USURPRESS – In Permanent Twilight (Selfmadegod)

Jeśli ktoś uzna, że ta recenzja została przez szefa Selfmadegod wymuszona, bardzo się myli. Zostałem o to jedynie grzecznie poproszony a że straszny ze mnie cykor, od razu usiadłem, żeby posłuchać, co też tam Szwedzi znowu upichcili. I co z tego wyszło? No, więc… szwedzki metal. Death metal. A może punk metal, choć gdzieś obok w newsie pada też słowo crust. Czyli, współcześnie rzecz ujmując – d – beat. No i mamy pełny i jasny obraz sytuacji.

Usurpress pochodzi z miasta Uppsala. W Szwecji. Tworzą go goście znani z tego, że są raczej mało znani i grają w mało znanych kapelach. Co zatem trzeba zrobić, żeby przyspieszyć karierę? Zatrudnić kogoś znanego. Bingo! Do zespołu został zwerbowany mister Daniel Ekerhoth znany z tego, że… napisał obszerną książkę pt. „Szwedzki Death Metal”. Tak, teraz już wiadomo, że pod względem czystości gatunkowej nikt Usurpress nie przebije. No bo z taką chodzącą encyklopedią (szwedzkiego) metalu nie da się nagrać złej muzyki – pan pisarz wszystko na bieżąco zweryfikuje. Ok., dość żartów, bo te miałyby sens, gdyby faktycznie zebrała się banda dziadków, co to chcą pograć, ale im nie wychodzi.

W tym momencie wszyscy miłośnicy takich słów jak „nowoczesność”, „blast”, „trigger”, „technika” itp. powinni spadać w podskokach. Dla reszty, szczególnie tej zakochanej w baaardzo starej szkole szwedzkiego metalu śmierci niosę dobre wieści – Usurpress nie jest wcale koślawym wymysłem chcących choć nie mogących, ale całkiem świeżym (czyli zgniłym, żeby być precyzyjnym…) ochłapem, jaki grano w zatęchłych piwnicach ze dwadzieścia lat temu. W takim miejscu powinny paść klasyczne już dla tej muzy nazwy na G i E czy nawet N, pomijam jednak takie oczywiste oczywistości.

Na płycie, która w zasadzie jest mini-albumem, mamy siedem kompozycji i krótkie intro, czyli 22 minuty zdrowego, odartego z jakichkolwiek pretensji łojenia w dodatku bardzo ale to bardzo rasowego. Brzmienie? Oczywiście obskurne, złe, straszne i zgruzowane; tak zapewne chcieliby muzykanci, przyznać jednak trzeba, że jest też bardzo klarowne i nawet jeśli efekt miał być niechlujny, to… znam większych luzaków. Sama muzyka to dominacja szybkich, d – beat’owo – punkowych rytmów i bzyczących, smutnych gitar, zarażonych ową tak nam bliską, delikatną melodyką. Prostota w przypadku Usurpress jest bardzo szlachetna, nawiązująca do przedpotopowej Szwecji, jednak cieszy mnie, że zespół postarał się, żeby kawałki były sprawnie zaaranżowane, co świadczy, że muzykanci dokładnie wiedzieli, co chcieli zagrać. A jeśli nawet nie wiedzieli, to już ich Daniel (grający na basie…) do pionu doprowadził. Najdalej w przeszłość zespół zapuszcza się w „I am an Empire”, gdzie dominuje toporny na maksa bit bębnów (klasyczne umpa – umpa najlepiej tłumaczy temat…), w dużej części kawałków mamy punkowy d-beat („Unpunished” z fajnym, wyeksponowanym i warczącym basem w zwolnieniu, czy „The Initiated”). Gitary wycinają grobowe pszczółki (najfajniej w „In Permanent Twilight”…), ale zespół  potrafi też zaskoczyć czymś bardziej nietypowym. W „Embrace your Non-Existence” jest to bardzo fajny riff otwierający utwór, zaś największą niespodzianką jest dla piszącego refren „Downtrodden Isolation”, gdzie niespodziewanie pojawia się zupełnie histeryczny, hipnotyzujący motyw gitary, całkowicie odstający od kompozytorskiego clou płyty. Takie odstępstwa pozwalają przypuszczać, że jeśli zespół popuści wodze fantazji a Daniel nie będzie zbytnio trzymał muzykantów za ryje, możemy mieć do czynienia z małą sensacją; ponoć już powstaje duży krążek. Zobaczymy…

Usurpress świata nie zbawi, ale może sprowadzić na niego troszkę zgniłego piekła. Ależ to kurczę, trywialne jest… Cóż jednak można napisać o muzyce, o której już wszystko powiedziano, napisano, którą uśmiercano, wyśmiewano i wreszcie wyniesiono na piedestał. W dobie retro – nostalgii młodzi adepci metalu mogą posłuchać czegoś starego, ale nie sztucznego, bo właśnie owa autentyczność jest w przypadku naszych Szwedów dużym atutem. Nie śmiałbym bowiem przypuszczać, że banalna chęć zrobienia kariery stoi za powołaniem Usurpress do życia…

Arek Lerch