UNBURIED – Murder 101 (Selfmadegod Rec.)

Karol, spiritus movens Selfmadegod, obraził się na zespoły grające odjechaną muzykę i po flircie z Mothrami itp. wynalazkami wycofał się niemal całkowicie do niszy, gdzie zatęchłym powietrzem oddychają maszkary pokroju Encoffination, Usurpress, Megascavenger czy opisywany tu Unburied. I nawet niedawny deal z Antigamą czy Masachist obrazu tego nie zmieni.

Na początek – lider Unburied Matt Pike to… nie ten Matt Pike! Z liderem High On Fire łączy ich co najwyżej zainteresowanie brudnym i obleśnie zgniłym brzmieniem. Na etapie muzycznych fascynacji zaczyna się za to rozjazd. Bo nasz Matt lubi death metal, kojarzący się z początkami tej sceny w Ameryce, lubi blasty, chorą atmosferę i opowieści rodem z „Martwicy Mózgu”. Na szczęście, mózg naszego bohatera funkcjonuje całkiem sprawnie, co pozwoliło mu upichcić drugi w karierze swojego zespołu długograj. „Murder 101” to zestaw dla masochistów, lubujących się w brutalnym naparzaniu po gębie. Zasadniczo Unburied gustuje w szybkim napieraniu do przodu – blasty podawane są tu w różnych wydaniach – od old school’a („Stalked, Fucked, and Buried”) aż do zaskakująco nowoczesnych wynalazków w stylu zagęszczonego do granic przyzwoitości „Impulse To Kill”, gdzie pojawiają się nawet gravite blasts. W większości przypadków grupa celuje jednak w nieco bardziej zatęchłe klimaty, nieźle radząc sobie z wolnymi, nieco thrash’owymi („Reborn Unto Hades”, mielący „Murder 101”) i bardzo wolnymi (kower Integrity „Abraxas Annihilation”, „The Kidnaper”) tempami, zdominowanymi przez duszny i stylowy necro – riff. Na całe szczęście, muzykanci nie wpadli na pomysł, żeby zaprząc do tej muzyki komputery, dzięki czemu produkcja jest równie naturalna co… nie, nie nieczytelna, raczej potężna. Z satysfakcją konkluduję, że – mimo braku cyfrowych wspomagaczy – słucha się tych dźwięków bardzo dobrze. Zupełnie zaskakujący, w kontekście zestawu, jednocześnie kłaniający się korzeniom gatunku jest za to utwór „Witchburner”, który z powodzeniem mógłby znaleźć się na jednej z ostatnich płyt… The Exploited.

Powyższy zestaw jest jednak dość zwodniczy – dlaczego? Bo jeśli liznąć płytę pobieżnie, bez należytej uwagi, usłyszymy jedynie brutalny, tępy niczym gumowy młotek, napierdol, nic więcej. Wystarczy jednak przysiąść i wsłuchać się w ten materiał, by z zaskoczeniem wyłuskać z magmy bardzo dobre umiejętności techniczne (ze wskazaniem na bębniarza Briana Formana – ok., to już dzisiaj norma…) a także bardzo sprawne i miejscami nieszablonowe aranżowanie – kawałki urywają się w ciekawych miejscach, niektóre konstrukcje są mało oczywiste i nawet pozorna niechlujność materiału po dłuższej znajomości z „Murder 101” okazuje się być elementem pozbawionym przypadkowości.

Co nie zmienia faktu, że drugi długograj Unburied jest jednym, wielkim przyłożeniem w obolały łeb. Jako taki jednak, razem z grafiką zaprojektowaną przez Marka Riddicka (min. Grave, Morbid Angel), tworzy przekonującą całość. Przekonującą, rzecz jasna, głównie koneserów gatunku. Czyli zasadniczo ludzi mało normalnych.

Arek Lerch