UNDERGROUND OUT OF BANDCAMP – Część VI

Na pierwszy rzut oka dzisiejszy odcinek wydaje się wyjątkowo monotematyczny – ot, sam black metal. Jeśli jednak zdecydujecie się przesłuchać każdą z poniższych rekomendacji, przekonacie się, że każdy z tych projektów reprezentuje odmienne spojrzenie na gatunek, lub – co jest chyba właściwszym określeniem – na to, z czym black metal można łączyć. Bo o ile połączenia z doom metalem czy grindcore’m są jeszcze jak najbardziej do wyobrażenia, tak mariaż black metalu z hip hopem wydaje się co najmniej osobliwym pomysłem. Na całe szczęście, też trafionym.

„Visions of Doom” może być tytułem zarówno mylącym, jak i całkiem nieźle wyznaczającym kierunek, w którym zmierza muzyka Finis. Co prawda debiutancka ep-ka Niemców to raczej pełny siarki, surowy i bardzo charakterny black/death, gdzieś w tym wszystkim można znaleźć szczyptę aury pogrzebowego doom metalu. Trudno jednak posądzać Finis o charakterystyczną dla wielu zespołów z tego nurtu epickość; dominuje za to atmosfera wręcz rynsztokowa, wyjątkowo plugawa i paskudna. Cóż, „Visions of Doom” to nie jest szczególnie ładna płyta, ale w tym też tkwi jej największa siła. Oprócz tego to też album pełen hałaśliwych, jazgotliwych i nieprzyjemnych gitar oraz pojawiających się tu i ówdzie niby przypadkowych dźwięków. Całość opakowano w wyjątkowo paskudne, charczące brzmienie, które dodatkowo podkreśla i uwypukla brzydotę muzyki Finis. Szkoda, że „Visions of Doom” to zaledwie trzy utwory i nieco ponad dwadzieścia minut muzyki. Z niecierpliwością czekam na więcej.Finis

Knelt Rote ma minimalne szanse, by kiedykolwiek wyjść z podziemi – nawet, jeśli wepchną dłonie i stopy między framugę a piwniczne drzwi. Rzecz jasna główną przyczyną jest totalnie akomercyjny charakter muzyki Amerykanów. „Alterity” to wyjątkowo szkaradne i chamskie bluźnierstwo skierowane raczej do słuchaczy o wyrobionym, albo może wybitnie tolerancyjnym uchu. Intensywność Knelt Rote może przerazić i odstraszyć wielu. To nie jest black metal dla fanów Mgły. Więcej dla siebie znajdą tutaj być może maniacy Blasphemy, ale i oni muszą wykazać się niemałą cierpliwość, by znieść dźwiękowe tortury serwowane przez Knelt Rote. „Alterity” to płyta intensywna, szybka, pełna szaleństwa, brutalności i agresji. Jeśli miałbym komuś zdefiniować, czym tak naprawdę jest muzyka ekstremalna, puściłbym mu ten album i po prostu wyprowadził z błędu.A

Co prawda już ponad dwadzieścia lat temu kultowy raper Fazi otwarcie stwierdził, że black metal nie jest szczególnie podobny do reggae, jednak przykład Baculum pokazuje, że chociaż z rapem ma całkiem sporo wspólnych cech. „Laptinek” to album nasycony tyleż krajobrazem blokowisk i paryżańskich gett, co szczerzącym się Rogatym. Muzyka Baculum jest dość groteskowa i teatralna – głównie za sprawą obrazowego flow – ale to tylko dodatkowo podkreśla teoretyczną absurdalność całego połączenia. Baculum dreptają bardzo blisko cienkiej granicy absurdu, ale na szczęście nawet na moment jej nie przekraczają. Zamiast tego sprawnie łączą ciężkie gitary i mocniejsze partie wokalne z naznaczonymi breakcore’m bitami i momentami wyjątkowo oldskulowym podejściem do rapowania. Do tej pory nie wierzyłem, że z takich syntez może wyjść cokolwiek dobrego. Baculum jednak, zamiast być straszącym i pokracznym potworkiem, okazuje się być tworem wyjątkowo intrygującym i trzymającym się kupy. Zdecydowanie to coś więcej niż tylko ciekawostka.   B

Michał Fryga