ULTRAMANTIS BLACK – s/t (Relapse)

Sam nie wiem, dlaczego zainteresowałem się tym wydawałoby się dziwnym tworem. Powodów było na pewno kilka – otóż wokal jest profesjonalnym wrestrelerem, biega po scenie półnagi w swoim wyjściowym, fikuśnym outficie i masce przypominającej owada, zespół powstał w oparciu o muzyków Pissed Jeans, robiących naprawdę sporo hałasu, a wszystko to pod szyldem Relapse Records. Sam jeszcze się w tym wszystkim gubię, ale nie mogłem sobie odpuścić sprawdzenia czegoś takiego jak Ultramantis Black, o których będzie jeszcze głośno, dosłownie i w przenośni.

Nie tak znowuż dawno temu, na stronie ich obecnej wytwórni natrafiłem zajawkę ep-ki, zawierającej bagatela 9 kawałków, oraz kilka zdjęć tej kapeli, na co zareagowałem dość lekceważąco, głównie przez to że nie jestem fanem scenicznych przebieranek. Automatycznie uznałem, że to nie na moje nerwy, klasyfikując ich jako zespół-żart, na zasadzie: głupio wyglądamy, gramy głupią muzykę. Później, kiedy doczytałem w jaki sposób zarabia na chleb typ posługujący sie pseudo Ultramantis Black i z kim muzycznie współpracuje, stwierdziłem, że może wypada zapoznać się z nimi bliżej. W końcu doszło do konfrontacji z tym co uprawiają ci goście, pod ksywą swojego kolegi od mikrofonu; nagle okazało się że to naprawdę „dojebana” kombinacja noise, hc i szybkiego, momentami zasyfionego crust punka. Od pierwszych dźwięków przestałem się z nich nabijać, a zacząłem stopą wybijać rytm. Po kilku kolejnych „piosenkach” doszedłem do prostego, wynikającego z zaistniałej sytuacji wniosku, że są naprawdę nieźli w tym co robią i zasługują na znacznie więcej szacunku. Moje pierwsze skojarzenie to lata 90’te, trochę Converge z okresu „Petitoning The Empty Sky”, więc nie może być źle, a takie smaczki jak „Sentience”,”West Siberian Plain”, czy „Gloom Of Prosperity” tylko to potwierdzają. PromoImage

Ep-ka Ultamantis Black, kończy się jeszcze szybciej niż zaczyna, jest to krótki, ale zwarty, wściekły i emocjonalnie rozdarty materiał. W sam raz żeby się na chwilę wkurwić i wyładować. Tekstowo bardzo mocno politycznie i pro-ekologicznie. Przy okazji, jeszcze jeden apsekt wart wspomnienia – wszyscy w tym szalonym składzie są weganami, czyli bazują na diecie stricte roślinnej, a dodatkowo nie ćpają i nie chleją po koncertach. Okładka też prawdopodobnie do tego nawiązuje – trzech zamaskowanych typów ma zaraz rozprawić się z zdezorientowanym myśliwym. Rozumiecie coś z tego? Ja to biorę to z całym dobrodziejstwem inwentarza!

Sam Tromsa

Pięć