalać!!!

Wiesław Czajkowski 

Pięć i pół