UZIEL – Diagnosis F44.3

Koń jaki jest, każdy widzi. Parafrazując to słynne powiedzonko, można stwierdzić, że obecne czasy jakie są, każdy może zobaczyć. Pośpiech, nadmiar informacji, pogoń za mamoną i wszelkie inne stresowe sytuacje powodują, że śmiało można przychylić się do stwierdzenia, iż nie ma ludzi zdrowych psychicznie, są tylko niedokładnie zbadani. Z tym sformułowaniem najprawdopodobniej zgadzają się także członkowie śląskiego Uziel stawiając nam nietypową diagnozę, którą przedstawili na swoim pierwszym w dorobku, długo wyczekiwanym pełnym albumie „Diagnosis F44.3”, zapraszając tym samym na wędrówkę po pokrętnych labiryntach obłąkanego umysłu.

Uziel to kapela, która działa już 13 lat i jedna z tych, które przyprawiły mnie o konieczność stwierdzenia: „cholera, dlaczego wcześniej nie poświęciłam im należnej uwagi”. Końcem maja przedstawili nam bez wrzawy i wzniosłych okrzyków swoje najnowsze dziecko, a zarazem pierwszy album długogrający o niezwykle intrygującym tytule „Diagnosis F44.3”. Ów tytuł już sam w sobie jest kluczem do całej zawartości. Co kryje się pod tajemniczym F44.3? Jaką diagnozę stawiają nam muzycy?

Jesteśmy opętani, a jeśli jeszcze nie jesteśmy, to po wysłuchaniu ich dziecka z pewnością przybliżymy się ku temu o krok. Diagnosis to płyta oparta na koncepcie i od początku do końca ściśle się go trzyma. Panowie zapraszają nas na wizytę, i nie jest to wizyta przy piwku w knajpie, ale zaproszenie do zimnych, mrocznych murów szpitala dla obłąkanych, gdzie odkryjemy najciemniejsze, najbardziej złowrogie i chore zakamarki ludzkiego umysłu.UzielLogo

Ciężko jednoznacznie sklasyfikować muzykę, z jaką mamy do czynienia, bo jest ona równie pokręcona jak schizofreniczny koncept całego zamieszania. Death metalowa agresja spaja się z blackową ekspresją by osiąść na solidnym, doomowym fundamencie. Masywne, ciężkie riffy przeplatają się z łagodniejszymi partiami, w których subtelne klawisze przedzierają się przez gitarowy łomot. Połamane rytmy raz galopują jak obłąkany uciekinier, raz leniwie wpełzają w świadomość. Nawiedzone wokalizy od agresywnego growlu, przez szaleńcze krzyki po niemal płaczliwe melorecytacje udźwięczniają teksty żywcem wyrwane z nawiedzonego umysłu, w które wplecione zostały fragmenty poematów Williama Blake’a, nomen omen posądzanego o objawienia. Różnorodność środków to ogromny plus tego wydawnictwa, tworzący niesamowity, niespokojny i ciężarny (nie ciężki, ciężarny jak Rosemary, która za chwilę wyda na świat samego diabła…) klimat. Trzeba przyznać, że jak na ludzi, którzy podobno nie mieli styczności z chorobami psychicznymi ani opętaniem, tworzenie klimatu takowego wydaje się przychodzić im nad wyraz łatwo.

Siedem utworów wsparte jest sześcioma zapisami z diagnoz lekarskich, do których obłędne sample spreparował Azar. Całościowy efekt to zasługa nie tylko muzyków, którzy wprawnie posługują się swoimi instrumentami, budując mroczny klimat dusznych zaułków szpitalnej celi, ale także wokalistów; Maryja znanego z Odrazy, który wypluwa z siebie najdziwniejsze, nieartykułowane skrzeki i wrzaski oraz Marcina Główczyńskiego, na co dzień udzielającego się w żorskim Exiled, który wczuł się doskonale zarówno w lekarza diagnozującego jak i pacjenta, obnażając mnogość swoich wokalnych możliwości, a ponadto spisał na tę okazję siedem dobrych, paranoicznych tekstów.

To wszystko sprawia, że płyta jest nieprzewidywalna, jak reakcja schizofrenika na otaczającą rzeczywistość i nie mamy pewności czy kolejny utwór wściekle zaatakuje nasze małżowiny uszne obłąkańczym wrzaskiem, czy pozwoli rozluźnić kaftan i odetchnąć. Całość tej nawiedzonej twórczości dostępna jest za darmo na zespołowym bancampie, więc każdy może sprawdzić nad czym się rozwodzę. Nie każdy co prawda może sobie pozwolić na luksus szaleństwa, jednak jeśli ktoś owego luksusu pożąda, powinien niezwłocznie zapoznać się z najnowszym krążkiem Uziel – Diagnosis F 44.3.

Justyna Bochenek

Cztery