UGORY – Padlina

 Wstępu nie będzie – tak, jak nie ma go na „Padlinie”.

Najnowszy album Ugorów ma nad wydanym w 2016 roku „Przesileniem” jedną olbrzymią przewagę – trwa dokładnie tyle, ile powinien. Poprzednie wydawnictwo zespołu, choć można o nim powiedzieć dużo dobrego, cierpi ze względu na swoją długość. „Padlina” od razu wita się ze słuchaczem agresywnym, punk-sludge’owym „Ja wychodzę, ty zostajesz” i właściwie już od tego momentu wiadomo, że do czynienia będziemy mieli z krążkiem bardziej konkretnym – o ile można tak mówić o materiale, na którym w 25 minut zamknięto tak olbrzymi rozstrzał stylistyczny.

Najciekawiej jest na początku, we wspomnianym „Ja wychodzę, ty zostajesz” oraz w zamykającym „Sam na sam”, w których to Ugory wyrzucają całą swoją agresję. „Dno odzywa się do mnie, woła słońce w nim” zdaje się być swoistym hołdem dla „The Bees Made Honey In The Lion’s Skull” Earth. „Łąki nadnoteckie” przedstawiają się jako skromna, post-rockowa miniatura, płynnie przechodząca w dark abmientowy „Ozon”. W „Żer” ekipa Marcela Gawineckiego ucieka w nieco bardziej tripowe rejony, nęcąc monotonnym pulsem syntezatora. „Padlina” to powrót do typowego riffu, ogrywanego jednak w dość mantryczny sposób i przez to brzmiącego niczym fragment filmowego soundtracku. Ciągoty do transu Ugory przejawiają także w minimalistycznym, naznaczonym duchem Kraftwerk „W leśnym runie”. Stylistyczny rozrzut nie jest jednak w ogóle męczący, a wręcz przeciwnie – daje dobre spojrzenie na potencjał tkwiący w poznańskim zespole. I choć osobiście preferuję Ugory w jak najbardziej agresywnej formie, muszę przyznać, że w każdej kreacji chłopaki sprawdzają się co najmniej dobrze.Ugory

„Padlina” jest swego rodzaju rozgrzeszeniem za rozwleczenie „Przesilenia”. Cieszę się, że tym razem panowie zdecydowali się na krótszą, prostszą i bardziej ukonkretyzowaną formułę, na czym ich muzyka tylko zyskuje. Być może niektórym tak duża rozbieżność poszczególnych utworów może przeszkadzać, jednak spięte surowym charakterem i szorstkim brzmieniem stanowią pewnie trochę pokraczny i groteskowy, ale jednak monolit. Przede wszystkim jednak wierzę, że okrojenie muzyki Ugorów i pozostawienie samego gęstego sprawi, że poznański zespół zacznie być czymś (dużo) więcej niż ciekawostką dla rodziny i znajomych.

Michał Fryga

Cztery