ULVER – Childchood’s Ends (Kscope Music)

Drugie tegoroczne wydawnictwo Norwegów z Ulver to nie lada gratka dla fanów psychodelicznego grania z lat 60. Kompilacyjny album, zawierający covery w wykonaniu Garma i spółki, to rzecz intrygująca, dziwna, ale wydaje mi się, że za mało tutaj samego Ulver w Ulver.

Tak, wiem, to w końcu autorskie interpretacje zarówno czołówki psychodelicznego (rocka i nie tylko) jak i mniej znanych twórców, ale od grupy takiej jak Ulver wymaga się czegoś – a bo ja wiem, niespodziewanego? Genialnego? Możliwe, że po raczej słabszym (i przekombinowanym) „Wars of The Roses” Garm wraz z towarzyszącymi mu muzykami pragnie wymyślić Ulver na nowo. Pytanie tylko, czy jest ku temu sens i czy taki a nie inny wybór utworów wziętych na warsztat, ma zapowiadać nowy kierunek dla ‘’Wilków”? Jeśli tak, to niech czym prędzej płodzą nowy materiał, bo kilka wersji z zarejestrowanych na przestrzeni trzech lat kompozycji ‘’klasyków’’ (mam tutaj na myśli te, które jednak odbiegają od pierwowzorów- „Where is Yesterday”, „Today” czy „66-5-4-3-2-1”) to rzeczy po prostu świetne i rozbudzające apetyt.

Zwolennicy metalowego jak i elektronicznego oblicza Ulver nie mają tutaj czego szukać. Chyba, że ich gust ewoluuje razem z zespołem. Wtedy zamiast traktować „Childhood’s End” jako collector item, można uznać ten materiał jako jedyną w swoim rodzaju podróż do przeszłości wraz ze swoimi ulubieńcami. Bilet (płyta) nie kosztuje wiele, a mniej zorientowani w muzyce sprzed pięciu dekad, dzięki niemu z pewnością będą mieli co nadrabiać.

Grzegorz „Chain” Pindor